Sport.pl

Jeden punkt na jubileusz Dyskobolii

Dwa strzały w słupek i wyrównujący gol dla Dyskobolii Grodzisk w doliczonym czasie gry. Po remisie 1:1 w Kielcach z Koroną grodziszczanie wciąż są tylko o punkt od miejsca, które daje wicemistrzostwo Polski


Niedzielny mecz mógł wiele wyjaśnić w rywalizacji o prawo gry w Pucharze UEFA. Podział punktów w Kielcach oznacza tyle, że z tej walki definitywnie wypadła Korona.

Dyskobolia ma tyle samo punktów, co Lech Poznań, ale wyprzedza "Kolejorza" lepszym bilansem bezpośrednich spotkań. Do 92. min wczorajszego spotkania sytuacja była jednak zgoła odmienna. Korona prowadziła 1:0, co oznaczało, że grodziszczanie spadną w tabeli na czwartą pozycję, za Lecha. To nie był jednak wynik sprawiedliwy, bo piłkarze Dyskobolii, którzy grali wczoraj swój mecz nr 50 w tym sezonie (są pod tym względem liderem wśród drużyn ekstraklasy) zupełnie nie dawali poznać po sobie, że w środę stoczyli ciężki bój pucharowy z Wisłą Kraków. Nastawili się na otwartą walkę z Koroną.

Początkowo mieli jednak problemy. Napastnik kielczan Marcin Robak zdążył kilka razy oszukać parę stoperów Dyskobolii, zanim Tomaszowi Jodłowcowi i Pance Kumbevowi udało się go skutecznie powstrzymać. W najgroźniejszej sytuacji (14. min) Robak ładnie strzelił z półobrotu, ale Sebastian Przyrowski odbił piłkę nogą.

Okazji nie brakowało obu drużynom, bo zarówno Korona i Dyskobolia zapomniały o grze w środku pola i nastawiły się na ataki. Mecz szybko zaczął wyglądać jak dogrywka, w której nikt już nie myśli o stylu, a wyłącznie o zdobyciu gola. Po półgodzinie taki scenariusz zaczął sprzyjać drużynie z Wielkopolski, która powinna prowadzić do przerwy. Bardzo aktywny Radosław Majewski oddał cztery groźne strzały, ale najbliżej szczęścia był w 34. min, gdy po jego strzale i rykoszecie piłka trafiła w słupek. Adrian Sikora dobił ją do siatki, ale był na spalonym. W trzeciej minucie dodatkowego czasu gry w pierwszej części Sikora dogonił piłkę dośrodkowaną przez Jarosława Latę, ale z metra trafił w słupek! Wojciech Kowalewski nawet nie interweniował, ograniczył się tylko podniesienia ręki i sugestii, że piłka opuściła boisko przed strzałem.

Bramkarz Korony nie miał racji, co nie przeszkodziło mu zostać po przerwie bohaterem swojej drużyny. Kowalewski obronił przynajmniej pięć bardzo niebezpiecznych strzałów zawodników Dyskobolii. Z tym że większość dopiero w końcówce meczu, gdy grodziszczanie rzucili się do odrabiania jednobramkowej straty. Można było jej uniknąć, ale Piotr Rocki nie upilnował Pawła Sobolewskiego, a ten miał mnóstwo miejsca w polu karnym i z bliska strzelił pod nogą Przyrowskiego.

Po chwili Rockiego nie było już na boisku, wszedł za niego Piotr Piechniak i z nim w składzie Dyskobolia postawiła wszystko na jedną kartę, bo porażka właściwie zakończyłaby marzenia o wicemistrzostwie. Ostrzeliwanie bramki Korony skończyło się golem Sikory w 92. min. W zamieszaniu w polu karnym Piechniak trącił piłkę, a najlepszy napastnik Grodziska trafił do siatki. Świetny wczoraj Kowalewski nie miał szans.



Korona Kielce - Dyskobolia Grodzisk 1:1

Bramki: 1:0 Sobolewski (71. min, po dośrodkowaniu Robaka), 1:1 Sikora (90. +2, po zagraniu Piechniaka)

Korona: Wojciech Kowalewski - Celeban, Drzymont Ż, Skerla, Bednarek Ż - Sobolewski, Wilk, Zganiacz Ż, Kaczmarek (46. Bonin) - Robak, Edi Andradina (70. Gajtkowski).

Groclin Dyskobolia: Przyrowski - Mynar (46. Telichowski), Kumbev Ż, Jodłowiec, Sokołowski Ż - Rocki Ż (73. Piechniak), Świerczewski, Majewski (61. Muszalik), Lato - Sikora, Ivanovski.

Sędziował Zdzisław Bakaluk z Olsztyna

Widzów: 9355 (ok. 25 kibiców Dyskobolii)



dla Gazety

Jacek Zieliński I

trener Dyskobolii Grodzisk

Wróciliśmy z dalekiej podroży, bo zdobyliśmy gola w doliczonym czasie gry. Bardzo ważny punkt, może on mieć kluczowe znaczenie na koniec sezonu. Cieszy nas on jednak tylko połowicznie, bo w pierwszej części mieliśmy znakomite sytuacje, których jednak nie udało nam się wykorzystać.



Jacek Zieliński II

trener Korony Kielce

Zaczęliśmy mecz bardzo dobrze, mieliśmy sporo przechwytów. Miałem pretensje w szatni za drugi fragment pierwszej połowy, gdy poszliśmy na wymianę ciosów. Żałuję też, że tak straciliśmy zwycięstwo... Tym bardziej że wcześniej dwie okazje miał Krzysztof Gajtkowski, mógł pokazać swoją szybkość. Powinniśmy po jego akcjach dwa razy skarcić rywala za jego zbytnie odkrycie się.