Decydujące starcie siatkarek o ekstraklasę

Już tylko jedna wygrana dzieli białostockie siatkarki od utrzymania miejsca w Lidze Siatkówki Kobiet. W sobotę białostoczanki grają w Krakowie z Wisłą.
Jeżeli przegrają, kolejne starcie odbędzie się w tym samym miejscu jutro. Gdyby i wtedy przytrafiła im się wpadka, na decydujący pojedynek wrócą do Białegostoku. Nasz zespół prowadzi bowiem 2:0.

Do Krakowa białostoczanki wyjechały wczoraj. Hotel mają zarezerwowany na dwie doby.

- Spokojnie, nic się nie zmarnuje. Nawet jeżeli w sobotę wygramy, to i tak zostaniemy w Krakowie - śmieje się Dariusz Luks, trener AZS-u. - Hotel to najmniejszy problem, przede wszystkim musimy skupić się na grze. Dziewczyny muszą podejść do pojedynku niezwykle skoncentrowane, bo rywalki przecież sroce spod ogona nie wypadły. Pokonać je wcale nie będzie tak łatwo.

Teoretycznie jednak zawodniczki Pronaru Zeto Astwy AZS ze zwycięstwem nie powinny mieć problemu. Podczas spotkań we własnej sali dwukrotnie pokonały rywalki, a pojedyncze sety przegrywały na własne życzenie, popełniając sporą ilość prostych błędów.

- Chyba po raz pierwszy przystąpimy do meczu z pozycji faworyta, ale mam nadzieję, że to nie sparaliżuje dziewcząt - stwierdza Luks. - Chcielibyśmy pokonać rywalki już w pierwszym podejściu, ale jak nic z tego nie wyjdzie, to nie będzie tragedii. Będziemy mieli jeszcze dwie szanse. Musimy uważać przede wszystkim na doświadczoną Magdę Śliwę i groźne w ataku Katarzynę Mróz czy Paulinę Opalińską, które podczas pojedynków w Białymstoku sprawiały nam sporo problemów.

Zawodniczki z Krakowa są oczywiście przekonane, że uda im się wygrać dwa najbliższe spotkania.

- Na pewno jesteśmy w stanie odwrócić losy rywalizacji - twierdzi Karolina Kosek, która w poprzednim sezonie grała w ekipie z Białegostoku, a teraz występuje w Wiśle. - W kluczowych momentach dwóch pierwszych spotkań zawiodła nam psychika i dlatego przegrałyśmy. Mam nadzieję, że teraz będzie inaczej, gdyż pod względem umiejętności białostoczankom nie ustępujemy.