Sport.pl

Lech zagrał z serduchem

Po sobotnich derbach Wielkopolski można powiedzieć: szkoda, że to ostatni taki mecz na bliżej nieokreślony czas. Po świetnym meczu Lech wygrał z Dyskobolią 2:1 i jest na prostej do wicemistrzostwa
Jeśli "Kolejorz" wygra wszystkie cztery mecze, które zostały mu do końca sezonu (a rywali nie ma wymagających) skończy rozgrywki tylko za Wisłą Kraków, która dzięki zwycięstwu Lecha już wczoraj została mistrzem.

Derby Wielkopolski toczyły się o ogromną stawkę, bo oba zespoły walczą o drugie miejsce w tabeli. Lech dodatkowo podgrzał atmosferę, rozpowiadając jak bardzo jest niezadowolony z wyznaczenia do sędziowania tego pojedynku Jarosława Żyro. To pierwszych kłótni między obozami Lecha i Dyskobolii doszło w tunelu, gdy piłkarze szykowali się do wyjścia na murawę. Minęło 31 min meczu, a obejrzeliśmy utarczkę na słowa i gesty między trenerem Franciszkiem Smudą a dyrektorem sportowym Dyskobolii Tadeuszem Fajferem. Doszło do niej po pokazaniu czerwonej kartki obrońcy Lecha Ivanowi Djurdjeviciowi. - Nie chcę już do tego wracać - mówił po meczu Smuda. A trener Dyskobolii Jacek Zieliński dodał: - Nie podobała mi się ta sytuacja, którą przed meczem wykreował Lech.

Sędzia Żyro w ciągu pół godziny pokazał dwie żółte kartki Djurdjeviciowi - jak wykazały powtórki, obydwie były słuszne. Pierwszą Serb obejrzał za odkopnięcie piłki, a drugą za faul. - Nie mam pretensji do Ivana - stwierdził Smuda. Pytany, czy ma pretensje do arbitra, odrzekł: - Ha...

Koń na scenie

Usunięcie Djurdjevicia okazało się kluczowe dla przebiegu meczu. Odtąd Lech musiał bowiem bronić się w dziesiątkę. Ale miał czego bronić, bo już po 65 sekundach, pięknym rajdzie Marcina Zająca i sprytnym strzale Rafała Murawskiego prowadził 1:0.

Nakreślony przez tego gola i te kartki scenariusz spowodował, że nie da się nawet zestawiać gry obydwu wielkopolskich zespołów. Każdy z nich realizował bowiem zupełnie inną taktykę. Dyskobolia była częściej przy piłce, miała więcej strzałów, także okazji bramkowych - to zupełnie oczywiste. Lech kontrował i bronił się. Niezwykle umiejętnie, dodajmy. Ze swej koncepcji gry przy takim rozwoju wypadków wywiązał się znacznie lepiej niż ze Dyskobolia ze swojej. Choć trzeba przyznać, że w przynajmniej dwóch przypadkach piłka nie znalazła się w siatce Lecha, choć gracze z Grodziska zrobili wszystko jak należy, by to się stało. Ich niektórym ładnym akcjom brakowało skutecznego wykończenia. - Nie zawsze jest Matki Boskiej Pieniężnej i nie zawsze się udaje - mówił po meczu trener Jacek Zieliński. - Do zdobycia gola zabrakło umiejętności. Naszych. Bo jeśli bramkarz broni strzały z metra, z dwóch to należą mu się pochwały, ale i nagana dla napastnika. Krzysiek Kotorowski bronił dziś wspaniale, miał "dzień konia", ale myśmy mu pomogli tego konia wnieść na scenę.

Passa "Kotora" skończyła się dopiero w doliczonym czasie gry, gdy dwa razy nie złapał piłki i Mariusz Muszalik wepchnął ją z bliska do bramki. Ten gol nie miał już jednak wielkiego znaczenia.

Lechowy charakter

Mecz, który do momentu pokazania Djurdjeviciowi czerwonej kartki był wybornym widowiskiem, bo zmianie scenariusza wciąż był bardzo dobry. Wiele zdarzeń, wiele ciekawych akcji, wreszcie determinacja w dążeniu do celu obu stron sprawiała, że oglądało się to w wielkich emocjach i z wypiekami na twarzy. W zabójczej skuteczności, przypieczętowanej wspaniałym golem Tomasza Bandrowskiego w 85. min, Lechowi pomogła wielka ambicja, jaką zademonstrował. - Pokazaliśmy charakter - prężył się po meczu trener Smuda. Wysiłek lechitów docenił też trener Zieliński. - Lech zagrał z wielkim serduchem. Jestem pod wrażeniem - przyznał.

