Blachy Pruszyński Pruszków - Brok-Czarni Słupsk 99:76

Kwarty: 30:19, 22:17, 19:23, 28:17

Blachy: Pluta 33 (3), Korytek 16, Cooper 14, Rubczenko 9 (2), Bacik 6 oraz English 10 (2), Jagoda 9 (1), Trybański 2, Golański 0, Hlebowicki 0

Brok: Kożeniec 16, Valuckis 16 (3), Vaskys 14 (4), Juszkin 11 (2), Metstak 8 oraz Bojdakow 6, Białek 3, Stokłosa 2, Frank 0

Koszykarz meczu: Andrzej Pluta - jeszcze bardziej pazerny na punkty niż zwykle



Koszykarze Blach Pruszyński Pruszków wciąż są niepokonani we własnej hali. W niedzielę efektownie pokonali Brok-Czarni Słupsk 99:76. Trener Michalis Kiritsis obiecuje, że w najbliższym meczu wyjazdowym pruszkowianie wreszcie wygrają.

- Home, sweet home - westchnął sobie na rozpoczęcie konferencji prasowej po meczu z Brokiem trener Kiritsis, co tłumaczka słusznie przełożyła na "nasz kochany dom". Grek - podobnie jak wszyscy w pruszkowskim klubie - nie jest w stanie zrozumieć, jak możliwe były porażki Blach Pruszyński w meczach wyjazdowych w Warszawie i Stargardzie. Wczoraj znów - tak jak w meczach z Anwilem i Ideą - w hali Znicz pruszkowianie zagrali efektownie i skutecznie, nie dając większych szans rywalom.

Wynik meczu z Brokiem rozstrzygnął się już w pierwszych 16 minutach, które zespół trenera Kiritsisa wygrał 48:25. Pruszkowianie grali szybko, pomysłowo, dokładnie w kontrze i skutecznie rzucali z dystansu (sześć trójek do przerwy). Już w pierwszej połowie 18 punktów zdobył Andrzej Pluta. W 33. minucie po szybszych akcjach słupszczan i trafieniach z dystansu było co prawda tylko 73:69, ale w końcówce znów rządzili na boisku najniżsi - Pluta, Duane Cooper i wprowadzony dopiero pod koniec trzeciej kwarty Łukasz Jagoda. Sporo energii wprowadził także waleczny pod koszami Roman Rubczenko (17 zbiórek w meczu).

Najlepszy na boisku był zdecydowanie Pluta, który najwyraźniej chciał zdobyć jak najwięcej punktów w spotkaniu ze swoim byłym klubem (grał w Słupsku w zeszłym sezonie). Rzucał z każdej pozycji, wciskał się pod kosz na siłę, próbował trafić z ośmiu metrów, a pod koniec meczu bodaj nawet z dziesięciu. Trener Kiritsis jednak nie zauważył w zachowaniu swojego strzelca niczego nadzwyczajnego. - Cała nasza taktyka polega na tym, żeby stworzyć Andrzejowi możliwości do rzutu. To w końcu najlepiej rzucający koszykarz w Polsce. Rywale po prostu go słabo kryli. A dzisiaj to nawet nie Plucie, ale Duane Cooperowi nakazałem częściej rzucać - mówił trener.

W pruszkowskim zespole debiutował w tym meczu 34-letni Amerykanin A.J. English (193 cm), który ma za sobą grę w NBA (1990-92 w Washington Bullets) oraz występy w najlepszych europejskich ligach (Włochy, Hiszpania, Grecja, Francja, Turcja). W poprzednim sezonie był najlepszym strzelcem Arisu Saloniki. W Pruszkowie do złudzenia przypominał z wyglądu byłego gracza Hoopu Richarda Dumasa, pokazał sporą wszechstronność i skuteczność rzutów z dystansu. Kiedy tylko poprawi kondycję, na pewno będzie co najmniej godnym następcą Tomasza Suskiego. W końcu w zeszłym sezonie w lidze greckiej zdobywał średnio niemal 16 punktów.

- Znam doskonale A.J. i wiem na co go stać. Dzisiaj ze względów taktycznych grał dłużej, niż to zakładałem. Na razie nie jest przygotowany do gry, bo przez ostatnie miesiące trenował tylko indywidualnie. Ale to świetny strzelec i takiego gracza potrzebowaliśmy - komentował Kiritsis.

To szóste zwycięstwo pruszkowian we własnej hali, ale wciąż nie wygrali na wyjeździe. - Obiecuję, że najbliższy mecz wygramy. W ciągu dwóch tygodni mamy dwa bardzo ważne mecze wyjazdowe i po prostu musimy w nich zwyciężyć - mówił trener Kiritsis. Pruszkowianie zagrają najpierw w Rudzie Śląskiej, a potem w Tarnowie.