Sport.pl

Dyskobolia bez Pucharu Polski

Dziewięć żółtych kartek, jedna czerwona, nieprzyznany rzut karny dla Wisły i potężny strzał w jej poprzeczkę - Dyskobolia w dramatycznych okolicznościach odpadła w półfinale Pucharu Polski
Piłkarze z Grodziska, po raz drugi w ciągu ostatnich dwóch tygodni, długo grali w meczu z przewagą jednego zawodnika i po raz drugi przegrali. Tak było w derbach Wielkopolski z Lechem Poznań (zestaw finalistów PP jest dla "Kolejorza" świetny, bo nawet trzecie miejsce w lidze może mu dać prawo gry w Pucharze UEFA), gdy Dyskobolia przez godzinę nie potrafiła zrobić pożytku z tego, że po boisku biega jeden rywal mniej. W środę było to prawie pół godziny, bo w 62. min kapitan Wisły Arkadiusz Głowacki ręką zatrzymał piłkę zagrywaną do Jarosława Laty i sędzia Marcin Borski wyrzucił wiślaka z boiska. Słusznie, bo przed przerwą kapitan Wisły sfaulował Radosława Majewskiego i zarobił pierwszą żółtą kartkę.

Tak jak w Poznaniu, grodziszczanie stracili gola w przewadze. Tyle że Wisła strzeliła ją błyskawicznie, bo zaledwie dwie minuty po czerwonej kartce dla Głowackiego. Dwóch obrońców Dyskobolii odpierało atak Wojciecha Łobodzińskiego i Pawła Brożka. Wydawało się, że Pance Kumbev zrobił to, co do niego należało, czyli zablokował Łobodzińskiego, ale przy okazji wystawił piłkę najlepszemu strzelcowi ekstraklasy. Brożek skwapliwie skorzystał z prezentu i zrobiło się 1:0. Jak się potem okazało, był to jedyny celny strzał gości w całym rewanżu...

Co nie oznacza, że spotkanie było nudne. Na pewno nie stało na takim poziomie jak pierwszy pojedynek w Krakowie, ale mimo to było na co popatrzeć. Przede wszystkim mogło się podobać to, że Wisła wyciągnęła wnioski z tego, że przed tygodniem Dyskobolia bezkarnie hasała z piłką po jej boisku. Teraz mózg jej drużyny Radosław Majewski, po kilku ostrzejszych wejściach pilnującego go niemal bez przerwy Mauro Cantoro, zupełnie nie wywiązywał się z roli rozgrywającego. Obserwowaliśmy szybkie wymiany podań na małym obszarze boiska, ale była to raczej sztuka dla sztuki, bo nie niosły zagrożenia dla żadnej z bramek.

W defensywie wiślacy woleli chuchać na zimne. Cleber na przykład, atakowany przez Adriana Sikorę wolał wybić piłkę na aut, niż ryzykować stratę. A jeszcze przed tygodniem zlekceważył szybkiego napastnika Dyskobolii i po chwili oglądał już tylko jego plecy.

Takie podejście świadczyło wyraźnie o tym, że awans do finału to rzecz dla obu drużyn niezwykle istotna. Szybciej więc niż zwykle zawodnikom zaczęły puszczać nerwy. Przyczynił się do tego arbiter, który w 30. min nie zareagował na starcie w polu karnym Pawła Brożka z Sebastianem Przyrowskim. Pierwsze wrażenie - rzut karny! I przy nim musimy pozostać, bo mecz nie był transmitowany przez telewizję i nie zobaczymy powtórek. Napastnik Wisły nie miał wątpliwości, że był faulowany. Bramkarz gospodarzy nie chciał w ogóle rozmawiać po meczu. W obronę wziął go (i sędziego) Piotr Rocki: - Karnego nie było. Przyroś dotknął piłki ręką, a jak dotknął, to wiadomo, że rękę musiał zostawić i Brożek na nią nadepnął.

Na murawie rozpoczęła się walka na całego. Nie brakowało ostrych starć, ale arbiter rozdawał kartki głównie po pyskówkach. Była też jedna gigantyczna przepychanka, po tym jak w 39. min Mariusz Muszalik uderzył w walce powietrznej Clebera. Wokół leżącego obrońcy Wisły zgromadziła się cała trójka sędziowska i 21 piłkarzy. W swojej bramce pozostał tylko Przyrowski.

Nerwówkę spotęgowało jeszcze wyrzucenie z boiska Głowackiego i gol dla Wisły. Potem jednak z każdą minutą emocje opadały. Maciej Skorża uzupełnił dziurę w obronie wysokim Adamem Kokoszką, a gospodarze jakby tego nie dostrzegli. Do końca meczu posyłali tylko dośrodkowania, po których piłka wracała do nich, jakby była na gumce. To raczej krakowianie byli bliżsi skończenia jednego z kilku kontrataków golem, niż Dyskobolia trafieniem do siatki po bezmyślnej wstrzeliwance w pole karne. - Proszę spojrzeć na ławki obu drużyn i porównać potencjał zawodników - bronił się trener Jacek Zieliński. Rzeczywiście, nie miał kim straszyć mistrzów Polski. Sikora jest bez formy, a mimo to gra po 90 minut, bo nie ma go kim zastąpić. Filip Ivanovski przegrywał wszystkie pojedynki z silnymi obrońcami Wisły. Inny rezerwowy Batata błysnął tym, że chciał okiwać połowę drużyny rywala, co skończyło się... żółtą kartką za faul na Cleberze.

Dopiero w doliczonym czasie pod bramką Mariusza Pawełka zawrzało. Bramkarz Wisły obronił strzał Ivanovskiego, a po dobitce piłkę sprzed linii bramkowej wybił Piotr Brożek. Po chwili Dyskobolia miała rzut rożny, który skończył się bombą Laty z 25 m - piłka odbiła się od poprzeczki, murawy i poleciała na boisko.

A ponieważ nie było kamer, nie dowiemy się, czy piłka przekroczyła linię bramkową.





Dyskobolia Grodzisk - Wisła Kraków 0:1 (0:0)

Bramka: Paweł Brożek (64. min, bez asysty)

Groclin Dyskobolia: Przyrowski - Mynar, Kumbev (67. Ivanovski), Jodłowiec, Sokołowski - Rocki Ż, Świerczewski, Muszalik (71. Batata Ż), Lato - Majewski - Sikora.

Wisła: Pawełek Ż - Baszczyński, Głowacki ŻŻ-Cz (62.), Cleber Ż, Diaz Ż - Łobodziński (65. Kokoszka), Cantoro, Jirsak Ż, Zieńczuk Ż (83. Paulista) - Boguski (76. Piotr Brożek), Paweł Brożek.

Sędziował Marcin Borski z Warszawy

Widzów 2,5 tys. Pierwszy mecz: 0:0; Wisła awansowała do finału Remes Pucharu Polski





Finał w Grodzisku

Grodziski klub będzie gospodarzem finałowego meczu Pucharu Ekstraklasy z Legią Warszawa. W sobotę 17 maja o godz. 13.45 Dyskobolia będzie broniła trofeum, które wywalczyła przed rokiem.