Sport.pl

Marcin Bojarski blisko Piasta Gliwice

Nie jestem już potrzebny, zespół świetnie sobie radzi beze mnie. Dla obydwu stron będzie lepiej, jeśli odejdę - przyznaje Marcin Bojarski, jeszcze pomocnik Cracovii


Krakowianie żądają za piłkarza 400-500 tys. zł, a sprawa jego transferu wyjaśni się do środy. Najkonkretniejszą ofertę złożył Piast Gliwice. Drużyna ze Śląska w ubiegłym sezonie zajęła trzecie miejsce w drugiej lidze i wywalczyła awans do ekstraklasy. - Wszystko jest na dobrej drodze, nie mogę jednak podać ani nazwy klubu, ani wysokości odstępnego - broni się Bojarski.

Piłkarz popadł w konflikt ze Stefanem Majewskim, trenerem Cracovii, po pierwszym meczu rundy wiosennej z Polonią Bytom (1:1). Zarzucono mu nieprzykładanie się do gry, a za odmowę wykonania analizy własnej postawy odsunięto od kadry pierwszego zespołu.

Przez cztery miesiące Bojarski nie rozegrał żadnego spotkania ligowego. - Wakacje miałem już od 28 lutego. Dużo straciłem sportowo, choć codziennie trenowałem na całego - zapewnił 31-letni pomocnik, który w środę wraz z całą rodziną wrócił z dwutygodniowych wczasów na Krecie.

W przypadku fiaska negocjacji zostanie na rok w Krakowie (kontrakt wygasa w czerwcu 2009), choć takiej myśli woli do siebie nie dopuszczać. - Za pół roku będę mógł podpisać umowę z innym klubem i odejść za darmo. To ostatnia szansa, by Cracovia coś na mnie zarobiła, ale z pewnością nie milion euro.

Wychowanek Rakowa Częstochowa zdobył z Legią Warszawa mistrzostwo kraju i Puchar Ligi, ale to cztery lata w Cracovii określa jako cudowne. W tym czasie wywalczył awans do ekstraklasy z trenerem Wojciechem Stawowym. Później rozegrał 96 meczów w I lidze i zdobył 16 goli.

- Organizacyjnie to wspaniały klub, ze świetnymi kibicami, ptasiego mleczka mi nie brakowało. Drużyna jest jednak w przebudowie, więc muszę odejść - zaznaczył Bojarski.

Żałuje kilku niezrealizowanych marzeń. Nigdy nie wygrał derbów Krakowa, gdyby nie porażka 2:3 z Amiką Wronki (Cracovia prowadziła już 2:0), pewnie zagrałby w pucharze UEFA. - Nie zapomnę też przegranej z Tłokami Gorzyce (0:1), przez którą omal nie straciliśmy awansu do ekstraklasy i dramatycznego meczu z Legią Warszawa (1:0) po śmierci Jana Pawła II.

Kilka miesięcy temu obiecał na łamach "Gazety" 100 tys. zł dla piłkarza Cracovii, który w tym sezonie strzeli sześć goli i będzie miał dodatkowo 12 asyst. Pieniądze zostały w kieszeni, bo nikt nie dokonał takiego wyczynu.

W jego opinii dobra wiosna w wykonaniu Cracovii to zasługa katastrofalnego sparingu z Dnipro Dniepropietrowsk (1:4) rozegranego zimą na Cyprze. - To przechodziło ludzkie pojęcie, co Ukraińcy z nami wyprawiali, mogło być nawet 1:15! Następnego dnia przekonaliśmy trenera Majewskiego do zmiany systemu na 4-4-2. Dzięki Bogu udało się, bo dziś Cracovia byłaby w II lidze.