Siatkarki zostają w ekstraklasie

Białostockie siatkarki drugi rok z rzędu musiały grać w barażach o utrzymanie w ekstraklasie i drugi raz rywalizację z Wisłą Kraków zakończyły zwycięsko. Należy mieć teraz nadzieję, że włodarze klubu nie popełnią już wcześniejszych błędów i w przyszłym sezonie białostoczanki powalczą o wyższe cele.
Dwa sezony w Lidze Siatkówki Kobiet mają już za sobą zawodniczki Pronaru Zeto Astwy AZS. Oba były do siebie bardzo podobne. Działacze popełniali błąd za błędem, ale na koniec wszystko kończyło się dobrze. Przed obecnymi rozgrywkami wystarczy wspomnieć tylko eksperyment z brazylijskim trenerem Osmarem Pohlem i jego rodaczkami. Potem zamiast poszukać nowego trenera w kraju, zwrócili się w stronę Czesława Tobolskiego, który sezon wcześniej to został zwalniany, a to przywracany do pracy. Tobolski, jak można było przypuszczać, nie okazał się magikiem i jego podopieczne przegrywały spotkanie za spotkaniem. Dlatego też w styczniu mało kto wierzył, że zespół utrzyma się w krajowej elicie. Wtedy to działacze zrobili pierwszy z bardzo dobrych kroków. Powierzyli drużynę pod opiekę 37-letniemu Dariuszowi Luksowi, który wcześniej nie miał kompletnie żadnego doświadczenia w pracy z ekipą kobiet. Na pewno sporo w tym momencie ryzykowali, ale to posunięcie okazało się strzałem w dziesiątkę. Siatkarki poddały się reżimowi treningów i chociaż początkowo nadal przegrywały, to stopniowo ich gra zaczynała ulegać poprawie, a przede wszystkim zaczęły stanowić zespół. W międzyczasie włodarze klubu zrobili drugi dobry krok. Ściągnęli z I-ligowego AZS-u KSZO Ostrowiec Świętokrzyski przyjmującą Katarzynę Walawender.

Zmiany przyniosły skutek i w lutym białostoczanki wygrały pierwsze spotkanie, pokonały późniejsze wicemistrzynie Polski Farmutil Piła. Dzięki dobrej końcówce rundy zasadniczej były nawet blisko uniknięcia gry w barażach. Ostatecznie to im się nie powiodło, ale spotkania barażowe zakończyły się już sukcesem. Najpierw z kwitkiem odprawiły Centrostal Bydgoszcz, który po rundzie zasadniczej zajmował dziewiątą pozycję w ekstraklasie. A w decydujących bojach wyeliminowały drugi zespół z I ligi Wisłę Kraków. Trzecie zwycięstwo nad ekipą z Krakowa białostoczanki odniosły w sobotę.

Po dwóch wygranych we własnej sali do Krakowa nasze zawodniczki jechały w roli faworytek i wywiązały się z niej wyśmienicie. Co prawda pierwsza partia padła łupem gospodyń, ale potem białostoczanki były górą. W drugim secie krakowianki prowadziły 11:6, jednak wówczas w ekipie gospodyń nastąpiło rozprężenie. Siatkarki z Białegostoku nie miały problemów z forsowaniem dziurawych bloków Wisły. Magdalena Śliwa rozgrywała bardzo przewidywalnie. Potem dominacja naszych siatkarek nie podlegała dyskusji. Po ostatniej piłce białostoczanki oszalały ze szczęścia, w górę pofrunęły korki od szampanów.

- Ale głowa nie boli - śmieje się Luks. - Można powiedzieć, że wszystko skończyło tak jak się miało skończyć, utrzymaliśmy się w lidze. W przyszłym sezonie mecze LSK będzie można oglądać w Białymstoku i to jest najważniejsze. Dziewczyny wykonały kawałek naprawdę dobrej pracy i to wszystko zaprocentowało. Jeszcze przez kilka tygodni będziemy trenować, a potem zawodniczki dostaną urlopy, które im się jak najbardziej należą.

Działacze muszą myśleć intensywnie o przyszłości, żeby ponownie nie obudzili się w momencie, gdy rynek transferowy będzie przebrany i będzie problem ze wzmocnieniem zespołu.



Wisła Kraków - Pronar Zeto Astwa AZS Białystok 1:3

Sety: 25:22, 21:25, 22:25, 18:25.

Wisła: Kosek, Surma, Mróz, Śliwa, Hatala, Opalińska, Targosz (libero) oraz Sikora, Żochowska, Przybyło.

AZS: Hendzel, Szeszko, Koczorowska, Palczewska, Gordiejewa, Walawender, Saad (libero) oraz Gierak, Kalinowska, Leżenkina.