Sport.pl

Widzew pokonał się sam

Piłkarze Dyskobolii Grodzisk nie stworzyli nawet sytuacji bramkowej, a po półgodzinie prowadzili z Widzewem Łódź 2:0. Wygrali 3:0 i nadal liczą się w walce o wicemistrzostwo
Łódzki klub to dla Dyskobolii rywal szczególny. W sierpniu 1997 r. Widzew był przeciwnikiem grodziszczan w ich pierwszym meczu w ekstraklasie.

Wygrał wtedy gładko 3:0. Potem Widzew i Dyskobolia zagrały pierwszy w historii Grodziska mecz przy sztucznym świetle (1:1). Było to w maju 2003 r. Niespełna pięć lat po tym wydarzeniu Dyskobolia po raz ostatni podejmowała łodzian. Ekstraklasa znika bowiem z Grodziska, a wszystko wskazuje na to, że i Widzew ją opuści.

Żeby ratować łódzki zespół, zmieniono trenera i do Wielkopolski widzewiacy przyjechali z byłym selekcjonerem reprezentacji Januszem Wójcikiem. Ale niedawny poseł Samoobrony cudów nie dokonał. Mało tego, niemal od początku meczu w Widzewie panował chaos. Po zaledwie kilku minutach kapitan łodzian Adrian Budka podbiegł spanikowany do ławki rezerwowych. Pytał, co ma robić Piotr Kuklis. - Bo tamten podchodzi wysoko - krzyczał. Chodziło o Radosława Majewskiego. - Nasz trener zaskoczył drużynę Widzewa, bo ja wystąpiłem w ataku jako fałszywy napastnik - uśmiechał się po meczu pomocnik Dyskobolii.

Ale rywale gubili się tak, że wystarczyła minimalna pomoc gospodarzy, by widzewiacy stracili dwa gole. Pierwszy padł po dośrodkowaniu Jarosława Laty z rzutu wolnego - piłka leciała bardzo długo, a mimo to wpadła do bramki. W czym duży udział miał niefrasobliwy bramkarz łodzian Bartosz Fabiniak, który najpierw się przewrócił, a potem tylko patrzył, jak piłka ląduje w siatce. Chwilę po tym jak w 30. min Fabiniak nie przeciął dośrodkowania, a Ugo Ukah wpakował piłkę do swojej bramki, Wójcik nie wytrzymał. - Co robi ten idiota w bramce? On się rzuca tam, gdzie nie ma piłki - wydzierał się w stronę ławki rezerwowych. Ale emocje nie minęły mu po meczu i na konferencji prasowej Wójcik grzmiał: - Przegraliśmy zasłużenie, a o naszej porażce zdecydowała słaba postawa bramkarza. On odebrał ochotę do grania całemu zespołowi. Jego błędy były przerażające, to nie jest gra na miarę I ligi. Piłka leci w stronę bramki, on ma 196 cm wzrostu, a kładzie się na ziemi i czeka, aż ktoś wbije piłkę. Takich cudów nie widziałem, jak trenuję. To były cuda! Graliśmy dziś bez bramkarza.

Dla Wójcika nie miało już znaczenia, że po tych wpadkach Fabiniak należał do wyróżniających się graczy Widzewa. Wygrał pojedynki sam na sam z Piotrem Rockim i Adrianem Sikorą (spokojnie mógł się włączyć do walki o koronę króla strzelców). Przy trzecim golu - Majewski ładnie strzelił po ziemi - nie miał za wiele do powiedzenia.

Grodziszczanie mieli w drugiej części wiele okazji do podwyższenia wyniku, bo łodzianie wyraźnie odkryli się, by zaatakować. Robili to nieudolnie, więc mecz nie stał na najwyższym poziomie. Dyskobolię można jeszcze zrozumieć. - Walczymy na trzech frontach, a nie mamy szerokiej kadry - mówił trener Jacek Zieliński. - Chłopakom powoli zaczyna już brakować paliwa i mam dla nich wielki szacunek, że wygrywają. Pomogła nam dziś niedyspozycja obrony Widzewa, ale analizowaliśmy grę Fabiniaka przed tym meczem i tyle, nic więcej nie powiem na jego temat.

Dyskobolia Grodzisk 3

Widzew Łódź 0

Bramki: Lato (18. min, z rzutu wolnego po faulu na Majewskim), Ukah (30., sam., po dośrodkowaniu Muszalika), Majewski (56., po podaniu Mynara)

Groclin-Dyskobolia: Przyrowski - Mynar, Jodłowiec, Kumbev, Sokołowski - Rocki, Świerczewski (60. Ivanovski), Muszalik, Lato (52. Telichowski) - Majewski (70. Batata) - Sikora

Widzew: Fabiniak - Szeliga, Ukah, Kłos Ż, Ł. Broź - Budka, , Kuklis, Masłowski - Lisowski Ż (73. Grzelczak) Mierzejewski (66. Oziębała), M. Kowalczyk (61. Napoleoni)

Sędziował Mariusz Żak z Sosnowca

Widzów 1,5 tys.