Kmita gra na boisku lidera

Kmita Zabierzów zagra z Lechią Gdańsk bez pięciu podstawowych graczy. - Ci, którzy wyjdą na boisko, są w stanie zdobyć punkty - twierdzi Dariusz Wójtowicz
Dla dyrektora sportowego Kmity wyjazd nad Bałtyk to podróż sentymentalna, bo w Lechii zaczynał piłkarską karierę. Wystąpił w niej w 38 spotkaniach w ekstraklasie, zdobył Puchar Polski i zagrał z Juventusem Turyn w europejskich pucharach.

- Czuję dreszczyk emocji. Lechia na zawsze pozostanie klubem mojego serca, ale teraz pracuję w Kmicie. Chcę, by moja obecna drużyna osiągnęła dobry wynik - mówi Wójtowicz. Dobry wynik to przynajmniej jeden punkt, którego nie udało się wyrwać Lechii jesienią na własnym stadionie. Wówczas Kmita przegrał 2:3, a decydującego gola stracił w 87. minucie.

W autokarze do Gdańska zabrakło jednak pięciu ważnych zawodników: bramkarza Tomasza Laskowskiego, obrońcy Marcina Makucha, pomocników Macieja Bębenka i Konrada Cebuli oraz najskuteczniejszego napastnika wiosną Piotra Bagnickiego (cztery gole). To dziwny ruch sztabu szkoleniowego, bo wszyscy są zdrowi.

- Gramy co trzy dni, więc postanowiliśmy zastosować system rotacyjny. Dla nas meczem, który może zadecydować o utrzymaniu, będzie ten weekendowy z Wartą - tłumaczy Wójtowicz. - Zastępcy będą mogli pokazać, że należy im się gra. Lepszą motywację niż rywalizacja z liderem trudno sobie wyobrazić.

W bramce stanie Mariusz Różalski, w ataku powinni zagrać wracający po urazach Sebastian Kurowski i Wojciech Fabianowski. - Bagnicki i Bębenek mają walory, ale naszą siłą jest jedność. Mamy wyrównaną kadrę, więc to nie będą nasze rezerwy, a Kmita walczący - przekonuje pomocnik Piotr Powroźnik.

Lechia na własnym boisku przegrała w tym sezonie tylko mecz ligowy z Odrą Opole (w sierpniu 2007) i ćwierćfinał Pucharu Polski z Legią Warszawa. - Nie spodziewam się otwartej piłki w wykonaniu rywali - uważa Dariusz Kubicki, trener lidera drugiej ligi.

Lechia w starciu z 14. zespołem w tabeli będzie musiała radzić sobie bez dwóch ważnych zawodników: Jacka Manuszewskiego i Pawła Buzały. Środkowy obrońca pauzuje za żółte kartki, a Buzałę wyeliminowała kontuzja. - Nie interesujemy się Lechią, nawet nie oglądaliśmy ich meczów. To nie my mamy przygotowywać się pod nich, ale oni powinni bać się nas. Jesteśmy nad kreską oznaczającą strefę spadkową i będziemy jej bronić nad morzem - kończy Powroźnik