Sport.pl

Cracovia rozbiła marzenia Lecha

Po najładniejszym meczu w tym sezonie Cracovia pokonała kandydata do tytułu wicemistrza Polski. Pierwszym ekstraklasowym hat-trickiem w karierze popisał się Kamil Witkowski


Na spotkaniach Cracovii z Lechem nie sposób się nudzić. Można przeżyć wielkie uniesienie lub stracić nerwy. Już w 1961 r. w Krakowie padła rekordowa liczba ośmiu bramek, a "Pasy" wygrały 6:2. W czterech ostatnich meczach widzowie doczekali się aż 19 goli. Dwa lata temu było najbardziej dramatycznie. W Poznaniu Cracovia prowadziła 3:0, Lech wyrównał, a w doliczonym czasie gry Piotr Giza przypieczętował wygraną. Wcześniej jednak sędzia nie uznał prawidłowo zdobytej bramki dla Lecha.

Nieco senny początek sobotniego spotkania nie zwiastował dużych emocji. Po fatalnym błędzie Piotra Polczaka, który nie przeciął podania, Marcin Zając otworzył wynik. Nie bez winy przy golu kolejny raz był Krzysztof Radwański. To nie był dobry występ środkowego obrońcy. Kilkanaście minut później pozwolił uciec Zającowi, a sędzia nie dostrzegł faulu na poznaniaku w polu karnym.

Potem rozpoczął się show Kamila Witkowskiego. Napastnik Cracovii znalazł się na boisku nieco przypadkowo, bo kontuzji w ostatniej chwili doznał Tomasz Moskała. Witkowski strzelił trzy gole w 24 minuty. Tyle samo bramek zdobył w poprzednich 26 meczach.

Popis rozpoczął od wykorzystania dośrodkowania Bartłomieja Dudzica i błędu Krzysztofa Kotorowskiego, który minął się z piłką. W ostatniej minucie pierwszej połowy dynamiczną akcję prawym skrzydłem przeprowadził Dudzic i wyłożył piłkę Witkowskiemu. Strzał tego ostatniego wybronił jednak bramkarz Lecha. To nie był jednak koniec emocji w pierwszych 45. minutach.

Kibice nie zdążyli ochłonąć, gdy piłka po raz drugi zatrzepotała w siatce gości. Witkowski w łatwy sposób poradził sobie z Bartoszem Bosackim i ze spokojem przymierzył w długi róg bramki Kotorowskiego. Zaledwie minutę później wychowanek Motoru Lublin cieszył się z hat-tricka.

Janusz Filipiak, prezes Cracovii tak podsumował występ piłkarza, sprawiającego wrażenie wiecznie nieobecnego lub zaspanego. - Kamil objawił się specyficznym stylem gry. Ani przeciwnik, ani on sam nie wie, co chce zrobić - skomentował ze śmiechem.

Czapki z głów przed Witkowskim, który w pojedynkę oddał siedem strzałów na bramkę rywala. Gdy schodził z boiska w 88. minucie, widownia jak rzadko przy ul. Kałuży, zgotowała mu brawa na stojąco.

W drugiej połowie przypomniał o sobie pauzujący za czerwoną kartkę Marcin Cabaj. Gdy piłka niespodziewanie pofrunęła w trybuny, złapał ją najszybciej.

Kontaktowego gola dla Lecha mógł zdobyć Hernan Rengifo, gdyby wykorzystał złe wybicie Michała Karwana. Po minięciu Sławomira Olszewskiego Peruwiańczykowi zabrakło siły i precyzji. Ozdobą meczu był za to gol jego rodaka. Henry Quinteros huknął w nieprawdopodobny sposób z 20 m w samo okienko.

W końcówce sędzia dopatrzył się jeszcze spalonego przy golu Przemysława Kuliga.

Franciszek Smuda, trener Lecha wcale nie krył niezadowolenia. - Takich błędów nie można popełnić, gdy się walczy o wicemistrzostwo Polski. W ciągu kwadransa zrobiliśmy ich więcej niż od początku rundy.

Stefan Majewski, trener Cracovii jak zwykle był oszczędny w słowach. - Po ciężkim spotkaniu z Wisłą potrafiliśmy się zmobilizować, Kamil miał swój dzień i trzeba go chwalić. Ciężko będzie posadzić z powrotem na ławce takiego gracza.

Nie wszyscy piłkarze mieli tyle szczęścia, co Witkowski. Mateusz Urbański po uderzeniu w kręgosłup nie wrócił na boisko po przerwie. Arkadiusz Baran najpierw oberwał piłką w krocze, potem pod oko i też musiał zejść z murawy.

Widownia wiwatowała za to na cześć Filipiaka, który dwa tygodnie temu został zatrzymany przez prokuraturę i spędził kilka godzin w areszcie. - Trudno, żeby była to rekompensata, to są różne planety. Cieszę się jednak, że mogłem być na stadionie. Zawsze są nerwy, bo czuję się odpowiedzialny za drużynę. Było widowisko i bramki, które przyciągną więcej widzów - podkreślił prezes.

Szczęście Cracovii w meczach z Lechem próbował wytłumaczyć Bosacki. - Kilka lat temu w Hiszpanii Real Madryt regularnie przegrywał z Mallorcą i nic nie mógł na to poradzić - skwitował obrońca "Kolejorza".



Cracovia3 (3)
Lech2 (1)
Cracovia: Witkowski (23., asysta Dudzic, 45+1., asysta Nowak, 45+2, asysta Pawlusiński).

Lech: Zając (16., asysta Quinteros, 80. Quinteros).

Cracovia: Olszewski Ż 3,5 - Kulig 4, Polczak 2,5, Urbański 3 (46. Karwan 2,5), Radwański 3 - Pawlusiński 3, Baran 3 (84. Wacek), Kłus 3, Nowak 3,5 - Dudzic 4, Witkowski 5 (88. Majoros). Lech: Kotorowski - Kucharski (61. Cueto), Wojtkowiak, Bosacki, Henriquez Ż - Zając (46. Reiss), Murawski, Quinteros, Bandrowski, Kikut Ż (75. Pitry) - Rengifo. Sędziował Tomasz Mikulski z Lublina, Widzów 5000.