Przez przytłaczającą część meczu, a już zwłaszcza od około 65. min do gola na 2:0 gospodarzom w wielkim stopniu pomagała publika. Bezustanny doping i śpiew, tętniące i wybijające rytm powodowały, że do tego rytmu lechitom łatwiej było się ustawiać, biegać. Łatwiej grać. - Publiczność i jej pomoc dla Lecha robiła wielkie wrażenie - przyznał Pance Kumbev, gracz Dyskoboli.

Intuicja Smudy

Spory wpływ na przebieg meczu miała decyzja trenera Zielińskiego z przerwy. Zrezygnował on wówczas z jednego obrońcy (Sasza Junisoglu zawinił przy golu na 1:0) i postawił wszystko na atak. To sprawiło, że Dyskobolia momentami zamykała Lecha w okolicach jego pola karnego. A już w szesnastce działy się rzeczy niebywałe. W parę zaledwie sekund Kotorowski sparował strzał Rockiego na poprzeczkę, Grzegorz Wojtkowiak wybił piłkę z linii po strzale Muszalika, a kolejną dobitkę Radosława Murawskiego obronił bramkarz Lecha! Dyskobolia nie była w stanie zdobyć gola. I to mimo to, iż niezmordowany Piotr Świerczewski biegał tam i z powrotem niczym nakręcony. W Lechu tę czarną robotę wykonywał Bandrowski. Dlatego ci, którzy szykowali się na pojedynek kandydatów na Euro Murawski - Majewski, szybko przerzucili się na śledzenie poczynań graczy wybitnie defensywnych.

Gracze Lecha - przez godzinę było ich mniej - nabiegali się więcej. Do tego stopnia, że pod koniec spotkania większość z nich była wycieńczona. Marcin Zając czy Hernan Rengifo gonili resztkami sił. Smuda tymczasem pod koniec spotkania nie miał już na ławce graczy przydatnych do gry defensywnej. - W nowoczesnym futbolu nie ma czegoś takiego jak gracz defensywny czy ofensywny. Wszyscy muszą umieć bronić - broni się. Andersona Cueto zdjął jednak m.in. dlatego, że bardziej przydatny do obrony przed szarżami Groclinu był Luis Henriquez. I tak młody Peruwiańczyk znów miał pecha - po raz pierwszy trener wystawił go w podstawowym składzie. Kartka dla Djurdjevicia spowodowała jednak, że znów sobie nie pograł. - W Peru nikt go nie uczył bronić. To wciąż dla niego nowość - ocenia Smuda, który w podstawowym składzie wystawił też Piotra Reissa.

- W Warszawie wpuszcza go pan w ostatniej minucie, a teraz pozwala mu pan grać od początku. O co tu chodzi?- pytali po meczu kibice. Smuda rozłożył ręce: - Naprawdę nie wiem, jak mam wam to wytłumaczyć - stwierdził. Pytany, czy tego typu decyzje są kwestią intuicji, dodawał: - Coś w tym rodzaju.

A ostatnio intuicja nie zawodzi Smudy. Jego piłkarze wygrali piąty mecz z rzędu i po zwycięstwie w derbach są faworytem do zdobycia wicemistrzostwa Polski i zdobycia przepustki do Pucharu UEFA.



Lech Poznań - Dyskobolia Grodzisk 2:1

Bramki: 1:0 Murawski (2.), 2:0 Bandrowski (85.), 2:1 Muszalik (90. +3)

LECH: Kotorowski - Kucharski, Bosacki, Wojtkowiak, Djurdjevic Ż Cz - Murawski, Bandrowski, Cueto (34. Henriquez) - Zając, Reiss (62. Injac) - Rengifo (90. Pitry)

DYSKOBOLIA: Przyrowski - Mynar, Junisoglu (46. Muszalik), Kumbev, Sokołowski - Piechniak (46. Rocki Ż), Świerczewski, Majewski (83. Batata), Lato - Ivanovski, Sikora

Widzów 16,5 tys.

Sędziował Jarosław Żyro z Bydgoszczy