Sycz z Kucharskim nie popłyną w Pekinie

Dwukrotni złoci medaliści olimpijscy nie będą mieli szans na trzeci triumf w igrzyskach. Odpadli w repesażu regat kwalifikacyjnych w Poznaniu i do Chin nie pojadą.


Jest 10.42 - poniedziałek przed południem. Na torze regatowym Malta w Poznaniu stają na starcie Robert Sycz z Tomaszem Kucharskim. Obok nich osady ze Słowenii, USA, Bułgarii, Białorusi i Azerbejdżanu. Dla dwukrotnych mistrzów olimpijskich, ale w pełni formy, to nie byliby godni uwagi przeciwnicy. Osada musi się jednak skoncentrować, bo to przecież repesaż ostatniej szansy. Muszą się znaleźć w czołowej trójce, żeby płynąć dalej w zawodach i w środę w finale zapewnić awans na olimpiadę, czwartą już w karierze Sycza. Okazja była tym większa, że w niedzielę okazało się, że przepustek na igrzyska jest więcej - trzy, a nie dwie. Po starcie zaczęli dobrze. Sycz z Kucharskim płynęli na drugim miejscu, za Słoweńcami. Mocne tempo dyktowali tego dnia

bezkonkurencyjni Słoweńcy Bine Pislar i Jure Svet. Potem było coraz gorzej. Im bliżej do mety, tym dwukrotnych mistrzów olimpijskich częściej mijały kolejne osady. Kiedy do celu brakowało 500 metrów, nasza dwójka spadła na czwarte miejsce. Na mecie Polacy byli za Słowenią, USA, Bułgarią i jeszcze Białorusią. Wyprzedzili tylko ekipę Azerbejdżanu.

Piąte miejsce to klęska dla bydgoskiego wioślarza. Załamani Sycz z Kucharskim błyskawicznie zniknęli z toru na Malcie. Nie chcieli z nikim rozmawiać.

Załamani byli też nieliczni widzowie, szefowie Polskiego Związku Towarzystw Wioślarskich, którzy liczyli na odrodzenie formy najbardziej utytułowanej osady, szkoleniowcy i prezes Lotto/Bydgostii Zygfryd Żurawski - Nie spodziewałem się i chyba nikt nie liczył się z takim rozwiązaniem. W ostatnich kilku tygodniach rozmawiałem często z Robertem Syczem. Był dobrej myśli. Nie skarżył się na jakiekolwiek dolegliwości - mówił prezes bydgoskiego klubu.

Miesiąc temu Żurawski podpisał z Syczem nowy kontrakt aż do 2012 r.

Dobrą formę dwójki potwierdzał tuż przed zawodami trener reprezentacyjnej dwójki wagi lekkiej Marian Hennig, który przygotowywał Sycza i Kucharskiego na obozie w Wałczu. - Trenujemy. Zawodnicy mają specjalne wyizolowane ćwiczenia, osobno na mięśnie grzbietu, brzucha, kończyny dolne i górne. Tak są dobrane, żeby nie groziły urazami - mówił Hennig.

Okazało się jednak, że formy nie było. Przypomnijmy, że w tym roku Sycz z Kucharskim wystartowali tylko raz. Musieli popłynąć na Pucharze Świata w Lucernie, żeby zdobyć prawo do reprezentowania Polski w regatach kwalifikacyjnych w Poznaniu. To się udało, ale w Lucernie wycofali się z zawodów przed półfinałem.

- O losie dwójki zdecydowało złe przygotowanie. Rozmawiałem z Robertem i Tomkiem. Obaj opowiadali, że siły mieli tylko do 1500. metra. Potem ich całkowicie zabrakło. Inaczej było, kiedy trenował ich Jerzy Broniec i zdobywali olimpijskie złota. Umieli wypruć z siebie żyły aż do samej mety, na całym dystansie 2 kilometrów - stwierdza Żurawski.

Hennig natomiast planował wzięcie olimpiady z marszu, bez specjalnych przygotowań. - Szczyt formy ma być na Pekin. Zakładamy, że na kwalifikacje wystarczy taka dyspozycja, jaką teraz osiągniemy.

To założenie wzięło w łeb, bo forma zbudowana na poznańskie kwalifikacje była zbyt słaba. Nie wystarczyła nawet do tego, żeby znaleźć się w półfinałach, wśród najlepszych dwunastu łodzi.

- To zaskoczenie dla mnie i również dla samych zawodników. W tej chwili nie potrafię wyjaśnić, dlaczego tak się stało. Nie wiem, czy kiedykolwiek będę w stanie to zrobić. Na sprawdzianach w Wałczu na dystansie 1500 m Sycz z Kucharskim wygrywali z dwójką podwójną Marcin Brzeziński-Michał Słoma, która pewnie awansowała do finału poznańskich regat - wyjaśnia Hennig.

Problem w tym, że sił zabrakło im właśnie po przepłynięciu 1,5 kilometra.

Co dalej z karierą Sycza? - pytamy szefa bydgoskiej Lotto/Bydgostii.

- Robert nie kończy z wioślarstwem. Zrealizuje kontrakt z klubem ważny do 2012 r. i będzie nas reprezentował w regatach. O tym już rozmawialiśmy - odpowiada Żurawski.

Nie wiadomo natomiast, czy Sycz będzie dalej pływał dla Polski. Sam mówił wcześniej: - Zamierzałem zakończyć karierę na mistrzostwach świata w Poznaniu w 2009 r. Teraz wiem, że może się to stać wcześniej.

- Wiem, że jest kilka możliwych rozwiązań w kwestii reprezentacji. Może Robert wystartuje jeszcze w mistrzostwach Europy. Olimpiada już w grę nie wchodzi. To koniec epoki - stwierdza ze smutkiem Żurawski.





Ostatnie lata Sycza

Dwójka Sycz-Kucharski ostatni sukces odnieśli w 2004 r. - złoto na olimpiadzie w Atenach. Potem nękały ich kontuzje. W 2005 r. ze względu na uraz Kucharskiego powstała dwójka Sycz-Paweł Rańda, która w

mistrzostwach świata w Gifu zdobyła brązowy medal. Potem wrócił Kucharski, ale i powrotu na podium MŚ także nie było. Przed rokiem w Monachium osada wycofała się w trakcie wyścigu z powodu ataku korzonków.

W sumie 35-letni Sycz wygrał dwukrotnie igrzyska. Zdobył dwa złote, trzy srebrne i brązowy medal MŚ.

Czy Sycz z Kucharskim powinni dalej pływać razem?