Budowlani wicemistrzem Polski

Ryszard Wiejski obchodzi w tym roku 40-lecie pracy trenerskiej. Już wcześniej zapowiedział, że po sezonie kończy pracę. Niestety, nie pożegna się z drużyną po zdobyciu trzeciego z rzędu się złotego medalu, bo Blachy Pruszyński Budowlani przegrali z Folcem AZS Warszawa
Prawie 5 tys. kibiców, którzy przyszli wczoraj na stadion Budowlanych, było przekonanych, że ich ulubieńcy bez kłopotu poradzą sobie z warszawskim zespołem. Nic dziwnego, skoro w tym sezonie pokonali go już trzykrotnie. Zaczęło się jednak nie najlepiej, bo Remus Lungu nie wykorzystał karnego, a wcześniej nie trafił z dropa. A w majowym spotkaniu był bezbłędny....

Goście objęli prowadzenie po karnym Rafała Janeczki, ale w 38 min wyrównał łódzki Rumun. Do tej pory Folc grał bardzo dobrze, zaś gospodarze nerwowo. W 40 min pokazał się Krzysztof Hotowski, który przechwycił piłkę i położył ją na polu punktowym. Lungu podwyższył i do przerwy łodzianie prowadzili siedmioma punktami.

Druga połowa zaczęła się tak, jak skończyła pierwsza. Michał Adamczewski wygrał aut, a Michał Królikowski zaliczył drugie przyłożenie dla Budowlanych. Było już 15:3 i nikt nie spodziewał się, że warszawianie jeszcze się podniosą. Ale wczoraj gospodarze grali źle. Być może sparaliżowała ich stawka spotkania, a może za wcześnie uwierzyli w zwycięstwo. Zawiódł też Lungu. - Popełnił juniorski błąd, bo blisko pola punktowego chciał rozegrać szybkiego karnego [zamiast kopać, chciał zdobyć przyłożenie - red.] - mówił trener Wiejski. Budowlani stracili piłkę, a później punkty, bo rywale wywalczyli dwa przyłożenia i wyszli na prowadzenie 17:15. - Pytałem Remusa, dlaczego tak zagrał, ale nie potrafił odpowiedzieć. Mówił, że chciał lepiej, a wyszło gorzej - opowiadał szkoleniowiec. A odpowiadający w klubie za przygotowanie fizyczne Mieczysław Bogusławski tłumaczył, że Lungu źle się czuł. - Po zejściu z boiska miał torsje - dodał.

Nadzieję łódzkim kibicom dał najskuteczniejszy zawodnik I ligi Tomasz Stępień, wykorzystując karnego. Widać było jednak, że Folc gra lepiej, a łodzian zaczyna paraliżować presja. Brakowało im zdecydowania, popełniali błędy techniczne. Trener robił zmiany, ale gra była taka sama. Była szansa na przyłożenie, ale po wygraniu autu blisko pola punktowego jeden z zawodników zgubił piłkę tuż przed polem punktowym warszawskiej drużyny.

Minutę po trzech punktach Stępnia francuski sędzia Akim Hedj Bachir podyktował karnego przeciwko Budowlanym. Mimo że było to ponad 40 m od słupów, goście zgłosili chęć kopania. Bezbłędny Janeczko znów wykorzystał okazję. - Mam pretensje do arbitra, że dał Folcowi szansę dyktując karnego. U nas były podobne sytuacje, ale co najwyżej dostawaliśmy młyn - oceniał Wiejski. Zaraz jednak dodał, że przeciwnicy zagrali bardzo dobrze.

Mimo ambitnych prób Budowlanym nie udało się odrobić strat i po dwóch latach przerwy znów muszą zadowolić się srebrnymi medalami. Na pociechę został im finał Pucharu Polski, który za tydzień zostanie rozegrany w Gdańsku. Ich rywalem będzie Lechia.

Budowlani - Folc AZS 18:20 (10:3)

Punkty dla Budowlanych: Hotowski, Królikowski, Lungu po 5, Stępień 3 - Janeczko 10, Nowosz, Pałyska po 5.

Budowlani: Królikowski, Bobryk, Magaldadze (57. Sachrajda), Karpiński, Ławski (41. Adamczewski), Zadwirnyj, Maros (61. Prasał), Mirosz, Pabjańczyk (68. Maciejewski), Lungu (61. Grodecki), Kaniowski, Stępień, Hotowski, Żórawski, Kiełbik.

Folc AZS: Bartoszewicz, Kisiel (57/ Liedel), Domański, J. Jędral (56. T. Jędral), Niemczak (65. Niedźwiedzki), Pazio, Ł. Miśkiewicz, Gabunia, Janeczko, Pałyska, Kvernadze, Gołąb, Nowosz. M. Miśkiewicz (77. Szeląg), Łukasiewicz.