Kto odejdzie z ŁKS?

Wciąż nie wiadomo, kto w nowym sezonie poprowadzi piłkarzy ŁKS. Marek Chojnacki, który uratował drużynę z al. Unii przed spadkiem, nie podjął jeszcze decyzji o przedłużeniu umowy
Z Chojnackim wiążą się największe sukcesy klubu z al. Unii w ostatnich latach. To pod jego kierunkiem drużyna wróciła do ekstraklasy, później była rewelacją rundy jesiennej (pokonała większość najsilniejszych zespołów), a w ostatnich rozgrywkach utrzymała się w lidze, choć skazywana była na spadek.

Po meczu z Lechem Poznań wydawało się, że podpisanie nowego kontraktu ze szkoleniowcem jest tylko kwestią czasu. Obie strony były ponoć dogadane, lecz w tym tygodniu niestety rozmowy utknęły w martwym punkcie. - Myślę, że w ciągu tygodnia, może dwóch, sprawa mojego pozostania w klubie zostanie definitywnie rozstrzygnięta - mówi tajemniczo Chojnacki.

Szkoleniowiec czeka, czy klub z al. Unii otrzyma licencję na występy w ekstraklasie. Komisja Licencyjna PZPN swoją decyzję ogłosi 27 maja, dlatego dopiero po tej dacie okaże się, czy Chojnacki zostanie, czy właściciele drużyny będą musieli szukać nowego trenera. Już teraz pojawiło się nazwisko następcy obecnego trenera - jest nim Piotr Rzepka, który prowadzi drugoligowy GKS Jastrzębie.

W przyszłym sezonie w ŁKS może zabraknąć nie tylko trenera, ale także kilku podstawowych zawodników. Z klubem rozstali się już Brazylijczycy: Andreson i Paulinho, którzy wrócili do ojczyzny. Wszystko wskazuje na to, że odejdzie także Łukasz Madej, który ma propozycje z ligi greckiej i portugalskiej, a w trakcie rozgrywek, mimo propozycji, nie zdecydował się przedłużyć kontraktu.

Robert Szczot i Arkadiusz Mysona mają ważne umowy, lecz obaj mogę zostać sprzedani do innych klubów. Szczotem zainteresowane są Śląsk Wrocław i beniaminek ekstraklasy Lechia Gdańsk. Ten ostatni klub chciałby też pozyskać Mysonę. Obaj twierdzą, że chcieliby zostać w Łodzi, podobnie jak inni ełkaesiacy, ale pod warunkiem zmian w klubie i przede wszystkim gwarancji regularnych wypłat. - Nie może być tak, jak jest teraz, że od prawie dwóch miesięcy nie dostajemy pensji - mówi jeden z zawodników. ŁKS wciąż ma poważne kłopoty finansowe, dlatego transfer obu zawodników mógłby podreperować budżet.

Wciąż nie wiadomo, czy zostanie w Łodzi Tomasz Kłos, tym bardziej, że jego kolega Tomasz Wieszczycki kolejny raz odrzucił ofertę zostania dyrektorem sportowym spółki. Zgodę na odejście otrzymał za to Ensar Arifović, który już podczas zimowej przerwy miał propozycje z Jagiellonii Białystok oraz klubów ukraińskich.

Kolejnym "niepewnym" jest Sebastian Mila, któremu 30 czerwca kończy się wypożyczenie z norweskiej Valerengi Oslo. Działacze ŁKS SSA twierdzą, że piłkarz podpisał już przedwstępną długoletnią umowę i nadal będzie występował w ich zespole. Zawodnik zaprzecza. Ale sprowadzając w lutym Milę za 250 tys. euro klub z al. Unii zapewnił sobie prawo pierwokupu. Jeśli w najbliższym czasie dopłaci 80 tys. euro, Mila zostanie w Łodzi.

ŁKS podobno rozmawiał z kilkoma zawodnikami, ale dopóki nie otrzyma licencji, nikt nie zdecyduje się podpisać z nim kontraktu.