Źródło koszykarskich talentów bije w bytomskiej "Fałaciarni"

Gdyby nie to miejsce, polska koszykówka nigdy nie doczekałaby się najlepszej zawodniczki w Europie. O następczynie Agnieszki Bibrzyckiej może być jednak trudno. Koszykówka w Bytomiu przegrywa bowiem z curlingiem i psimi zaprzęgami!
Bytomska żeńska koszykówka to wielkie dziwo - chociaż źródełko talentów nigdy tam nie wysycha, to zespołu ze Śląska próżno szukać wśród najlepszych polskich drużyn. - Jadą w świat. Jak my je mamy zatrzymać? Nie mamy pieniędzy, nie mamy nawet hali - wzdycha Henryk Zieliński, wieloletni działacz, trener i kierownik sekcji koszykówki. Razem wyliczamy zawodniczki, które uczyły się trafiać do kosza w Bytomiu, a dziś ich akcje i rzuty cieszą kibiców w całej Polsce i Europie. Doliczyliśmy się kilkunastu nazwisk! (tabela poniżej).

Z mamami i babciami za rękę

By zrozumieć fenomen bytomskiej koszykówki, trzeba zajrzeć do Szkoły Podstawowej nr 5 (przed laty SP12). Miejscowi mówią o tym miejscu "Fałaciarnia" - nazwa pochodzi od biegnącej nieopodal ulicy Juliana Fałata, polskiego malarza.

To właśnie tutaj w latach 60. nieżyjący już trener Leszek Kruszyński zamarzył sobie, że będzie miał najlepszy koszykarski zespół w Polsce.

- A zaczęło się jeszcze wcześniej, bo w latach 50., od inżyniera Tatarczuka, który najpierw grał w koszykówkę dla przyjemności, a potem zaczął trenować młodzież - opowiada trener Janusz Zajączkowski, który trafił do "Fałaciarni" w roku 1978. - Koszykówka mogła się tam rozwijać, bo tak naprawdę to była jedyna hala w Bytomiu, która się do tego nadawała. Na dodatek wokół mieszkało wielu lwowiaków, którzy kochali sport i pchali też na treningi swoje dzieci. Drzwi do hali nigdy się nie zamykały - wspomina Zajączkowski.

- To dla nas magiczne miejsce. Na treningi przychodzą coraz młodsze dziewczynki, a przyprowadzają je mamy i babcie, które pamiętają właśnie tamte początki - uśmiecha się Zieliński. Przez lata niewiele się tam zmieniło. Zamiast parkietu - syntetyczna wykładzina. Hala - chociaż po remoncie - nadal niewymiarowa, tak jak i w latach 50. Zieliński denerwuje się, gdy młodzi sędziowie nie chcą jej dopuścić do rozgrywek. Pokrzykuje, że przecież drugoligowe mecze grała tutaj Polonia i jakoś nikomu to nie przeszkadzało.

Zieliński trafił do koszykówki w połowie lat 80. Sekcję koszykówki Polonii przejęła już wtedy Stal Bobrek Bytom. Działacz i trener był na początku kierowcą. Zastąpił nieszczęśnika, który prowadził klubowy autokar w lutym 1983 roku. W wypadku pod Tarnowskimi Górami zginął wtedy świetny bytomski koszykarz, reprezentant Polski Wojciech Szarata.

Gdy Zieliński wylicza zawodniczki, z których jest dumny Bytom, to zatrzymuje się oczywiście przy Agnieszce Bibrzyckiej - w 2003 roku najlepszej zawodniczce w Europie. - To było dziecko hali. Danuta - znaczy mama - zabierała ją na wszystkie treningi i mecze. Mam teraz w drużynie dziewczynę, która mi ją przypomina. Taka sama kamienna twarz, zero emocji - tłumaczy.

- Ale przecież Bibrzycka nie była pierwsza! Nie zapominajmy o Ludmile Janowskiej - bytomiance, która poprowadziła reprezentację do wicemistrzostwa Europy - dodaje.

Janowska też trenowała w "Fałaciarni". - Wie pan, to jest biedna dzielnica. Ludzie bez pracy, ale z charakterem. Dzieci z takich domów garną się do sportu, bo to dla nich przepustka do lepszej przyszłości.

Źródełko nadal bije

Cóż jednak z tego, skoro większość dziewczyn po skończeniu wieku juniorki kończy grać w koszykówkę lub wyjeżdża do innego miasta. W ostatnim sezonie MOSM Bytom nie zgłosił nawet drużyny do rozgrywek I ligi. Zieliński nie chce na początku o tym mówić. Potem sam oddzwania. - Muszę powiedzieć, bo mnie to gryzie. Nie graliśmy, bo nie dostaliśmy stypendiów. A dziewięć dziewczyn miało pierwszą klasę sportową! Ja rozumiem, że możemy przegrać z hokejem czy piłką nożną, ale stypendia dostali nawet sportowcy od psich zaprzęgów i curlingu - denerwuje się.

Źródełko talentów bije jednak dalej. W Bytomiu są najlepsze kadetki i młodziczki na Śląsku, juniorki przegrały mistrzostwo jednym koszem. - Ciągle dzwonią do nas najlepsze polskie kluby, żeby nam kogoś podebrać. Myślą, że jak u nas bieda, to mogą brać za darmo. Lotos Gdynia pyta teraz o Agatę Szczepanik. I co mam jej powiedzieć? A niech idzie, to przecież jej życiowa szansa - kończy Zieliński.

Bytomskie talenty i ich ostatnie kluby

Agnieszka Bibrzycka (UMMC Jekaterynburg), Magdalena Bibrzycka (Lotos Gdynia), Agata Szczepanik (SMS PZKosz Łomianki), Katarzyna Januszek (Energa Toruń), Magdalena Skorek (ROW Rybnik), Karolina Stanek (ROW Rybnik), Katarzyna Kenig (ŁKS Łódź), Dorota Arodź (AZS KK Jelenia Góra), Magdalena Pietrzak (CCC Polkowice), Anna Pietrzak (CCC Polkowice), Paulina Rozwadowska (CCC Polkowice), Agata Szołtysek (Górnik Wieliczka), Justyna Zielonka (AZS AWF Katowice), Agata Zielonka (MUKS Głuchołazy)