Filmowe święto sportu w Gdyni

Walka Polaka o mistrzostwo Europy w siłowaniu na ręce, spotkanie z Włodzimierzem Lubańskim, Jerzym Gruzą czy Wojciechem Fortuną i 34 filmy do obejrzenia za darmo - to tylko niektóre atrakcje zaczynającego się w sobotę II Międzynarodowego Festiwalu Filmów Sportowych.
Festiwal potrwa od soboty do poniedziałku. W specjalnie na tę okazję zbudowanym na pl. Grunwaldzkim miasteczku, podczas prestiżowego festiwalu będzie można spotkać znakomitych sportowców, medalistów olimpijskich: Pawła Nastulę, Jacka Wszołę, Sylwię Gruchałę, Andrzeja Wrońskiego czy Wojciecha Fortunę. Będą też gwiazdy srebrnego ekranu i znani reżyserzy.

W niedzielę o godz. 20 będzie też można podziwiać walkę Marcina Krefta z Lęborka o mistrzostwo Europy w siłowaniu na rękę, a w poniedziałek o godz. 12 - spotkanie z legendarnym piłkarzem Włodzimierzem Lubańskim, który promuje książkę o swojej karierze.

Najważniejsze będą jednak filmy. W pięciu kategoriach: duch olimpizmu, filmy dokumentalne o sportach drużynowych, indywidualnych i reportaże, filmy fabularne oraz programy sportowe; będzie można obejrzeć 34 produkcje.

- Dostaliśmy 211 filmów i programów z 37 krajów, więc selekcja była ostra. O ostatecznych nagrodach, także dla dziennikarza sportowego roku, zdecyduje jury, w którym zasiądą: Iwona Guzowska, Tadeusz Mytnik, Maciej Płażyński, Anna Przybylska, Krzysztof Kowalewski, Paweł Deląg i Leszek Blanik - mówi Jakub Jakubowski, rzecznik festiwalu.

Wszystkie filmy będzie można za darmo obejrzeć w miasteczku festiwalowym zbudowanym już przy pl. Grunwaldzkim. Warto, choćby po to, by zobaczyć dokument o nieznanych w Polsce sportach: np. sporcie narodowym Uzbekistanu, w którym wygrywa uczestnik, który pierwszy przywiezie konno do mety... 70-80-kilogramową kozę, czy głośnego "Wojownika" o kick-bokserze Marku Piotrowskim.

- Filmy są świetnie zrobione - podkreśla Guzowska, która widziała już większość z nich.

- Sam mecz, czy wyścig to tylko ułamek życia sportowca. Dobre filmy pokazują też dramaty, wyrzeczenia, lub mówią o tym, co robią wielcy sportowcy, którzy kiedyś byli życiowymi idolami. Wielu z nich w ten sposób uratowano od zapomnienia - dodaje Mytnik.