Radwańska i ci faceci, czyli Porsche Open we wtorek

Z sześciu Polaków, którzy zagrali w turnieju głównym Porsche Open, do drugiej rundy przeszło tylko dwóch. To Michał Przysiężny i Grzegorz Panfil. Odpadł za to m.in. Łukasz Kubot
To i tak nieźle, bo pamiętamy takie challengery w Poznaniu, do których kwalifikowano czterech Polaków z dzikimi kartami, po czym wszyscy niemal bez walki odpadali w pierwszej rundzie. Teraz sytuacja jest już inna, bowiem Polacy docierają nawet do półfinału poznańskiego turnieju, jak choćby Łukasz Kubot rok temu.

Z Kubotem wiązały się największe nasze nadzieje na tegorocznym Porsche Open. Wszak jest on notowany w drugiej setce ATP, a do Poznania przyjechał prosto z Oberstaufen, gdzie wygrał tamtejszy challenger po finale z Juanem-Pablo Brzezickim z Argentyny - ongiś finalistą challengera w Poznaniu. Nastały zatem czasy, gdy to Polacy dochodzą do finałów i wygrywają.

Kubot losował jednak średnio. Trafił na bardzo wymagającego i wyżej notowanego rywala, jakim jest wysoki i cierpliwy Czech Jiri Vanek. Kubot przegrał już z nim dwa lata temu w ćwierćfinale challengera w Szczecinie. Tu, w Poznaniu, było widać, że obaj panowie stoczą twardy bój. Vanka trudno było wykołować jakimś skrótem czy niebanalnym zagraniem. Jeśli już, to serw-wolej, albo serw i skrót.

Obaj zagrywali bardzo mocno, nierzadko powyżej 180 km na godz. Kubot miał przełamany serwis rywala przy stanie 5:4. A zatem wydawało się, że nie może być lepiej. Jednak szansę zmarnował i musiał bić się z Czechem w tie-breaku. Tu Vanek nie wytrzymał. Przy 4:4 popełnił dwa błędy i seta pięknym wolejem skończył Kubot.

Polak był zmęczony, spocony jak mysz. Istotne były jednak te momenty zmiany stron kortu po nieparzystych gemach. Wtedy obaj rywale mijali się przy stołku sędziego. I widzieli, że obaj są piekielnie zmęczeni.

Drugiego seta Kubot oddał zaskakująco łatwo, podobnie zresztą jak trzeciego, gdzie walka trwała tylko do stanu 2:2.

Równie długi, acz w tym wypadku bratobójczy mecz zagrali dwaj Polacy - Michał Przysiężny i Dawid Olejniczak. Przysiężny to ten pokorny reprezentant Polski na niedawny mecz Pucharu Davisa z Białorusią. A mecz był to bardzo ważny, bo decydujący o naszym losie w tej grupie pucharu (wygraliśmy 4:1). Olejniczak to ten niepokorny, który gry w Pucharze Davisa odmówił, w związku z czym cofnięto mu dziką kartę do Porsche Open. Wyraźnie zły na to Olejniczak przebił się jednak do turnieju z eliminacji. Tu, w pierwszej rundzie miał coś do udowodnienia organizatorom i Przysiężnemu. Przegrał jednak po zażartym boju.

- Znamy się jak łyse konie, więc Dawidowi trudno było mnie zaskoczyć - mówił Przysiężny. - Na początku rozbijaliśmy się serwisem, a wygrał ten, kto pierwszy uspokoił nerwy. Czyli ja.

- Grałem już na wielu takich turniejach, ale tak złego i dziurawego kortu nie widziałem - narzekał Olejniczak. - Nie przegrałem przez to, ale dla zawodnika, który gra tak siłowo jak ja, taki kort jest utrudnieniem.

