Paula Radcliffe pobiegnie w pierwszym Silesia Maratonie?!

Boston, Nowy Jork, Londyn - czy do listy największych maratonów świata dołączy w przyszłości bieg po ulicach Śląska? Pierwszy Silesia Maraton ma wystartować już w przyszłym roku. Organizatorzy chcieliby, żeby gwiazdą imprezy była znakomita biegaczka Paula Radcliffe!
Pomysł wprowadza w śląską sportową rzeczywistość zupełnie nową jakość. Maraton nigdy nie był wizytówką naszego regionu. Analizując kalendarz startów na królewskim dystansie 42 kilometrów i 195 metrów, łatwo się zorientować, że żadna z kilkunastu imprez, jakie odbywają się w Polsce, nie prowadzi na Śląsk. Przegrywamy m.in. z Warszawą, Krakowem, Łodzią czy Poznaniem.

Teraz ma się to zmienić, a to za sprawą organizatorów półmaratonu 4energy. We wrześniu impreza odbędzie się po raz czwarty i - jak przekonują organizatorzy - w tej formule po raz ostatni.

- Uważam, że dorośliśmy do zorganizowania maratonu. Zebraliśmy już dość doświadczeń - podkreśla Bohdan Witwicki, dyrektor biegu.

Maratony są wizytówką największych metropolii. Na starcie biegów w Bostonie czy Berlinie staje po kilkadziesiąt tysięcy uczestników, których rywalizację śledzą i relacjonują światowe media. Wieści o zwycięzcach stają się newsami największych serwisów informacyjnych.

- Śląsk ma olbrzymi potencjał i pora go wykorzystać. Często słyszę od prezydentów naszych miast, że nie możemy równać się z Krakowem, Wrocławiem czy Poznaniem. Więc zróbmy coś razem! Ideą naszego maratonu ma być to, że stanie się wizytówką całego regionu - podkreśla Dariusz Smagorowicz, jeden z pomysłodawców i sponsorów półmaratonu 4energy.

Organizatorzy biegu już myślą, jaki termin będzie najlepszy dla Silesia Maratonu - bo taka ma być oficjalna nazwa wydarzenia. - Najlepsza jest jesień, ale te terminy są już zajęte - m.in. przez Warszawę czy Kraków. Wrocław zwolnił ostatnio termin wiosenny i myślimy, że warto wypełnić tę lukę. Chcemy ruszyć na trasę śląskiego maratonu w kwietniu przyszłego roku - uśmiecha się Witwicki.

Pomysłodawcy pierwszego Silesia Maratonu będą zadowoleni, jeżeli na starcie biegu stanie około 800 osób. Równolegle z maratonem nadal ma się odbywać półmaraton dla biegaczy, którzy nie czują się jeszcze na siłach, by rywalizować na całym dystansie.

Trasa maratonu to na razie zbiór luźnych pomysłów. - Na pewno nie chcemy się ograniczać do samych Katowic. Jeżeli bieg ma być wizytówką całej aglomeracji, to trasa powinna prowadzić także przez ościenne miasta - na pewno Chorzów i Siemianowice - wyjaśnia Smagorowicz, który mocno wierzy, że start biegu nastąpi na Stadionie Śląskim, a meta - tak jak w przypadku półmaratonu - znajdzie się w katowickim Spodku. - Start na Śląskim na pewno dodałby maratonowi prestiżu - tłumaczy.

Witwicki: - Trasę wytyczymy na pętli. Tylko takie rozwiązanie pozwala kibicom mieć biegaczy na wyciągnięcie ręki dłużej niż przez kilka minut. Maratończycy to lubią. Samotności doświadczają na co dzień, gdy zaliczają kolejne kilometry, przemierzając leśne ścieżki. Wolałbym też uniknąć sytuacji, którą przeżyłem w Warszawie. W stolicy po starcie wszyscy rozbiegają się po szerokich, trzypasmowych alejach, a to powoduje, że biegaczy często dzieli i 500 metrów przerwy. Nie walczą z rywalami, tylko ze swoją psychiką.

Organizatorzy już dziś zastanawiają się, kto mógłby zostać gwiazdą i twarzą premierowego Silesia Maratonu. Mierzą wysoko, bo chcą ściągnąć znakomitą brytyjską biegaczkę Paulę Radcliffe. Do 35-letniej sportsmenki należy najlepszy wynik w historii biegów maratońskich kobiet (2.15.25 w 2003 r. w Londynie). Z nieoficjalnych informacji wynika, że zakontraktowanie tej klasy biegacza to wydatek około 40 tys. zł. Dla porównania budżet maratonu w Warszawie to ponad milion złotych.

- Jestem w kontakcie z Radcliffe. Najpierw wysyłaliśmy do siebie maile, potem rozmawialiśmy przez telefon. Radcliffe twierdzi, że chętnie przyjedzie na Śląsk. Tak naprawdę mogłaby wziąć udział już w najbliższym półmaratonie, ale uznaliśmy, że to jednak nie tej rangi impreza - podkreśla Witwicki.

Co ciekawe, organizatorzy maratonu już dziś mówią żartem, że wiedzą, kto go wygra. - Oczywiście, że Kenijczyk! - mówią zgodnie. - Kenijczycy potrafią zdominować każdy bieg. To ich sposób na życie i źródło zarobków - uśmiecha się Smagorowicz.

To jednak nie wyczyn, lecz masowość ma być siłą Silesia Maratonu. - To ma być wielka promocja Śląska. Każdy, kto stanie na starcie, ma się poczuć jak ktoś wyjątkowy. Już dziś nasz półmaraton jest największą imprezą lekkoatletyczną regionu, a ambicje mamy jeszcze większe - mówi Smagorowicz.

Śląski maraton ma znaleźć się na liście biegów sygnowanych przez Stowarzyszenie Międzynarodowych Maratonów i Biegów Ulicznych. - To wydatek około 4 tys. dolarów, ale jednocześnie i gwarancja, że informacja o naszym biegu dotrze do maratończyków na całym świecie - kończy Witwicki.