PZPN na drugim dnie

Wielokrotnie krytykowałem PZPN za to, że przed każdym sezonem przyznaje licencje wszystkim klubom, nie zważając na to, że wiele z nich nie spełnia wymogów regulaminu. Dziś jednak, kiedy pierwszy raz związek kogoś do gry nie dopuścił - również nie mam zamiaru wygłaszać pochwał. Dlaczego? Bo jak większość decyzji PZPN - ta również jest nietrafiona, spóźniona i podejrzana.
Komentarz do decyzji związku: PZPN na drugim dnie

Nie da się uniknąć myśli, że Polonia Bytom jest tylko chłopcem do bicia, na którego grzbiecie można się wyżyć za własne porażki, wyleczyć wszystkie kompleksy. Oto związek, nie chcąc się dalej kompromitować - jak w poprzednim tygodniu, kiedy najpierw zadecydował poza boiskiem o awansie Piasta, by dwa dni później tę samą promocję również przy stoliku gliwiczanom odebrać - wybiera wyjście, w którym zamiast rozwiązać problem, kto powinien grać w barażu, ten baraż po prostu anuluje. I natychmiast przestaje istnieć niewiadoma, dokąd miałaby jechać białostocka Jagiellonia - na Śląsk czy do Gdyni, z której już raz została cofnięta. Wtedy rzecznik PZPN Zbigniew Koźmiński pocieszał piłkarzy z Białegostoku, że przynajmniej mieli okazję obejrzeć bardzo ładny port, dziś tłumaczeń nie musi już szukać.

Niesmak wywołuje również to, że szefem komisji odwoławczej ds. licencji - a więc ciała, które definitywnie pozbawiło Polonię pierwszoligowych złudzeń - jest Zbigniew Sadowski. Ten sam, który cztery lata temu dopuścił do gry nowy Widzew Łódź, czyli przekształconą wyłącznie na papierze spółkę, która bezczelnie odmówiła spłaty gigantycznych długów poprzedniej. Sadowski był wówczas wiceprezesem Łódzkiego ZPN, mało tego, opracowany na początku tego roku raport Wydziału Dyscypliny (wysłany zresztą do prokuratury we Wrocławiu) jednoznacznie wyrokuje, że jego decyzja była bezprawna. A kto dziś ma wymierną korzyść z wyrzucenia Polonii? Także właśnie Widzew, bo dzięki temu formalnie utrzymał się w ekstraklasie (przesunięcie bytomian na ostatnie miejsce to zresztą kolejny dziwoląg w przepisach - czemu niedopuszczenie do nowego sezonu ma mieć skutki również w tabeli poprzedniego?!), a więc za korupcję poleci tylko do drugiej ligi.

O tym, że na odstrzał wybrano najsłabszego, świadczy również to, że i inne kluby w najnowszym procesie przyznawania licencji wcale nie dopełniły wszystkich wymogów. Szef WD Adam Gilarski nie ukrywa, że do komisji licencyjnej złożył doniesienia na kilka zespołów notorycznie unikających wypełnienia zobowiązań. Choćby na Ruch Chorzów, który przed poprzednim sezonem został dopuszczony do gry, bo obiecał, że spłaci wszystkie długi. Nie zrobił tego, a teraz znów złożył uroczyste przyrzeczenie, że zaległości wyrówna, i licencję dostał. W ostatnim roku do Wydziału Dyscypliny trafiło kilka skarg bezradnych wierzycieli, którym Ruch winien jest niemałe pieniądze...

Nie twierdzę, że Polonia jest bez winy. Twierdzę, że sprawiedliwość rodem z PZPN tradycyjnie jest wybiórcza, a sam związek równie bezradny, co bezkarny.