Euro 2012 coraz bliżej: Poznań pobudka!

Akcja "Gazety" i RMF FM. Czy Poznań zmarnował rok od przyznania Polsce i Ukrainie praw do organizacji Euro 2012? Sprawdzamy, co zrobiliśmy i za co najwyższy czas się zabrać, żeby za cztery lata nie było poruty
Kto rok temu w Poznaniu przypuszczał, że 18 kwietnia 2007 r. miasto oszaleje? No, bo jak inaczej nazwać to, co się działo na pl. Wolności, Starym Rynku, w licznych pubach i wieczorem na stadionie przy ul. Bułgarskiej? Sami zdarliśmy gardła tak, że do dziś to pamiętamy.

I do dziś pamiętamy, że cieszyliśmy się jak dzieci z tego, co czeka Poznań. Oczyma wyobraźni widzieliśmy już nowe drogi, tramwaje, nowiutkie dworce PKP i PKS, wspaniały stadion. I te dzikie tłumy kibiców, które zjadą do naszego miasta. Z każdej strony padały słowa o "skoku cywilizacyjnym" dla Poznania. Po roku widać, że - owszem - wykonaliśmy skok. Ale co najwyżej żabi.

Od 18 kwietnia ub. roku nie zmieniło się jedno - entuzjazm. Całą resztę można by nazwać krótko - posiłkując się tytułem mądrej książki - "Na Zachodzie bez zmian". No, bo co zrobiliśmy dla Euro 2012 w ciągu tego roku?

Najmocniejszą stroną jest stadion. Tu akurat inne miasta - Gdańsk, Warszawa, Wrocław - mogą nam tylko pozazdrościć. Stadion rośnie: mamy już prawie gotowe dwie trybuny. Gorzej jest z otoczeniem obiektu. Pod znakiem zapytania stoi budowa parkingów, ciągle nie wiadomo też, kto i kiedy stworzy wokół stadionu całą bazę usługowo-hotelową.

Do dziś nie rozpoczęła się też budowa choćby jednego kilometra nowych szerokich dróg dojazdowych do stadionu. Poszerzanie ul. Bułgarskiej miało się rozpocząć jeszcze w ub. roku, ale dopiero niedawno ogłoszono przetarg. I to ledwie na krótki, kilkusetmetrowy odcinek.

Maleją też szanse na powstanie zachodniego odcinka trzeciej ramy. A to kluczowy fragment miejskiej obwodnicy - ma zapewnić szybki dojazd do stadionu, zarówno od autostrady A2, jak i lotniska Ławica.

To czym dojedziemy na stadion? Miały być nowe tramwaje: prezydent Ryszard Grobelny obiecywał kupno 50 nowoczesnych pojazdów. Teraz jednak pojawiło się małe zastrzeżenie - tramwaje będą, pod warunkiem że dostaniemy pieniądze z UE. A w zdobywaniu unijnych dotacji Poznań nie ma najlepszych wyników.

Kibice, którzy zdecydują się przyjechać do Poznania pociągiem, też nie będą zachwyceni. Dziś wszystko wskazuje na to, że przywita ich stary dworzec PKP, może jedynie po lekkim liftingu, bo raczej nie po gruntownym remoncie. Podobnie będzie z dworcem PKS, bo jego planowana od lat prywatyzacja to istne "neverending story". Teren między jednym a drugim dworcem - tzw. Wolne Tory - też raczej nie będzie zagospodarowany. I tak sobie kibice na dzień dobry zobaczą piękny kawałek Poznania...

Nie daj Boże, jak jeszcze napiją się piwa! Bo w Poznaniu z toaletami publicznymi jest tak dobrze jak z bezrobotnymi: prawie ich nie ma. A "prawie" - jak wiadomo, zwłaszcza gdy pije się piwo - "robi wielką różnicę". Dozorcom kamienic w centrum Poznania już dziś radzimy podczas Euro 2012 szczelnie zamykać bramy.

Moglibyśmy tu jeszcze ponarzekać, bo do zrobienia jest naprawdę sporo, jeśli za cztery lata nie chcemy najeść się wstydu. Najwyższy czas skończyć narady, spotkania, nasiadówki, konferencje i zabrać się po prostu do pracy.

Komentarz

Czy Poznań da radę?

Od przyznania nam prawa organizacji Euro 2012 minął rok i radość sprzed roku zamieniła się w poczucie zagrożenia. I to zewsząd - UEFA zabierze nam imprezę; nie zdążymy zbudować dróg, hoteli i stadionów; mamy skorumpowaną ligę... Słowem - będzie na pewno źle.

Optymizmem piłkarskim tryska tylko prezes Listkiewicz i politycy, którzy zagrożenia dla Euro 2012 w Polsce nie widzą. A my? No cóż, akurat w Poznaniu - wśród wielu zagrożeń - możemy dostrzec i plusy.

Poznań jest wyspą na polskim morzu opóźnień! Mamy stadion, jego przebudowa trwa. I chociaż - tak jak innym miastom - rząd obiecał Poznaniowi tylko 30 proc. kosztów inwestycji, to już coś. Etap przygotowań do remontu, zdobywania pozwoleń, wywłaszczania, projektowania etc. mamy już za sobą. To powoduje, że Poznań wciąż może spoglądać na inne miasta z przekąsem, mówiąc "phi, maruderzy!". Mamy autostradę, którą można ruszyć w stronę Berlina i reszty Europy, i w stronę Warszawy oraz reszty kraju, przy czym z naciskiem na słowo "ruszyć", bo już nie "dojechać". Mamy narysowane na planach nowe ulice. Hoteli powinno wystarczyć, bo przecież tych z wieloma gwiazdkami potrzebują tylko oficjele. Kibice prześpią się w tańszych.

Gdzie więc zagrożenia? S5 w Wielkopolsce ma mierzyć prawie 200 km - droga jest wciąż w planach. Niepewne jest przedłużenie A2 w stronę Niemiec. Lotnisko - wciąż jakieś takie małe. Wreszcie miasto nie wie, skąd weźmie brakujące miliony na stadion

Do Euro 2012 zostały cztery lata. Wydaje się, że to tak wiele, iż z pewnością ze wszystkim zdążymy. Decyzja o przyznaniu nam organizacji i radość na pl. Wolności też wydaje się, jakby była wczoraj. A zanim się obejrzeliśmy, minął rok.