Chiński patent na ogranie bukmachera

Jedenaście lat temu do punktu bukmacherskiego Williama Hilla zgłosił się niepozorny Chińczyk. You Sen Huang z Pekinu chciał postawić, że do roku 2010 któryś z jego rodaków zdobędzie tytuł mistrza świata w snookerze. W Anglii z bukmacherem można założyć się o wszystko, więc sprzedawca przyjął 200 funtów czystego zysku.
Wtedy wydawało się, że prędzej Chińczycy zostaną mistrzami świata w piłce nożnej, niż będą mieli choć jednego snookerzystę w czołówce światowego rankingu. Ta królewska odmiana bilardu zdominowana jest od lat przez wyspiarzy. W ponad 80-letniej historii mistrzostw świata tylko dwa razy zdarzyło się, że tytułu nie zdobył Irlandczyk, Walijczyk, Anglik czy Szkot. W 1952 r. ich hegemonię przełamał Australijczyk, a w 1980 r. - Kanadyjczyk. 11 lat temu nikt nawet nie słyszał, że Chińczycy umieją grać w snookera.

Tymczasem okazało się, że You Sen Huang wiedział coś więcej niż fachowcy od zakładów Williama Hilla. W tym roku wśród 32 uczestników mistrzostw świata (zaczęły się w sobotę w Sheffield) aż czterech zawodników pochodzi z Chin, a do tego co najmniej jeden z nich zagra w następnej rundzie, bo Marco Fu (reprezentant Hongkongu) zmierzy się w I rundzie z Ding Junhuiem. Prawdopodobnie będzie to mecz snookera z największą telewizyjną widownią w historii. W chińskiej telewizji ma go oglądać 100 mln ludzi. - Gdy byłem małym chłopcem, snooker nie był wśród dziesiątki najpopularniejszych sportów w Chinach. Dziś jest na pewno w pierwszej piątce - powiedział angielskiej prasie Ding.

I Ding, i Fu mają już na koncie wygrane w turniejach najwyżej kategorii. Ten drugi grał nawet w półfinale mistrzostw. Gdyby któryś z nich sięgnął po tytuł, nie byłaby to megasensacja (kurs u bukmacherów 7:1). Co innego w czasach, gdy You Sen Huang zawierał swój zakład. Wtedy dostał 500:1, czyli za swoje marne 200 funtów zarobi równe 100 tysięcy.

Nowego snookerowego mistrza świata poznamy za niespełna dwa tygodnie. Tytułu broni Anglik John Higgins.

Liczba tygodnia

100 milionów

Taką sumę w dolarach zaproponował szalony milioner z Teksasu Allen Stanford angielskiej reprezentacji krykieta za wygranie pięciu meczów z drużyną All Star Indii Zachodnich (czyli wspólnej reprezentacji byłych brytyjskich kolonii na wyspach karaibskich). Do niezwykłej rywalizacji ma dość jesienią na Karaibach. Każdy mecz będzie wart 20 mln dol. w formule zwycięzca bierze wszystko. Pierwszy mecz miałby się odbyć na wyspie Antigua, skąd pochodzi i gdzie ma liczne interesy Stanford. Milioner obiecuje, że na tym się nie skończy, a taka seria meczów mogłaby na stałe wejść do międzynarodowego kalendarza i za rok odbyć się w Londynie. Zawodnicy mieliby rywalizować w tzw. krykiet twenty20, czyli wersję gry, w której mecz trwa zaledwie trzy godziny, a nie pięć dni.

To nie pierwszy tego typu pomysł Allena "100 milionów dolarów" Stanforda. Milioner zainwestował już jedną "stówkę" w doroczne mistrzostwa Indii Zachodnich. W planach ma także inne krykietowe przedsięwzięcia - zawodową ligę angielską w krykiecie twenty20 i międzynarodowy turniej mistrzów. - Uczynię z was milionerów - obiecuje Stanford angielskim krykiecistom.