Lepsze kluby kuszą Elenę Hendzel

Elena Hendzel, jedna z najlepszych środkowych w Lidze Siatkówki Kobiet, ma nęcącą ofertę z zespołu wicemistrza kraju Farmutilu Piła. W Białymstoku może zatrzymać ją tylko obowiązujący kontrakt, lecz prezes klubu Antoni Prokop nie wie, czy taki jest.
Niespełna 24-letnia zawodniczka do Białegostoku trafiła przed dwoma laty z Atlantu Baranowicze. Mimo że jej nowa drużyna - Pronar Zeto Astwa AZS - przez dwa kolejne sezony musiała bić się w barażach o utrzymanie, Białorusinka zdołała się wybić. Stopniowo stała się nie tylko silnym punktem AZS-u, ale też jedną z najlepszych środkowych w LSK. Obdarzona bardzo dobrymi warunkami fizycznymi (191 cm wzrostu) zawodniczka jest równie skuteczna w ataku, jak też w bloku.

- Chciałbym mieć Hendzel w swym składzie. Gdy tylko dowiedziałem się, że ona chce odejść z Białegostoku, to poprosiłem działaczy, żeby podjęli z nią rozmowy - mówi Jerzy Matlak. Szkoleniowiec zespołu z Piły poszukuje środkowej po tym, kiedy przerwę od gry postanowiła sobie zrobić Julia Szeluchina. - Hendzel to młoda i bardzo interesująca siatkarka, ale nie wiem, czy do nas trafi. Słyszałem bowiem, że ma inne propozycje, m.in. z Turcji.

Już po zakończeniu poprzedniego sezonu Hendzel, która stara się o polskie obywatelstwo i marzy o grze w naszej reprezentacji, chciała zmienić klub. Miała oferty z Muszynianki oraz z Turcji i Rosji. Na przeszkodzie transferu stanęła ważna umowa w Białymstoku.

- Z tego, co wiem, nadal ma obowiązujący kontrakt w Białymstoku. Przyjeżdżając do Polski, podpisała długą, chyba trzy- czy też pięcioletnią umowę i dlatego nie wiem, jak potoczy się sprawa jej transferu - stwierdza Matlak.

- Nie wiem, czy jej się kończy kontrakt, czy nie. Na razie wyjechała na urlop na Białoruś - mówi enigmatycznie Antoni Prokop, prezes klubu z Białegostoku.

Z samą zawodniczką nie udało nam się skontaktować. Jej umowa w Białymstoku najprawdopodobniej jest jednak ważna jeszcze przez rok i inne kluby muszą dogadać się z AZS-em.

Gdyby rzeczywiście Hendzel odeszła (co bez słowa uczyniła po ostatnim sezonie jej koleżanka z Białorusi Olga Palczewska), byłoby to poważne osłabienie.

- Nic nie wiem o tym, żeby Hendzel gdzieś się przenosiła, dlatego nie chcę gdybać - stwierdza krótko trener ekipy z Białegostoku Dariusz Luks.

W kadrze białostoczanek zostałoby zaledwie siedem zawodniczek: Joanna Szeszko, Katarzyna Walawender, Dominika Koczorowska, Katarzyna Kalinowska, Ilona Gierak, Justyna Sachmacińska, Magdalena Saad. A niewykluczone też, że ten skład może jeszcze ulec zmniejszeniu.

- Nie wiem, czy wszystkie dziewczyny, które są, zostaną tu. Ale muszę najpierw z nimi porozmawiać - mówi Luks, który dziś wieczorem spotka się z zespołem na treningu po krótkich urlopach. Na zajęciach raczej nie pojawi się żadna nowa zawodniczka, gdyż dopiero w najbliższych dniach powinno wyjaśnić się, czy do ekipy dołączą trzy siatkarki Winiar Kalisz: Magdalena Godos, Anna Woźniakowska i Izabela Żebrowska. Wszystkie dostały już propozycje kontraktów.

- Jeszcze nie mam pojęcia, na co się zdecyduję - mówi rozgrywająca Godos. - Propozycja z Białegostoku nie jest jedyną, ciągle zastanawiam się też, czy nie zostać w Kaliszu. Jest to uzależnione od tego, jaką kadrą będzie dysponował zespół.

Skład ekipy z Kalisza już uległ sporym zmianom. Klub ma bowiem kłopoty finansowe i do Aluprofu Bielsko-Biała przeniosły się Eleonora Dziekiewicz, Anna Barańska, Helena Horka. Do tego w tym samym kierunku powędrował też trener Igor Prielożny.

Białostoccy działacze w swym składzie widzieliby też m.in. Ewę Kasprów (rozgrywająca Gedanii Gdańsk), Gabrielę Wojtowicz (atakująca Muszynianki), Małgorzatę Plebanek (przyjmująca Piasta Szczecin) oraz Karolinę Olczyk (rozgrywająca Stali Mielec).