Sport.pl

Legia Warszawa - Noteć Inowrocław 98:93 po dogr.

Gracz meczu: Wojciech Królik - najważniejsze dwa wolne w dogrywce.

Kwarty: 22:19, 16:17, 18:24, 28:22. Dogrywka: 16:11.

Legia: Pacesas 22 (2), Kazlauskas 11 (1), Majchrzak 11 (1), Cielebąk 3 (1), Stulga 0 oraz Żurawski 19, Królik 15 (1), Sinielnikow 8, Jarrett 4, Kwiatkowski 4.

Noteć: Austin 24 (3), Welsch 19 (1), Frasunkiewicz 12 (1), Owens 8, Czaska 6 oraz Kalinowski 11 (3), Radke 11, Mrożek 0.

Po dramatycznej końcówce i dogrywce w meczu z Notecią Inowrocław Legia Warszawa wygrała 98:93. Choć legioniści znowu źle wykonywali rzuty wolne (22/36 - 61 proc.), to właśnie ten element zdecydował o wygranej.

Ani Legia, ani Noteć w dotychczasowych meczach nie radziły sobie najlepiej. Przed wczorajszym spotkaniem oba zespoły miały tylko po trzy zwycięstwa i chciały za wszelką cenę wygrać, by poprawić swoją pozycję po pierwszej rundzie rozgrywek fazy zasadniczej. Noteć przyjechała do Warszawy w roli faworytów. - To nie jest słaby zespół i jestem pewien, że gdyby w takim składzie jak przeciwko nam grał od początku sezonu, miałby pewne miejsce w pierwszej ósemce. Oni spodziewali się zwycięstwa z nami - mówił po meczu jeden z bohaterów tego spotkania Wojciech Królik.

Mecz od początku do końca był wyrównany. W Legii przez najrówniej grał Tomas Pacesas, który tylko na minutę opuścił boisko. A Noteci od pierwszej do ostatniej minuty wspaniale grał Alex Austin. Amerykański skrzydłowy jak zwykle oddawał bardzo dużo rzutów, ale w najbardziej trudnych dla jego zespołu momentach przynosiło to porządane efekty. Austin był też nie do powstrzymania w walce o zbiórki. Tylko w pierwszej połowie miał ich 13, a w całym meczu aż 20. Żaden inny zawodnik z obu zespołów nie miał ich wczoraj więcej niż dziewięć.

I to głównie dzięki Austinowi i Petrowi Welschowi inowrocławianie dotrzymywali kroku gospodarzom. Trener Legii Jacek Gembal podczas przerw na żądanie nawet na kolanach tłumaczył i chyba wręcz błagał swoich zawodników o zastosowanie się do jego wskazówek, ale legioniści nie potrafili wypracować bezpiecznej przewagi. W 22. minucie prowadzili 43:37, ale jeszcze w trzeciej kwarcie pozwolili rywalom wygrywać aż 58:51, a w czwartej kwarcie 67:60 i 69:62. Wciąż świetnie grał Austin, który nawet po zablokowanych swoich rzutach potrafił zebrać piłkę, w oka mgnieniu wybiec poza linię 6,25 m, i z nieprawdopodobnej pozycji, z samego rogu boiska, trafić za trzy. - Gdybym był trenerem i miał zawodnika, który wyprawia takie rzeczy natychmiast bym go wyrzucił z zespołu. Przecież on nie miał prawa trafić, bo sam w to nie wierzył... - mówił o wyczynie Amerykanina Królik.

To właśnie najstarszy z zawodników, który wczoraj zagrał miał chyba największy udział w zwycięstwie Legii. 44 sekundy przed końcem po jego celnych rzutach wolnych warszawiacy przegrywali 79:81. W kolejnej akcji błąd kroków popełnił Piotr Czaska. Gdy do końca meczu zostało siedem sekund Pacesas oddał kolejny celny rzut spod kosza i dorzucił jeszcze jeden punkt po faulu Austina. Legia wygrywała 82:81. W tym momencie bohaterem mógł zostać Welsch, który sam szybko wyprowadził atak i w ostatniej sekundzie przy rzucie został sfaulowany przez Arnasa Kazlauskasa. Rozgrywający reprezentacji Czech trafił tylko pierwszy rzut i doszło do dogrywki.



W niej właśnie, tylko dwa, ale zdecydowanie najważniejsze punkty zdobył Królik. Kiedy ponownie do końca meczu zostało siedem sekund, przy prowadzeniu Legii 94:93 obrońca Legii nie pomylił się przy dwóch rzutach i legioniści już powoli zaczęli cieszyć się z wygranej. Jeszcze za trzy znowu z nieprawdopodobnej pozycji próbował trafić Austin, ale tym razem już mu się nie udało. Przy zbiórce w tej akcji Tomasz Mrożek faulował Kazlauskasa. Litwin trafił dwa rzuty wolne i warszawiacy wygrali. - Czy czuję się bohaterem? Nie. Na to zwycięstwo zasłużył cały zespół. Zagraliśmy z determinacją i wiarą, a co najciekawsze, o wygranej zadecydowały właśnie rzuty wolne, tak źle ostatnio przez nas wykonywane. To prawda, że mieliśmy szczęście, bo gdyby Welsch trafił rzut wolny w regulaminowym czasie nie byłoby dogrywki. Ale ta gra na tym polega. To gra błędów i kto ich mniej popełni ten wygra - mówił po meczu Królik.

Poza weteranem Legii znakomicie zagrali wczoraj także Pacesas (23 punkty, 8/12 z gry, 5/6 wolnych, 8 zbiórek) i Wojciech Żurawski (19 punktów, 9/11 z gry, 9 zbiórek). Nie mógł zagrać w Legii trenujący już od kilkunastu dni z zespołem Marcus Williams. - Te przepisy obowiązujące w PLK są chore. Działacze klubu z Ostrowa, w którym grał dotąd Williams celowo zwlekały z poinformowaniem władz ligi, że zawodnik jest wolny i może u nas grać. Pozwolenie na jego grę u nas dostaliśmy w piątek rano, ale od tego momentu do meczu w którym Williams mógłby zagrać musi minąć 72 godziny... Zabrakło kilku godzin - tłumaczył prezes Legii Włodzimierz Nowak.