Pazdan na Euro, Cannavaro na trybunach

Wśród 368 piłkarzy zgłoszonych do rozpoczynających się jutro mistrzostw Europy jest tylko jeden piłkarz, który jeszcze w 2007 r. grał w III lidze. To Michał Pazdan, krakowianin, wychowanek Hutnika
Powołanie 21-letniego pomocnika Górnika Zabrze było jedną z największych niespodzianek w kadrze Leo Beenhakkera. - Michał ma tak mało wad, że nie powinien zostać piłkarzem - mówi o nim Robert Kasperczyk, który wprowadził Pazdana do dorosłej piłki.

To najmłodszy reprezentant Polski w mistrzostwach Europy w Austrii i Szwajcarii. W krótkim czasie zrobił błyskawiczną karierę. Jeszcze rok temu grał w trzecioligowym Hutniku Kraków. We wrześniu 2007 r. zadebiutował w ekstraklasie w Górniku. Trzy miesiące później po raz pierwszy założył reprezentacyjną koszulkę w spotkaniu z Bośnią i Hercegowiną. Wreszcie, mimo zdziwienia i protestów środowiska piłkarskiego, znalazł się w kadrze na Euro 2008.

Jerzy Brzęczek, srebrny medalista Igrzysk Olimpijskich w Barcelonie, nie ma żadnych wątpliwości: - To przykład, że w piłce nożnej wszystko jest możliwe. W rok zrobił niesamowity skok. Jeśli jego psychika nie ulegnie zmianie, Górnik i reprezentacja będą miały z niego pociechę.

Pomalował głowę na biało

Kordian Wójs, pierwszy trener Pazdana, wciąż jednak nie może wyjść ze zdziwienia: - Jakby rok temu ktoś mi powiedział, że Michał będzie grał na mistrzostwach, popukałbym się po głowie... Osiem lat go trenowałem. Poukładany, sumienny, obowiązkowy, nigdy nie sprawiał kłopotów wychowawczych.

Trampkarzom z rocznika 1987 poświęcił najwięcej czasu, serca i pracy. Dla Wójsa był to debiut trenerski i zarazem pierwsze kroki w Hutniku. Pazdana nie było w budowanej przez niego drużynie. Starszy o 11 lat brat Michała Tomasz wyjaśnił przyczynę: - Brzmi to prawie jak anegdota, ale w drodze na pierwszy trening mieliśmy kolizję, ktoś wjechał w mojego malucha. Było z tym sporo perypetii, dopiero rok później na zajęcia zawiózł go drugi brat Paweł.

Michał trafił do grupy Wójsa w czerwcu 1997 r. Nigdy nie wywalczył medalu w mistrzostwach Polski juniorów, nie był też powoływany na zgrupowania kadry Polski w swoich rocznikach. - W Zielonej Górze w mistrzostwach juniorów młodszych kolega z drużyny nie strzelił rzutu karnego i finał przeszedł im koło nosa - wspomina Wójs.

Dopiero w 2002 r. z kadrą Małopolski Pazdan wygrał Puchar im. Jerzego Michałowicza. W finale w Świętochłowicach jego drużyna pokonała województwo warmińsko-mazurskie 1:0.

Poza boiskiem jest cichy, jakby niewidoczny. Nawet na fotografiach stoi schowany gdzieś z tyłu. W jego drużynie dominowali: Daniel Jarosz, Krzysztof Świątek i Radosław Chrząszcz.

- Robił swoje, pochodził z dobrego domu, żadnych wybryków. Tylko raz na obozie wszyscy pomalowali sobie włosy na biało. Rodzice Michała byli wtedy bardzo oburzeni - przypomina Wójs.

Słowa trenera potwierdza Jarosz, który mieszkał razem z Pazdanem na obozach. - Nie był wodzirejem, ale też nie stał w kącie. Czasami pozwalał sobie wejść na głowę. Gdy ktoś powiedział mu coś głupiego, zamiast go skontrować, wolał przemilczeć. Obaj namiętnie graliśmy w X-Boxa.

Michał poświęcił swoje życie piłce, ale nie zapominał o szkole. Nie miał wolnego czasu. - Szkoła, jazda tramwajem na trening, powrót do domu i nauka, którą rodzice stawiali na pierwszym miejscu. Jako bracia też go naciskaliśmy. W sporcie jedna kontuzja i człowiek zostaje z niczym. Bez pieniędzy i pracy - wspomina brat Paweł, geodeta z wykształcenia i z zawodu.

Ulubionym przedmiotem absolwenta krakowskiego XII LO była geografia. Później studiował rok w krakowskiej Akademii Pedagogicznej. Wszystkie egzaminy - bez problemu. Studia przerwała gra w Górniku Zabrze.

