Szczypiorniści Wisły blisko mistrzostwa Polski

Zagłębie Lubin - Wisła 28:26 i 24:31. Po sobotniej porażce, w niedzielę Wisła rozegrała kapitalny mecz. Dzięki temu już w najbliższy weekend nafciarze staną przed szansą odzyskania tytułu mistrza Polski
Wisła w lidze nie wygrała w Lubinie od trzech lat. W maju 2005 roku zdobywając mistrzostwo Polski nafciarze uczynili to po raz ostatni. Później, choć bywało blisko, sztuka ta się nie udawała. Dopiero lutowy półfinał Pucharu Polski zmienił tę tendencję. Wtedy agresywna obrona z wysuniętym Arturem Niedzielskim okazała się receptą na sukces. W sobotę można się było spodziewać, że właśnie taką Wisłę zobaczą kibice.

Porażka w sobotę...

I przez 21 minut pojedynku nafciarze byli naprawdę wielcy. Choć Zagłębie postawiło twarde warunki, choć przy obronie gospodarzy "trup ścielił się gęsto", choć Adam Malcher znów zamurował bramkę, to podopieczni Bogdana Zajączkowskiego byli górą. Najlepiej radził sobie w tym czasie Iwan Pronin, który dzielnie parł do przodu, rozciągał grę na skrzydła i co najważniejsze sam rzucał. Jak nikt inny potrafił znaleźć lukę między wysoko wyciągniętymi rękami lubińskiej obrony. Na Malchera znalazł sposób także prawoskrzydłowy Tomasz Paluch, włączyli się do gry ze swoimi bramkami Adam Twardo i Michał Zołoteńko. We wspomnianej 21 minucie swoje dwa gole dołożył do puli jeszcze Witalij Nat i Wisła prowadziła pewnie i wysoko 10:7. To było najwyższe prowadzenie nafciarzy.

Biorąc pod uwagę emocje dopiero w tym momencie widowisko zaczęło się na dobre. Zagłębie rozpoczęło pogoń, którą długo udało się powstrzymywać. Dzielnie bronił Marcin Wichary, dzielnie płocczanie walczyli w obronie. Zaczęli jednak popełniać błędy w ofensywie. Niedokładne podania, złe rozegranie, niepotrzebne rzuty. Gdzieś zgubił się Pronin, którego rzut karny obronił Witalij Covtun. Wisła przestawała być zespołem i nikt nie potrafił temu zaradzić. Odwrotnie gospodarze, których prowadzenie nafciarzy wyraźnie scementowało. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego, ta zasada znalazła doskonałe odzwierciedlenie na parkiecie. Widać też było nerw na ławce rezerwowych Zagłębia. Na ławce Wisły już nie. To wtedy płocczanie przegrali mecz, który mogli spokojnie wygrać.

Upór gospodarzy został nagrodzony w 26. min gdy Adrian Anuszewski doprowadził do remisu 10:10. Kilkadziesiąt sekund później Michał Stankiewicz dał Zagłebiu prowadzenie 11:10. I prowadzenia wywalczonego z takim trudem lubinianie już nie oddali. To goście musieli gonić wynik. Gonili, choć przegrywali kilkakrotnie różnicą czterech bramek. Choć rozpaczliwie brakowało rzutu z drugiej linii, choć były wyraźne kłóopoty z rozegraniem piłki i wykończeniem akcji, no z wyjątkiem niesamowitego Palucha, który jako jedyny nie bał się wziąć na siebie odpowiedzialności za rzut. A gdzie była reszta?

Był jednak moment w końcówce gdy odżyły nadzieje. W 56. min Michał Zołoteńko zmniejszył różnicę do jednego gola (25:24). Potem zrobili to Paluch (26:25) i ponownie "Złoty" (27:26). Brakowało kropki nad i, którą na 20 s przed końcem spróbował postawić osamotniony Artur Niedzielski. Sam wywalczył piłkę, sam ruszył przez środek parkietu przed siebie. Hala na te kilka sekund zamarła. I wybuchła, gdy Malcher ręką spokojnie zatrzymał rzut płocczanina. Pech. Bo tę jedną bramkę o wiele wcześniej mógł rzucić każdy. Ale ta Niedzielskiego była zbyt widoczna. Szkoda, ale ten mecz był przegrany już wcześniej.

- Jak ja to obroniłem? - zastanawiał się głośno Malcher. - Trener mnie uczulał, że właśnie tak Niedzielski rzuci. Ale obrona tego rzutu, to... obrona mojego życia! - Tak chcieliśmy dzisiaj wygrać - mówił smutny Paluch. - No nic, trzeba będzie walczyć w niedzielę.

