Przegrany sezon Budowlanych

Rugbiści Blach Pruszyński Budowlani zakończyli rozgrywki z niczym. Tydzień temu przegrali w finale ligi, a w sobotę w finale Pucharu Polski
Mecz z Lechią Gdańsk był pożegnaniem z Budowlanymi Ryszarda Wiejskiego, który z łódzką drużyną odnosił wielkie sukcesy. - Chciałem zakończyć karierę trenerską w okazały sposób, zdobywając trzecie mistrzostwo Polski, ale mi się nie udało. Może w Pucharze Polski będzie lepiej - mówił przed sobotnim finałem. Tydzień wcześniej bowiem Budowlani przegrali w finale ligi z Folcem AZS Warszawa. I mieli nadzieję, że powetują sobie to niepowodzenie w Pucharze Polski. To trofeum zdobyli wcześniej tylko raz w 1992 r. Ich rywale - Lechia - aż dziesięć razy. Ale w sobotnim finale - mimo że rozgrywany był w Gdańsku - faworytem byli łodzianie. Tym bardziej że w półfinale mistrzostw Polski wygrali z gdańszczanami 32:10 i byli zespołem zdecydowanie lepszym.

Ale sobotni finał nie tylko dla Wiejskiego był pożegnaniem. Lechia chciała wygrać, aby sprawić prezent swojemu grającemu trenerowi Januszowi Urbanowiczowi, który zdecydował się zakończyć karierę. Pierwsze punkty zdobyli jednak łodzianie - na polu punktowym Lechii przyłożył Michał Królikowski. Odpowiedź gospodarzy była jednak znakomita. Najpierw Tomasz Rokicki efektownym rajdem po skrzydle zakończył akcję ataku przyłożeniem, a potem Zurabi Zwiadadze dał Lechii punkty z karnego. Budowlani nie zamierzali jednak odpuścić meczu. W 36 min wyrównali stan meczu na 10:10 (Kamil Bobryk), a tuż przed końcem pierwszej połowy - po błędzie gdańszczan w obronie - przyłożył Rumun Remus Lungu, który później dołożył jeszcze dwa punkty z podwyższenia. Do przerwy Budowlani prowadzili więc 17:10 i... coś się zacięło. - To był bardzo podobny mecz do tego z finału ligi - mówi Marcin Chudzik, menedżer łódzkiej drużyny. - W Gdańsku, tak jak wtedy w Łodzi, pierwsza połowa należała do nas, w drugiej przestaliśmy grać w rugby i zaczęliśmy w nie grać dopiero na pięć minut przed końcem.

Wcześniej punktowała Lechia. Rzutu karne fantastycznie wykorzystywał Gruzin Zwiadadze, który kopal celnie z każdej, nawet najtrudniejszej pozycji, a jego drop-gol z ok. 30 m w ostatnich minutach meczu doprowadził kibiców do ekstazy. Dzięki jego pewnej nodze i celności oka Lechia ze stanu 10:17 po pierwszej połowie doprowadziła najpierw do wyniku 13:17, potem 16:17, 19:17 i 22:17.

Urbanowicz nie mógł sobie wymarzyć lepszego zakończenia kariery. Zaraz po zakończeniu meczu powędrował na ramiona kolegów, został oblany szampanem i dostał od kolegów gigantyczny złoty puchar ze złotą piłką w środku. - Sprawili mi wspaniały prezent, lepszego nie mogli - powiedział wzruszony Urbanowicz. - Przez 16 lat gry w rugby nie widziałem takiego pożegnania na polskich boiskach.

Smutne pożegnanie miał za to Wiejski. - Nie pozbieraliśmy się po finale, to było widać. Zawiódł Rumun Lungu. Lechia bardziej chciała wygrać i zasłużyła na Puchar Polski.

Chudzik: - Przegraliśmy, co mam więcej powiedzieć. Będziemy walczyć w przyszłym sezonie.

Lechia Gdańsk Blachy Pruszyński Budowlani 22:17 (10:17)

Punkty: Zviadadze 17, Rokicki 5 - Lungu 7, Królikowski 5, Bobryk 5.

Budowlani: Królikowski, Bobryk, Magaldadze, Karpiński, Adamczewski, Prasał, Maros, Mirosz, Pabjańczyk, Lungu, Kaniowski, Stępień, Hotowski, Żórawski, Kozakiewicz oraz Grodecki, Dułka.