Michał Pazdan i Tomasz Zahorski ojcowskim okiem

Tomasz Zahorski na boisko trafił jeszcze jako niemowlak w wózku, Michał Pazdan podpatrywał mecze starszych braci na podwórku. Szczegóły zawrotnych karier piłkarzy Górnika zdradzają ich ojcowie.
Dwaj piłkarze Górnika zaczynają w jego barwach mistrzostwa Europy. Powołanie Pazdana i Zahorskiego jeszcze przed kilkoma miesiącami wszyscy przyjęliby pukaniem w głowę. Teraz obaj zawodnicy są na boiskach Austrii i Szwajcarii i liczą, że zagrają.

O ich karierach, ale i futbolowych początkach opowiadają "Gazecie" ich ojcowie.

Piotr Płatek: Pierwsza piłka w domu pojawiła się...?

Piotr Pazdan: W naszym domu bardzo szybko. Michał ganiał za piłką od najmłodszych lat, podpatrywał swoich starszych braci, którzy grywali na podwórku. To oni pierwsi wprowadzali go w tajniki futbolu, to oni na zmianę ze mną zawozili go na treningi trampkarzy Hutnika.

Jerzy Zahorski: Byłem zawodnikiem Pisy Barczewo. Kiedy urodził się Tomek, zabierałem go jeszcze w wózku na treningi. Jako maluch bardzo polubił piłkę, został zawodnikiem skrzatów w Pisie.

Pan był jego pierwszym trenerem?

Piotr Pazdan: Pracuję w kombinacie w Nowej Hucie. To zawsze było moje jedyne zajęcie, na futbol nigdy nie miałem czasu. Karierę Michała pilotowali starsi bracia - 33-letni dziś Paweł i rok młodszy Tomek.

Jerzy Zahorski: Tak. Jestem dziś szkoleniowcem Pisy, byłem pierwszym trenerem Tomka. W naszym klubie pojawiał się po odejściu jeszcze kilkakrotnie - po powrocie z Olsztyna, po okresie gry w Tęczy Biskupiec. Wtedy pracowaliśmy razem.

Kiedy syn prześcignął ojca?

Piotr Pazdan: Ja już mam sześćdziesiątkę na karku i takich pojedynków nigdy nie było. Michał zawsze był ode mnie lepszy.

Jerzy Zahorski: Przez kilka sezonów graliśmy wspólnie z Tomkiem w zespole seniorów w Pisie Barczewo. On na ataku, ja na obronie. Z czasem zaczął robić coraz większe postępy, teraz nie mam z nim szans.

Kiedy Pan uwierzył, że syn pojedzie na mistrzostwa Europy?

Piotr Pazdan: Byłem niepewny do końca. W gazetach bez przerwy można było wyczytać, że Michał lada moment zostanie skreślony z kadry, nikt nie dawał mu szans. Uwierzyłem dopiero, kiedy Leo Beenhakker wymienił na konferencji skład na Euro i okazało się, że Michał jedzie. Czekałem przed telewizorem zdenerwowany i wtedy wszystko stało się jasne.

Jerzy Zahorski: Do końca drżeliśmy. Tomek wcale nie był pewny wyjazdu, przecież w kadrze jest wielu zawodników o większych dokonaniach, jak choćby Matusiak. Beenhakker zasiał w kadrze ziarno niepewności, a dzięki temu zyskał walkę i rywalizację. To bardzo dobre posunięcie, bo piłkarze się rozwijają.

Transfer do Górnika to był dobry pomysł?

Piotr Pazdan: Michał chciał odejść z Hutnika, bo w klubie nie było już pieniędzy. Zastanawiał się nad grą w klubach drugiej ligi, wtedy pojawiła się oferta prezesa Szustera. On się synem zainteresował i dał mu szansę. Michał miał jechać na jakieś wczasy, nie doszły one do skutku. To było szczęście, bo zaraz potem był telefon, że ma jechać na zgrupowanie Górnika.

Jerzy Zahorski: Wspólnie z Tomkiem zastanawialiśmy się, gdzie mógłby zagrać. Dzwonił Zbigniew Boniek z Widzewa, interesowała się Jagiellonia. Jednak Górnik był najbardziej zdeterminowany. Dzwonił prezes Szuster, trener Wieczorek. To był zespół gwarantujący największą stabilizację. I jak się okazało, wybór Górnika to było bardzo dobre posunięcie.

Czy syn zagra na Euro?

Piotr Pazdan: Trudno powiedzieć. Bardzo bym chciał, ale to będzie zależało od wielu czynników. Wierzę, że choć minutę zagra. Ja mecze będę oglądał przed telewizorem, a moi dwaj starsi synowie jadą do Austrii i tam będą kibicować bratu.

Jerzy Zahorski: Myślę, że Tomek ma szansę. Wskazują na to dotychczasowe powołania trenera i gry Tomka w sparingach. Leo Beenhakker daje mu pograć na lewej czy prawej pomocy, także jako cofnięty napastnik. Tomek jest uniwersalnym zawodnikiem i myślę, że podczas mistrzostw go zobaczymy. Ja mecze będę oglądał w telewizji, z Tomkiem mam stały kontakt telefoniczny.

Tempo kariery syna jest zawrotne. Jest Pan zaskoczony?

Piotr Pazdan: Tak, wszystko dzieje się bardzo szybko. Do końca ciężko mi uwierzyć w to, co się dzieje.

Jerzy Zahorski: To wielkie zaskoczenie. Dla mnie i dla Tomka. Syn miał na 21 czerwca zaplanowany ślub, do końca nie był przekonany, czy pojedzie na Euro. Trzeba było ślub przesunąć na sierpień, bo w tej chwili mistrzostwa są jednak najważniejsze.