Piłkarze Warty znów prowadzili i znów przegrali

Warta Poznań przegrała w Bielsku-Białej 1:2, choć jeszcze 20 minut przed końcem meczu prowadziła. - Wygraliśmy w angielskim stylu: dobre wrzutki i skuteczna gra głową - cieszył się trener gospodarzy Marcin Brosz.


Warta ostatnie dni spędziła głównie w podróży - najpierw na środowy mecz do Łomży, potem do domu, wreszcie na sobotni pojedynek do Bielska-Białej. W Łomży udało się wygrać, w Bielsku - już nie. Także dlatego, że Warta grała osłabiona brakiem m.in. Błażeja Jankowskiego czy Dariusza Cudnego.

Zmiany były także w Podbeskidziu. Po porażce w Gdańsku, która przerwała passę Podbeskidzia (siedem kolejnych meczów bez porażki), w składzie bielszczan nastąpiła mała rewolucja. W pierwszej jedenastce zadebiutował Andrzej Maślorz, dublerzy Łukasz Gorszkow i Tomasz Górkiewicz znaleźli się w podstawowym składzie, a na ławce zostali między innymi Krzysztof Chrapek, Paweł Żmudziński i Rafał Jarosz.

Zmieniony skład bielszczan bił przez 70 min głową w mur. Rzut rożny za rzutem rożnym, akcja za akcją, strzał za strzałem. Próbowali kolejno Damian Świerblewski, Maciej Szmatiuk, Sławomir Cienciała i Dariusz Kołodziej. Piłka przelatywała obok słupków, nad poprzeczką albo lądowała w rękach bramkarza Jakuba Szmatuły.

W 43. min "Zieloni" przeprowadzili jeden z nielicznych kontrataków - Tomasz Magdziarz przebiegł pół boiska, minął Gorszkowa i strzelił do siatki. Pierwszy celny strzał Warty w meczu i gol. To jednocześnie pierwsza stracona przez Podbeskidzie bramka w tym roku na swoim boisku! - W szatni mówiliśmy sobie, żeby tylko nie powtórzyła się sytuacja z meczu z Lechią, gdzie też prowadziliśmy, a potem trzy punkty zainkasowali rywale. Ale niestety, znowu się powtórzyło... - mówił potem strzelec gola dla poznaniaków.

Po przerwie trener Marcin Brosz szybko dokonał trzech zmian - jednak dopiero ta ostatnia przyniosła efekt w postaci goli. Na boisku pojawił się doświadczony Grzegorz Pater i dwie szybkie bramki to w dużej mierze jego zasługa. W 71. min Pater egzekwował rzut rożny (dwunasty w meczu), po którym padł wyrównujący gol głową Krzysztofa Zaremby. 120 s później Pater dokładnie dośrodkował z rzutu wolnego i znowu Zaremba głową wpakował piłkę do siatki! - Podania Grześka to Liga Mistrzów - komplementował kolegę z zespołu Zaremba.

Minutę przed końcowym gwizdkiem trener poznaniaków Bogusław Baniak opuścił swoją ławkę i powędrował do szatni. On już nie wierzył, że Podbeskidzie można pokonać. - Podbeskidzie jest do ogrania, a jednak nie jest - filozoficznie spuentował Magdziarz.

Podbeskidzie ma o co grać, bo w teorii może jeszcze liczyć na awans do ekstraklasy. - Graliśmy o marzenia i te marzenia cały czas nad nami krążą - mówił trener Brosz.

Warta walczy o uniknięcie spadku. I ma spore szanse, bo wobec degradacji Zagłębia Sosnowiec i prawdopodobnego spadku Widzewa Łódź od razu do III ligi (to kary za korupcję), spadek z II ligi czeka najwyżej dwie drużyny.

Podbeskidzie Bielsko-Biała - Warta Poznań 2:1 (0:1)

Bramki: 0:1 Magdziarz (43.), 1:1 Zaremba (71.), 2:1 Zaremba (73.)

Podbeskidzie: Merda - Cienciała, Szmatiuk, Hirsz Ż, Górkiewicz - Kołodziej (60. Chrapek), Gorszkow (46. Żmudziński), Maślorz, Świerblewski (67. Pater) - Matus, Zaremba Ż.

Warta: Szmatuła - Ignasiński, Truszczyński, Otuszewski, Marcinkiewicz - Iwanicki (76. Klatt), Bekas, Lewandowski (66. Piskuła), Ekwueme, Pawlak (56. Wan) - Magdziarz.

Sędziował Marek Karkut z Warszawy

Widzów: 3000