...Zwycięstwo w niedzielę

Niedziela musiała być inna. I była. Praktycznie od samego początku Wisła zaczęła dominować na parkiecie. Owszem, miała słaby fragment tuż po pierwszym kwadransie - gdy, tak jak dzień wcześniej oddała prowadzenie Zagłębiu. Był to już jednak zupełnie inny zespół. Fantastyczna obrona z rewelacyjnym Marcinem Wicharym między słupkami musiała przynieść efekty. Nafciarze wytrzymali napór i tempo, jaki narzucili gracze Zagłębia. I sami kontrowali, systematycznie powiększając swoją przewagę. Odnalazł się Michał Zołoteńko, który jak za dawnych dobrych lat rządził i dzielił zarówno w obronie, jak i ataku. Co nie udawało się dzień wcześniej, tym razem wychodziło. Przy jego atomowych rzutach Adam Malcher był bez szans. - Chcieliśmy wygrać drugi mecz, ale Wisła pokazała, że nie zamierza odpuszczać. Szczególnie Wichary dał nam się dzisiaj we znaki. Jak odskoczyli na koniec pierwszej połowy, nie byliśmy ich już w stanie dogonić - tłumaczył skrzydłowy Zagłębia Tomasz Kozłowski.

Właśnie końcówca pierwszej połowy była decydująca dla losów spotkania. Od stanu 12:12 w 23. min, Wisła wyszła na prowadzenie 18:13 i tej przewagi nie mogła już roztrwonić. Po przerwie wystarczyło utrzymać poziom. - No i udało się - tłumaczy Rafał Kuptel. - Wygraliśmy ten mecz obroną.

Pierwszoplanową postacią był bezwzględnie Wichary, który fantastycznymi interwencjami przyćmił gwiazdę play-off, czyli bramkarza Zagłębia Malchera. Było mu właściwie wszystko jedno, czy rzuca Krzysztof Górniak, Adrian Anuszewski czy Michał Stankiewicz. Bronił i żył w bramce tak, jakby od tego zależało jego życie. Na dodatek w drugiej połowie fantastycznie interweniował przy rrzutach karnych Kozłowskiego i Piotra Obrusiewicza. A te bramki, gdyby padły, dawałyby jeszcze Zagłębiu szansę na dogonienie Wisły. Pięknie "Wichurze" za grę dziękowali kibice, jeszcze w czasie meczu głośno skandując: "Hura, hura, hura, Wichura". A z kolei fanom w przyjeździe do Lubina pomógł Kuptel, przeznaczając na ten cel swoją premię za zdobycie Pucharu Polski.

Kolejne mecze zostaną rozegrane w hali Chemika w najbliższy weekend: w sobotę o godz. 18.15 i w niedzielę o godz. 16.45.

Mecz nr 1

ZAGŁĘBIE28(11)
WISŁA26(11)
Sędziowali Mirosław Baum (Warszawa) i Marek Góralczyk (Świętochłowice);

Składy

Zagłębie: Malcher, Covtun - Stankiewicz 6, Górniak 5, Kozłowski 5 (3 z karnych), Niedośpiał 4, Anuszewski 2, Kieliba 2, Tomczak 2, Paweł Adamczak 1, Obrusiewicz 1, Piotr Adamczak, Orzłowski, Steczek;

Wisła: Marszałek, Wichary - Paluch 9 (3), Zołoteńko 5, Pronin 4 (1), Nat 3, Radojević 3, Kuptel 1, Twardo 1, Kwiatkowski, Niedzielski, Wuszter, Rumniak;

Kary

Zagłębie - 10 min; Wisła - 10 min.

Mecz nr 2

ZAGŁĘBIE24(13)
WISŁA31(18)
Sędziowali Mirosław Baum (Warszawa) i Marek Góralczyk (Świętochłowice);

Składy

Zagłębie: Malcher, Covtun - Anuszewski 4, Kozłowski 4 (2 z karnych), Niedośpiał 4, Tomczak 4, Kieliba 2, Obrusiewicz 2, Stankiewicz 2, Paweł Adamczak 1, Piotr Adamczak 1, Górniak, Orzłowski, Steczek;

Wisła: Wichary - Zołoteńko 8, Pronin 7 (2), Nat 4, Kuptel 3, Szyczkow 1, Świerad 2, Twardo 2, Wuszter 2, Jędrzejewski 1, Paluch 1, Malesa;

Kary

Zagłębie - 14 min; Wisła - 10 min.