Remis Dyskobolii z mistrzem niczego nie wyjaśnił

Na ligowe pożegnanie z Grodziskiem piłkarze Dyskobolii walczyli do końca, ale gole w ich meczu z Wisłą Kraków nie padły. Gospodarze utrzymali trzecie miejsce w tabeli.
Futbol na poziomie ekstraklasy znika na bliżej nieokreślony czas z Grodziska. Miejscowi kibice postanowili więc przyjść na mecz z Wisłą Kraków. Cztery tysiące osób to w tym sezonie bardzo przyzwoita frekwencja, nawiązująca do czasów, gdy pierwszoligowa piłka była w Grodzisku prawdziwą atrakcją. Ale ostatnio przestała nią być, coraz mniej ludzi przychodziło na stadion, co było jedną z przyczyn, dla których prezes Zbigniew Drzymała postanowił zabrać zespół i przenieść go do Wrocławia.

Szalikowcy Dyskobolii zaśpiewali, że w sumie jest im wszystko jedno, czy będą dopingowali pierwszo- czy czwartoligowy zespół (tam wyląduje Dyskobolia w nowym sezonie). Doping był wczoraj jak należy. Ale gra obu zespołów już niekoniecznie. Rozprężonych mistrzów Polski tłumaczy to, że teraz koncentrują się na przyszłotygodniowym finale Pucharu Polski. Do Wielkopolski trener Maciej Skorża nie przywiózł pięciu podstawowych graczy, a na dodatek swojego najlepszego snajpera, lidera klasyfikacji strzelców, Pawła Brożka posadził na ławce rezerwowych.

W ekipie z Grodziska od początku wystąpił tylko jeden obrońca z formacji, która w niedzielę grała w Kielcach - Tomasz Jodłowiec. Brakowało zawieszonych za kartki Tomasza Sokołowskiego i Pance Kumbeva, a na rozgrzewce kontuzji doznał Radek Mynar i musiał go zastąpić młody Bartosz Olejniczak.

Te zmiany miały ogromny wpływ na grę, bo do przerwy mecz był słaby. Może miał nie najgorsze tempo, ale raziła niedokładność w grze i duża liczba kiksów. Krakowianie na przykład zniweczyli dwie swoje akcje niecelnymi podaniami, mimo że nikt ich nie atakował. Nic więc dziwnego, że okazji bramkowych było jak na lekarstwo. Najlepszą miał Tomas Jirsak, który był sam przed Sebastianem Przyrowskim, ale bramkarz Dyskobolii odbił piłkę nogą.

Grodziszczanie takich szans nie mieli. Ich najładniejsza akcja rozpoczęła się od tego, że Jarosław Lato zagrał piłkę między nogami Piotra Brożka, Piotr Świerczewski przedłużył do Radosława Majewskiego, a jego strzał sprawił tylko trochę problemów Mariuszowi Pawełkowi.

Na więcej Wisła nie pozwoliła gospodarzom. Ich trener Jacek Zieliński tylko podnosił ręce, po czym opadały mu one jak u pajacyka... Ale to nie pomagało. Tak jak nie pomagały zmiany, bo Wisła miała zdecydowanie więcej atutów, więc braki w jej składzie nie były tak widoczne. Jednak im bliżej było końca, tym gracze Dyskobolii zaczęli sobie uświadamiać, że remis to w walce o wicemistrzostwo i Puchar UEFA zbyt mało. Nie dbając o styl, ruszyli do żywiołowych ataków. Najpierw strzelali z dystansu. Z kilku prób najładniejsza była ta Majewskiego z 68. min. Bramkarz Wisły spisał się bez zarzutu i odbił piłkę. 11 min później Pawełek znów popisał się refleksem i obronił uderzenie Adriana Sikory po rzucie rożnym. W ostatnich minutach na bramkę Wisły sunął atak za atakiem. Już w doliczonym czasie gry Pawełek obronił piłkę meczową po tym, jak leżąc zatrzymał strzał Tomasza Jodłowca z kilku zaledwie metrów.

O tym, czy Dyskobolia zabierze do Wrocławia prawo gry w Pucharze UEFA czy Intertoto, dowiemy się po ostatniej kolejce i wyprawie grodziszczan do Wodzisławia.



Dyskobolia Grodzisk - Wisła Kraków 0:0

Groclin Dyskobolia: Przyrowski - Olejniczak, Jodłowiec, Junisoglu, Telichowski - Piechniak (46. Ivanovski), Świerczewski (46. Muszalik), Majewski, Lato - Rocki (79. Ciarkowski), Sikora.

Wisła: Pawełek - Piotr Brożek, Cleber, Kokoszka Ż, Diaz - Łobodziński (70. Głowacki Ż), Cantoro, Jirsak Ż, Paulista - Dudu (46. Niedzielan), Boguski (70. Paweł Brożek Ż).

Sędziował Jarosław Żyro z Bydgoszczy

Widzów 4 tys.