Sport.pl

Krzysztof Gierczyński: Krzysiek Ignaczak mnie przekonał

- Dzwonił do mnie Krzysiek Ignaczak i namawiał mnie do przyjścia do Resovii. Mówił, że jest tutaj szansa na zbudowanie fajnego zespołu, że klub jest dobrze poukładany - mówi Krzysztof Gierczyński, który za kilka dni ma podpisać kontrakt z Asseco Resovią


Marcin Lew: Podobno jedną nogą jest Pan już w Resovii...

Krzysztof Gierczyński: Tak. Można powiedzieć, że już praktycznie jestem w Rzeszowie. Jestem dogadany z Resovią co do warunków kontraktu, ale na razie mam jeszcze ważną umowę z Częstochową i więcej na ten temat nie chciałbym mówić.

Kiedy można się spodziewać podpisu pod kontraktem w Rzeszowie?

- Myślę, że w ciągu kilku dni, może tygodnia. Pozostały jeszcze drobne szczegóły. Gdy już kontrakt będzie gotowy, wtedy podpis będzie tylko formalnością

Nie jest Pan zawodnikiem często zmieniającym kluby. Na jak długo przenosi się Pan do Rzeszowa?

- Zobaczymy. Wcześniej siedem lat spędziłem w Morzu Szczecin, teraz sześć sezonów w Częstochowie. Być może i w Rzeszowie zadomowię się na dłużej. Mam nadzieję, że ja będę zadowolony z Rzeszowa, a Rzeszów ze mnie.

Kto Pana namówił na grę właśnie w Asseco Resovii? Co zadecydowało o wyborze Rzeszowa?

- Dostałem konkretną propozycję od działaczy. Jeszcze w zeszłym sezonie zastanawiałem się, czy nie zmienić otoczenia, bo jednak sześć lat w jednym klubie to jest spory kawał czasu. Dodatkowo dzwonił do mnie Krzysiek Ignaczak i namawiał mnie do przyjścia do klubu. Mówił, że jest tutaj szansa na zbudowanie fajnego zespołu, że klub jest dobrze poukładany. Pytałem go o kilka rzeczy i to on przekonał mnie do przyjścia do Resovii.

W Rzeszowie buduje się ciekawą drużynę. Działacze namawiają do gry także Pana kolegów z Częstochowy - Pawła Woickiego i Marcina Wikę. Będzie ich Pan namawiał do podążenia tą samą drogą?

- Już z nimi rozmawiałem na ten temat. Oni jednak muszą podjąć decyzję taką, która będzie dla nich najlepsza. Byłoby bardzo fajnie, gdyby i Marcin, i Paweł przyszli do Resovii, ale to już od nich zależy co zrobią. Nie ukrywam, że gdyby przyszli, to byłoby bardzo fajnie dla mnie, bo grałbym z kolegami, z którymi grałem przez ostatnie lata.

W Częstochowie kibice uważają Pana za swego rodzaju symbol klubu. Pana odejście to według nich największa strata dla tego klubu...

- Słyszałem takie głosy. Między innymi też dlatego chciałem zmienić klub. Kibice już bardzo przyzwyczaili się do mojej gry, a ja do nich. Spędziłem w Częstochowie sześć fajnych lat i starałem się dać z siebie wszystko. Były wzloty i upadki. Teraz AZS jest wicemistrzem Polski i zdobywcą Pucharu Polski. Nie jest tak, że ja czy inny zawodnicy uciekamy z tonącego okrętu. Zostawimy AZS w dobrym miejscu, ale trzeba to wszystko teraz poukładać. A życie sportowca takie jest, że raz się gra tu, a raz gdzie indziej.

Obecnie przebywa Pan na zgrupowaniu reprezentacji. Długo nie chciał się Pan zdecydować na grę w kadrze, ale teraz cel jest chyba tylko jeden - wyjazd na olimpiadę.

- Dokładnie. Jest nas tu 20 zawodników i każdy ma taki sam cel. Najpierw wywalczyć olimpijski awans, a później pojechać do Pekinu. Pojedzie dwunastu i zrobię wszystko, żeby wykorzystać szansę i załapać się do składu.

O wakacjach nie ma więc mowy. O długich przygotowaniach z nowym klubem również. W Rzeszowie na stałe pojawi się Pan pewnie dopiero po igrzyskach.

- Najprawdopodobniej. Wszystko jednak zależy od tego, jak się wszystko potoczy z reprezentacją. Ale wygląda na to, że do Rzeszowa przyjadę dopiero po wakacjach.

* Krzysztof Gierczyński - 32-letni siatkarz, który od nowego sezonu ma bronić barw Asseco Resovii. Przyjmujący reprezentacji Polski, który w swojej karierze grał w Carinie Gubin, Morzu Szczecin, a przez sześć ostatnich lat w AZS-ie Częstochowa, z którym w tym sezonie zdobył Puchar Polski i srebrny medal mistrzostw Polski.