Trener Farmutilu: nie pieprzę głupot jak inni

Piąty mecz między Farmutilem Piła a Aluprofem Bielsko-Biała zadecyduje dziś o tym, czy po raz pierwszy od 13 lat będziemy mieć finał siatkarek bez Wielkopolski.
Wtedy to, w 1995 r. w finale grały Chemik Police i Stal Bielsko-Biała i jest to ostatni przypadek, by w finale zabrakło kogoś z Wielkopolski - Kalisza, Piły czy Poznania.

W tym roku Kalisz już odpadł, a szansę na grę w finale ma tylko Farmutil Piła. W weekend był od tego właściwie o krok - wystarczyło, by wygrał niedzielny mecz u siebie. A tak, po czterech spotkaniach jest 2:2 i o awansie do finału zadecyduje ostatni mecz w Bielsku-Białej (dziś, godz. 20.30). Rywalizacja zatem się przedłużyła do maksimum, a w finale czeka już pogromca kaliskich Winiar - Muszynianka Muszyna.

Nic przeciwko tak długiej rywalizacji nie ma Milena Sadurek, rozgrywająca Aluprofu, która w rozmowie z "Super Expressem" powiedziała: - Płacą nam za grę, a nie za siedzenie w domu. - Milena Sadurek w play-off była ze swym zespołem w Pile raz. A ja jadę do Bielska po raz drugi - mówi trener Farmutilu Jerzy Matlak. - Mnie się nie chce tyle jeździć. Wolałbym, abyśmy rywalizację rozstrzygnęli wcześniej.

Farmutil ma już w tym sezonie sukces na koncie - to Puchar Polski. - Możemy jednak jeszcze być przegranymi - mówi Matlak. - Bo dla mnie czwarte miejsce w lidze nie będzie sukcesem, nawet przy zdobytym Pucharze Polski.

Matlak ma kłopoty z siatkarkami, które są po prostu wycieńczone. Wymagają odpoczynku, odnowy biologicznej. Widać to niemal po każdej z nich, a szczególnie po Michaeli Teixeirze. Dla nich ten sezon jest już za długi. - Gdy słyszę, że w innych zespołach nie mają dobrych zmienniczek, to się zastanawiam, co to za herezje. Ja nie mam na ławce Strządały, Kucharskiej czy Jaszewskiej. Mnie Kamila Frątczak czy Sylwia Pycia nie podpierały ściany tyle czasu, by teraz się od niej odkleić i grać na wysokim poziomie. Zbyt skromna kadra to jednak nasz błąd, niczyj inny. Nie mieliśmy pieniędzy, więc nie zadbaliśmy o szerszą. Teraz przynajmniej nie pieprzę głupot i nie bredzę, że nie mam drużyny, bo to mój problem.

- To, co już osiągnęliśmy, przeczy logice - dodaje Matlak. - Mamy najmniejszy budżet, zagraliśmy najwięcej meczów łącznie z opieprzeniem całej Ligi Mistrzów. Jeździmy po kraju tam i z powrotem jak wariaci. Dziewczyny są wykończone, a jednak pozostają w grze. Dla mnie to już bohaterki, cokolwiek dalej się stanie.

Siatkarki Farmutilu Piła po meczu w Bielsku nie wracają do Piły. Jadą na krótki pobyt w Szczyrku, by w weekend - w zależności od wyniku dzisiejszego meczu - udać się na finał do Muszyny bądź na mecz o brązowy medal do Kalisza.