Wytrzymałość konia pociągowego

Zaczynał jako defensywny pomocnik, ale szybko nauczył się gry na środku obrony. W wieku 17 lat, w 2004 r., zadebiutował w meczu Hutnika z Motorem Lublin. Wszedł na trzy minuty przy stanie 2:0. - Od razu zaliczył trzy wślizgi i sprokurował rzut wolny, po którym goście strzelili nam kontaktowego gola - śmiał się trener Kasperczyk. Ale po chwili dodał już bardzo poważnie: - Mógł być ostoją każdej drużyny, wybijał się w swoim roczniku. W tym samym meczu zadebiutował Grzegorz Goncerz, który wkrótce jako pierwszy trafił do Górnika Zabrze. Los bywa przewrotny. Gdzie jest teraz Goncerz, a gdzie Pazdan?

W III lidze zagrał w 56. meczach, chyba najlepszy wyszedł mu dwa lata temu w Zamościu. - Do przerwy było 2:0 dla Hetmana. W drugiej odwróciliśmy losy meczu. Michał zdobył debiutanckiego gola na 2:2 - zrelacjonował Jarosz.

Pochwał nie szczędził Waldemar Kocoń, trener młodzieży w Hutniku. - Ma niesamowitą zdolność czytania odbioru piłki. Jest jednym z najlepszych na swojej pozycji w Polsce, a przemawia za nim młody wiek. Ma zbliżony charakter do Marcina Wasilewskiego, a przy tym jest bardzo skromny.

W rundzie wiosennej 2007 r. został lewym obrońcą w zespole kolejnego trenera Hutnika - Ryszarda Kruka. - To mu pomogło, bo miał kłopoty z lewą nogą, dzięki temu stał się zawodnikiem uniwersalnym - zauważył Kocoń. Innego zdania jest Wójs: - Był sfrustrowany grą na tej pozycji.

O młodego piłkarza starały się Cracovia i Wisła. Adam Nawałka, dziś asystent Beenhakkera, a wtedy skaut klubu z Reymonta, często zaglądał na Suche Stawy. Albin Mikulski, ówczesny dyrektor sportowy "Pasów", dziś trener Hutnika, chciał ściągnąć Pazdana za darmo.

W odpowiednim momencie dojrzał go Ryszard Szuster, prezes Górnika Zabrze. Taryfikator PZPN wycenił piłkarza na 160 tys. zł. Po długich negocjacjach Górnik zgodził się zapłacić w trzech ratach 100 tys. zł.

Kasperczyk: - To Piotrek Madejski, który wcześniej trafił do drużyny z Zabrza, namówił Szustera na transfer. "Proszę mi zaufać" - powiedział do prezesa. I Szuster zgodził się w ciemno.

Marcin Pasionek, kapitan Hutnika wraca do lata 2007: - Pazdan nie był w rewelacyjnej formie, gdy odchodził z Hutnika. Dobrze jednak, że zrobił to w najlepszym dla siebie momencie. To człowiek od czarnej roboty, może zagrać wszędzie. Ma wytrzymałość konia pociągowego. Pracowitość i skromność to cechy, które pozwolą mu kiedyś na grę w dobrym zachodnim klubie.

Cztery lata starszy Madejski wprowadzał kolegę do zabrzańskiej szatni: - Michał w Hutniku i w Górniku to dwóch różnych zawodników. Zrobił olbrzymi postęp, zdobył sporo doświadczenia przy Tomku Hajcie i Jurku Brzęczku. Jako człowiek nic się nie zmienił. W rozmowie jest grzeczniutki, skromniutki, ale na boisku zamienia się w kawał zbira. Śmiejemy się, że w meczu musi poturbować ze dwóch zawodników, inaczej występ byłby nieudany.

W Górniku trafił pod skrzydła starszego o 15 lat eksreprezentanta Tomasza Hajty. Były uczestnik mistrzostw świata nikomu nie odpuszcza w drużynie. Niejeden usłyszał ostrą reprymendę. Madejski: - Nie będę mówił, jakich słów Tomek używa, ale Michał sam wyciągnie wnioski. Kiedyś Hajto tłumaczył mu: "Nie skacz do główki za każdym razem, czasem wystarczy zrobić krok do przodu lub do tyłu".

Brzęczek, kapitan Górnika, stara się spokojnie podpowiadać młodszemu koledze, bo Hajto jest za to impulsywny. - Taki ma charakter, poza tym obaj grają blisko siebie w obronie - tłumaczy Brzęczek.

Fabio Cannavaro i AC Milan

Debiut w ekstraklasie przypadł 14 września w siódmej kolejce. W wygranym 4:0 meczu z Polonią Bytom rozegrał pełne 90 minut. Trener Górnika Ryszard Wieczorek, zwykle oszczędny w pochwałach, tym razem nie wahał się nazwać Pazdana "profesorem".

W reprezentacji zadebiutował po zaledwie siedmiu występach w ekstraklasie. Spotkanie z Bośnią i Hercegowiną zaplanowano na Cyprze w połowie grudnia. Leo Beenhakker sprawdził wówczas kilkunastu młodych zawodników. Dla zdecydowanej większości był to pierwszy kontakt z reprezentacją. - Miał już tyle przeskoków w karierze. Był przyzwyczajony do presji. Jest bardzo ambitny, to u niego dominująca cecha - chwalił Paweł.