Jerzy Janowicz został w Poznaniu przedstawiony jako "największa nadzieja polskiego tenisa". To w końcu finalista juniorskich turniejów wielkoszlemowych French Open i US Open z ostatnich dwóch lat. Czołowy junior świata, który na juniorskim Australian Open dostał numerek 2 w rozstawieniu. - Na juniorskim US Open już jednak nie zagram - zakomunikował. - Kończę z karierą juniora i chcę poświęcić się tenisowi seniorskiemu.

W ostatnim tygodniu odniósł w nim jeden spory sukces, jakim jest rozbicie czołowego białoruskiego tenisisty Maksa Mirnyja, co walnie przyczyniło się do wygrania z Białorusią. Poniósł też jednak wyraźną porażkę, jaką był wczorajszy mecz z Serbem Borisem Paszanskim. Serb był wyraźnie lepszy, popełniał zdecydowanie mniej błędów. Gdy dochodziło do dłuższej wymiany, niemal pewne było, że to bardziej precyzyjny Paszanski ją wygra. Janowicz miał jednak dobry serwis i w sytuacji niemal beznadziejnej, przy 2:5 i 0:30, a potem 30:40 (piłka meczowa) w drugim secie, dzięki niemu poderwał się do boju. Niemal doprowadził do remisu, czym rozgrzał widownię. Teraz to Serb zaczął psuć wymiany i denerwować się. Przy 4:5 i 30:15 wydawało się, że Janowicz może dokonać rzeczy niesamowitej jak na tak młodego gracza. Niestety, przegrał kolejne piłki i tego gema oraz cały mecz.

- Jestem zmęczony - stwierdził po meczu. - Dopiero co przyjechałem z Białorusi. Nie wiem, czy wygrałbym, gdybym był wypoczęty, ale miałbym większe szanse. Ponadto przez kilka ostatnich tygodni przygotowywałem się do gry na twardej nawierzchni, właśnie pod kątem Pucharu Davisa. Tu, w Poznaniu, w ogóle miałem nie grać, ale dostałem dziką kartę (zamiast Olejniczaka).

Wieczorem, ok. godz. 18, gdy Kubot przymierzał się właśnie do tie-breaka z Vankiem, wszystkie obiektywy skierowały się na lożę VIP. Pojawiła się tam bowiem rodzina Radwańskich, którą zapowiadaliśmy wczoraj, w tym Agnieszka Radwańska - najlepsza polska i czołowa w świecie tenisistka. Radwańscy nie chcieli wczoraj rozmawiać z prasą, ale - jak już informowaliśmy - niewykluczone, że Agnieszka Radwańska, która ma problemy z trenowaniem w Krakowie, będzie pracować w Poznaniu.



Wyniki wczorajszych gier: Steve Darcis (Belgia, 1) - Christophe Rochus (Belgia) 6:1, 6:2, Dawid Olejniczak (Polska) - Michał Przysiężny (Polska) 7:6, 4:6, 4:6, Boris Paszanski (Serbia) - Jerzy Janowicz (Polska) 6:2, 6:4, Bjorn Rehnqvist (Szwecja) - Nicolas Devilder (Francja) 0:3 krecz, Frederico Gil (Portugalia) - Mateusz Kowalczyk (Polska) 6:4, 6:3, Guillermo Garcia-Lopez (Hiszpania, 3) - Diego Junqueira (Argentyna) 2:6, 6:3, 6:1, Ivo Minar (Czechy) - Pavel Snobel (Czechy) 6:3, 6:2, Eric Prodon (Francja) - Marcel Granolles (Hiszpania, 2) 3:6, 6:4, 6:4, Mischa Zverev (Niemcy, 6) - Maximo Gonzalez (Argentyna) 6:0, 3:6, 7:6, Jiri Vanek (Czechy, 8) - Łukasz Kubot 6:7, 6:2, 6:2.

Mecze w środę: Garcia-Lopez - Phau (godz. 11), Gil - Zverev (ok. 12.30), Panfil - Vassallo-Arquello (ok. 15.30), Darcis - Paszanski (ok. 17.30).