Zieliński: Parę dni więcej może nam pomóc

Dla nas o wiele gorsze było to, co się działo z nami w maju i czerwcu. Najpierw mieliśmy grać we Wrocławiu, potem w Szczecinie, w końcu wylądowaliśmy w Warszawie - mówi szkoleniowiec "Czarnych Koszul"
Olgierd Kwiatkowski: Wie pan już co będzie się działo w piątek z Polonią?

Jacek Zieliński: Wiem, że nie gramy jutro meczu ligowego. Pośpiesznie zaplanowaliśmy więc sparing. W piątek zagramy w Grodzisku z Wartą Poznań.

W czwartek przygotowywał pan drużynę do meczu z Arką Gdynia...

- Tak było rano, potem wieczorem nastawialiśmy się już na to, że jedziemy do Polkowic na mecz z Zagłębiem Lubin (stadion w Lubinie jest remontowany). Było z tym trochę zamieszania, bo trzeba było pozamieniać kasety na odprawy. Na szczęście niedawno graliśmy z Zagłębiem sparing. Mieliśmy świeże materiały i dużo wiedzieliśmy już na temat tego zespołu.

Co panu bardziej przeszkadzało w przygotowaniach do sezonu. Niewiedza na temat tego, co się stanie z Groclinem i w jakim mieście będzie grał, czy odwołanie inauguracyjnej kolejki ligowej?

- Dla nas o wiele gorsze było, to co się działo z nami w maju i czerwcu. Najpierw mieliśmy grać we Wrocławiu, potem w Szczecinie, w końcu wylądowaliśmy w Warszawie. To, że nie wiedzieliśmy, czy jechać na pierwszy mecz do Gdyni, czy do Lubina nie miało przy naszych wcześniejszych perypetiach tak wielkiego znaczenia. Myślę, że parę dni więcej na przygotowania może Polonii tylko pomóc, pozwoli na lepsze zgranie się tego zespołu. Ci chłopcy są razem dopiero od dwóch tygodni. To krótki czas, by zintegrować drużynę.

Na co stać Polonię w tym sezonie?

- Patrzy się na nas przez pryzmat Groclinu, który zajął w poprzednim sezonie trzecie miejsce. Z tego dawnego Groclinu odeszło kilku kluczowych zawodników: Adrian Sikora i Piotr Rocki oraz Pance Kumbev. Sikora i Rocki stanowili o naszej sile ofensywnej. Szczególnie kogoś takiego jak Sikora będzie trudno zastąpić. Kumbev trzymał nam obronę. Owszem, przyszło kilku chłopaków z Polonii, ale nie zapominajmy, że oni grali w drugiej lidze. Górna połówka tabeli jest jednak możliwa. Nie będę składał obietnic bez pokrycia. Chcę tylko, żeby ta drużyna grała coraz lepiej z każdym meczem i aby Warszawa była z niej dumna.

Od wielu dni powtarza pan, że potrzebny jest tej drużynie klasowy napastnik.

- I wiedzą o tym szefowie klubu. Temat Zbigniewa Zakrzewskiego został już zamknięty, bo on poszedł do Arki Gdynia. Były przymiarki do Marcina Robaka, ale to nie jest takie proste. O niego starały się i chyba nadal robią podchody Legia i Cracovia. Poza nimi trudno znaleźć w Polsce napastnika, który od razu wszedłby do drużyny i strzelał bramki. Polski rynek jest bardzo wydrenowany. Mam nadzieję, że uda się nam już na mecz z Piastem sprowadzić napastnika.

Kiedy piłkarze wracają do Warszawy?

- To nie jest takie łatwe pod względem technicznym. Chciałbym jednak, żebyśmy przenieśli się kilka dni przed meczem z Piastem i mieli czas na zaaklimatyzowanie się w stolicy.