W podobnym tonie wypowiadał się drugi z braci Michała - Tomasz, zastępca kierownika stacji paliw Orlen i instruktor nauki jazdy: - Gdyby nie Leo, Michał nie powąchałby reprezentacji. Holender szuka i stawia na młodych.

Brzęczek: - Trzeba mieć w życiu trochę szczęścia, by w odpowiednim momencie ktoś cię zobaczył i dał ci szansę.

Pazdan nie zapomniał o bliskich i znajomych. Trener Wójs dostał od niego dwa bilety na mecz Polski z Niemcami w Klagenfurcie. Przyjaciele z Hutnika i bracia pojadą na spotkanie z Austriakami.

Trener Wójs po cichu liczy na występ swojego podopiecznego na mistrzostwach. - Nie chciałbym, by to się stało w meczu o nic. Może być to nawet zmiana taktyczna pod koniec spotkania z Niemcami, ale oby w decydującym momencie.

Paweł życzy bratu więcej śmiałości i strzelania bramek. Podkreśla perfekcyjne przygotowanie taktyczne. - Założenia trenerów wykonuje w stu procentach, reszta przyjdzie z czasem.

Madejski ostrzega: - Oby tylko mu się w głowie nie poprzewracało. Czytałem w gazetach, że nie pali, nie pije, nie chodzi na dziewczyny. To by się zgadzało.

Tomasz, młodszy z braci: - Jest normalny, lubi chodzić na dyskoteki, a także długo spać. Może dlatego dużo rzeczy robi na ostatnią chwilę?

Madejski widział Pazdana parę razy zdenerwowanego. - Był wściekły sam na siebie, choć nie bardzo to pokazywał. Tak było po nieudanych meczach z Lechem i Cracovią. Po jego nieprzepisowych zagraniach podyktowano dwa razy rzuty karne. - Nie faulował Hernana Rengifo, a z Cracovią faul był wyraźnie przed polem karnym - ocenił Tomasz Pazdan.

Młody pomocnik kibicuje AC Milan, bo lubi włoski futbol. Ma swojego idola: Fabio Cannavaro, kapitana reprezentacji Włoch. - Mają podobne warunki fizyczne i podobne miejsce na boisku - wyjaśnił brat. Tyle tylko, że w mistrzostwach zagra Pazdan, a Cannavaro obejrzy je z trybun, bo na jednym z treningów przed mistrzostwami doznał kontuzji.

Pożyteczny i niewidoczny

Szkoleniowcy zgodnym chórem wskazują na jego najważniejszą cechę, która doprowadziła go do Euro 2008. Czytanie gry i umiejętność przewidywania zagrań rywali. - To nie jest do wyuczenia, nad tym się nie pracuje. Albo się to ma, albo nie - twierdzi Wójs.

Pazdan ma kapitalną wydolność fizyczną połączoną z cechami szybkościowca. Z Estonią przebiegł aż 12,5 km, najwięcej spośród wszystkich kadrowiczów. Potrafi dobrze grać obiema nogami.

Minusy? Boi się zaatakować, brakuje mu dokładnego pierwszego podania. - Jeśli dopracuje ten element, będzie bardzo wartościowym zawodnikiem - nie ma wątpliwości trener Wójs.

Mimo to powołanie Pazdana wielu odebrało negatywnie, decyzja podzieliła środowisko piłkarskie. Dla jednych był to strzał w dziesiątkę, dla innych decyzja kompletnie niezrozumiała.

Brzęczek: - Może i dostał nominację trochę na wyrost. Beenhakker widzi w nim jednak mądrego i perspektywicznego piłkarza, który dużo już potrafi, ale musi zalety opanować do perfekcji. Stąpajmy po ziemi, to dla Michala wielkie przeżycie i on sam zdaje sobie sprawę, jak dużo ma do poprawienia.

Krzysztof Świątek, do dziś grający kolega Pazdana z lat młodzieńczych, jest przekonany, że Michał wie, czego chce. - Bardziej widać na boisku kreatywnych zawodników, a Michał jest pożyteczny i niewidoczny. To był taki nasz Claude Makelele [defensywny pomocnik Chelsea Londyn - przyp. red] w Hutniku.

Michał zawsze był blisko rodziny. W Zabrzu nie nawiązał trwałych przyjaźni poza drużyną. Zamiast siedzieć w wynajętym mieszkaniu, woli przyjechać do Krakowa. Wpada też wtedy na mecze Hutnika.

Rodzice nie chcą opowiadać o najmłodszym synu. Ojciec Piotr pracuje w Metalodlewie na terenie kombinatu. Mama Zofia jest księgową w jednej z prywatnych firm: - Jesteśmy bardzo mocno zaskoczeni i szczęśliwi. Muszę jednak przyznać, że sportem mało się interesuję - mówi mama.

Tuż po ogłoszeniu kadry Paweł Pazdan SMS-em pogratulował bratu awansu na Euro. - Dla mnie i dla Tomka zawsze był oczkiem w głowie. Sami zawoziliśmy go na treningi. Ostatnie pół roku były zupełnie niesamowite, to wszystko tak szybko się potoczyło. W odpowiedzi Michał napisał mi, że nie czuje się jeszcze stuprocentowym reprezentantem.