Feć prawie saperem

PIŁKA NOŻNA. - Zamiast cieszyć się z udanej inauguracji, wysokiego zwycięstwa i pozycji w tabeli, martwimy się z porażki - mówi po pierwszym meczu sezonu trener opolskiej Odry Andrzej Prawda.
W sobotę jego podopieczni przegrali w Stalowej Woli z miejscową Stalą 1:2, mimo iż jeszcze niespełna pół godziny przed końcem prowadzili 1:0. - To był mój pięćsetny, sześćsetny, a może nawet tysięczny mecz w życiu i muszę po nim stwierdzić, że w piłce nie można mówić, że wszystko się już przeżyło. Po pierwszej połowie powinniśmy przecież prowadzić przynajmniej dwoma bramkami, w drugiej strzelić przynajmniej jeszcze jedną i spokojnie kontrolować grę. Niestety, wystarczyła chwila dekoncentracji, straciliśmy dwa gole i zwycięstwo wymknęło się z rąk - żałuje szkoleniowiec.

Po meczu najbardziej załamanym z opolskich piłkarzy był golkiper Marcin Feć, bowiem to właśnie po jego błędach rywale strzałami z dystansu zdobyli obie bramki. - Niestety, bramkarz jest jak saper, myli się tylko raz. Dlatego nie mam do niego pretensji, równie dobrze można przecież zastanawiać się, jak można było dopuścić do strzału z 25 m i go nie zablokować. Zresztą przyznam się szczerze, że przy pierwszej bramce nie myślałem nawet, czy Marcin obroni ten strzał, tylko zastanawiałem się już, gdzie ewentualnie wybije piłkę - stwierdza Prawda, dodając, że aby nie pogłębiać przygnębienia piłkarzy, nie robił jeszcze analizy spotkania.

Są także pozytywy

Trener przyznaje jednak, że inauguracja sezonu pokazała także kilka pozytywnych cech jego zespołu. - Piłkarsko zaprezentowaliśmy się lepiej niż przeciwnicy i widać wyraźnie, że nasza drużyna nie jest zlepkiem przypadkowych piłkarzy - zaznacza.

Na stadionie w Stalowej Woli okazję do debiutu w barwach niebiesko-czerwonych dostali wszyscy zawodnicy pozyskani w przerwie letniej: Mateusz Jaskólski, Paweł Odrzywolski, Michał Filipowicz i Artur Monasterski. Zagrali także powracający do Opola byli piłkarze Odry Adam Orłowicz i Marcin Rogowski. To właśnie ten ostatni zrobił na trenerze najlepsze wrażenie. - W pierwszej połowie zagrał wręcz koncertowo, a w jednej z akcji przeszedł samego siebie. Podawał do Marcina Pontusa, ale zanim piłka do niego trafiła, sam do niej dobiegł i dośrodkował. Podał więc sam do siebie - opowiada z uśmiechem szkoleniowiec. - Jeśli zaś chodzi o Adama, widać po nim jeszcze pewne braki, bo przecież miał praktycznie rok przerwy, ale i tak zaprezentował się całkiem nieźle - ocenia.

Okienko transferowe otwarte jest do końca sierpnia, a w kadrze Odry wciąż jest jeszcze miejsce, nic więc dziwnego, że poszukiwania nowych twarzy wciąż trwają. Dziś w Opolu pojawić ma się na testach kilku potencjalnych nowych piłkarzy, a okazją do ich sprawdzenia będzie pojedynek sparingowy z III-ligowym Orłem Ząbkowice.

jacek.konopacki@opole.agora.pl