Adamusa wywalili. Do Freskovity wraca Zajączkowski

Władze Freskovity Wysokie Mazowieckie nie wpuściły wczoraj dotychczasowego trenera swoich piłkarzy na teren stadionu. Sławomira Adamusa o dziwo zastąpi jego poprzednik na tym stanowisku, czyli Piotr Zajączkowski.
Włodarze klubu, który od kilku lat rywalizuje o awans na zaplecze ekstraklasy, niedawno specjalizowali się w rewolucjach kadrowych. Trenerów zmieniali jak rękawiczki - nawet po przegranym sparingu, a większość zawodników - niemal co pół roku. W poprzednim sezonie trochę ograniczyli się w takich ruchach, chociaż Zajączkowski brak awansu przypłacił głową.

Pod wodzą Adamusa w tym sezonie Freskovita w końcu zaczęła spisywać się na miarę oczekiwań. Przez większość rozgrywek jest ich liderem. Na osiem kolejek przed końcem sezonu wciąż ma trzy punkty przewagi nad Dolcanem Ząbki. Wiosną jednak nie wygrywa już meczu za meczem. Z sześciu przegrała dwa, w tym u siebie w sobotę z wiceliderem z Ząbek.

- Wzmocniliśmy zespół zimą, ale jego gra jest przeciętna, a wyniki średnie - tłumaczy decyzję o zdymisjonowaniu trenera Seweryn Sapiński, prezes klubu. - Jedna porażka może być wypadkiem przy pracy, ale druga na pewno nie. Postanowiliśmy zareagować.

- Jestem bardzo zaskoczony - mówi Sławomir Adamus. - Znajdujemy się na pierwszym miejscu, graliśmy już z czołówką. Nie można mi nic zarzucić. Nie mamy patentu na wygrywanie, bo nikt nie ma. Zwolniono mnie, bo nie potrafię "lizać dupy". Mam swoją godność i nie będę chodził przed nikim na kolanach. A chłopcy i tak awansują, bo stać ich na to.

Piłkarzy nikt o zmianie nie poinformował (Przemysław Kołłątaj i Arkadiusz Żaglewski dowiedzieli się tylko, że mają poprowadzić trening), chociaż się jej spodziewali. Nie kryli jednak zdumienia, kiedy Adamus nie został wpuszczony na teren klubu. Przez bramę podziękował piłkarzom za współpracę i poprosił... by spakowali jego rzeczy, zostawione w budynku.

- Adamus nie zwrócił się do nas z prośbą o porozmawianie z zawodnikami, a samowolki być nie może. Ponadto miał jakieś pretensje do nas - tłumaczy jak gdyby nigdy nic Sapiński.

- To uwłacza godności człowieka. Mimo że ktoś tyle dla nich zrobił - komentuje krótko Adamus.

Już wczoraj wieczorem do Wysokiego Mazowieckiego jechał Zajączkowski. Zdążył już zrezygnować z pracy w IV-ligowej Narwi Ostrołęka

- To młody trener, a doświadczony. Ambitny. Rozstaliśmy się z nim jak ludzie - twierdzi Sapiński, chociaż Zajączkowski miał po poprzednim sezonie inne zdanie na ten temat. - W dużym stopniu zbudował nasz zespół, zna go dobrze, jest akceptowany przez zawodników. Nie chcemy robić tu rewolucji, tylko spokojnie dążyć do realizacji naszego celu, czyli awansu.