Urlep grozi sądem ASCO Śląskowi

Koszykówka. Andrej Urlep domaga się od ASCO Śląska Wrocław zaległych około 200 tys. euro. Prawnik reprezentujący koszykarskiego trenera twierdzi, że jeśli klub nie zapłaci, sprawa trafi do sądu
- Potwierdzam, że trener Andrej Urlep chce odzyskać pieniądze od ASCO Śląska - mówi Krystian Paździor, radca prawny reprezentujący koszykarskiego szkoleniowca. - Oczywiście chodzi o pieniądze, które naszym zadaniem należą się trenerowi z tytułu jego kontraktu z wrocławskim klubem. Półtora tygodnia temu wysłałem do ASCO Śląska oficjalne pismo i poinformowałem, że pan Urlep czeka na swoje pieniądze. Równocześnie zaznaczyłem, że jeśli klub ich nie wypłaci, wówczas poinformuję władze PZKosz, PLK oraz FIBA, że ASCO Śląsk nie wywiązuje się z umów - zaznacza Paździor.

Twierdzi on, że na pieniądze należne z tytułu kontraktu Urlep czeka już od końca listopada. Ale przez kilka miesięcy nic się w tej kwestii nie wydarzyło. W końcu Urlep oddał sprawę do prowadzenia radcy prawnemu.

- Nie wiem, jakie jest stanowisko klubu, gdyż na razie nikt nie odniósł się do naszego pisma i roszczeń finansowych - zaznacza Paździor.

- Każdy może dochodzić swoich racji na drodze sądowej. To jego prawo - mówi Arkadiusz Bałuszyński prezes ASCO Śląska.

Urlep rozstał się z ASCO Śląskiem w połowie listopada minionego roku. Doszło do tego po powrocie drużyny z wyjazdowego przegranego meczu Pucharu ULEB z Panioniosem Ateny. Wszystko wskazywało na to, że powodem dymisji trenera była fatalna gra koszykarzy Śląska w minionym sezonie. Po sześciu kolejkach spotkań DBL wrocławianie byli na ostatnim miejscu w tabeli, mając na swoim koncie zaledwie jedno zwycięstwo. Jeszcze nigdy w historii wrocławskiego Śląska zespół ten po kilku kolejkach rozgrywek nie zamykał ligowej tabeli.

Jednak już wówczas pojawiły się zasadnicze rozbieżności dotyczące kluczowej kwestii - czy Urlep został zwolniony, czy sam podał się do dymisji? Decyzja o dymisji miała zapaść podczas spotkania właściciela klubu Waldemara Siemińskiego z Urlepem. Każdy z nich inaczej przedstawiał kulisy rozmowy, która doprowadziła do rozstania się szkoleniowca z zespołem. Siemiński zapewniał, że to urażony Słoweniec sam zrezygnował z dalszej pracy w ASCO Śląsku i poinformował o tym właściciela. Urlep zaprzeczał takiej wersji i twierdził, że został zwolniony przez Siemińskiego.

W momencie dymisji Urlep miał ważny, podpisany na trzy lata kontrakt z wrocławskim klubem. W listopadzie 2007 roku wypełniony w niecałej połowie. Teraz słoweński trener domaga się wypłaty pieniędzy za całość trwania kontraktu, wychodząc z założenia, że odszedł nie z własnej woli, tylko został zwolniony przez właściciela. Adwokat reprezentujący szkoleniowca nie chce mówić o konkretnej kwocie, tłumacząc, że takie jest życzenie samego Urlepa. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że trener jest przekonany, iż ASCO Śląsk musi mu wypłacić co najmniej 170 tys. euro. Być może jednak kwota okaże się większa i wyniesie 210 tys. euro. Wszystko zależy od tego, jak należy interpretować niektóre zapisy w kontrakcie.

- Na pewno spotkamy się jeszcze w tej kwestii z pełnomocnikiem trenera Urlepa - przyznaje Bałuszyński. - Dziennikarze i kibice nie znają szczegółów umowy z trenerem, która była renegocjowana. Uważamy, że panu Urlepowi należą się pieniądze, ale nie większe niż 45 tys. euro - kończy prezes ASCO Śląska.

- Jeśli klub nie zapłaci pieniędzy wówczas poinformujemy władze PLK i PZKosz, bo być może potrzebny będzie jakiś arbitraż. Jeśli jednak klub nie uzna roszczeń trenera Urlepa, na pewno oddamy sprawę do sądu - zapewnia Paździor.

Urlep jest jednym z najbardziej utytułowanych szkoleniowców, którzy pracowali w polskiej lidze. Ze Śląskiem cztery razy zdobywał mistrzostwo Polski, a raz uczynił to z Anwilem Włocławek. Prowadził też drużynę narodową Polski. W minionym sezonie po raz pierwszy w Polsce został zwolniony z pracy.

Przypomnijmy, że w ubiegłym tygodniu Siemiński poinformował, że za 1,5 mln zł chce odsprzedać klub miastu. Siemiński nie chce być już właścicielem drużyny koszykarskiej i domaga się, aby miasto przejęło Śląsk. Podczas konferencji prasowej zachwalał, że klub jest w świetnej sytuacji finansowej i organizacyjnej. - Prezes Siemiński wypalił się w tym sportowym biznesie, ale zostawia klub czysty i przejrzysty - podkreślał siedzący wówczas obok wlaściciela Śląska Jacek Koch, przedstawiony przez Siemińskiego jako działacz społeczny, a tytułowany jako prezes.

Teraz okazuje się, że ASCO Śląsk może mieć zobowiązania finansowe wobec byłego trenera, ale także wobec niektórych zawodników. W minionym tygodniu w wywiadzie udzielonym "Gazecie" mówił o tym Radosław Hyży. Gracz stwierdził, że ASCO Ślask winien jest mu pieniądze. Jak podkreślił: "niewielkie", ale chce, aby mu je wypłacono.