Wisła przegrywa z Kmitą

- To był nasz najbrzydszy mecz wiosną - podsumował zwycięstwo Kmity nad Wisłą Płock Piotr Bagnicki, strzelec jedynego gola. A co powiedzieć w takim razie o trzeciej wyjazdowej porażce nafciarzy, którzy pomału przestają marzyć o ekstraklasie?
Przez pierwsze dwa kwadranse na boisku działo się niewiele. Kibice tylko raz bili brawa, gdy organizatorom udało się wyłączyć szumiący głośnik. Tymczasem gospodarze nieudolnie próbowali pokonać Roberta Binkowskiego. Golkiper gości dał się zaskoczyć tylko raz, gdy wypuścił piłkę po mocnym strzale Dariusza Gawęckiego.

Przyjezdni nie stworzyli żadnej bramkowej sytuacji, rzadko przedostawali się w okolice pola karnego Kmity. Wydawało się, że w pierwszej połowie już nic się nie wydarzy. Aż w 36. minucie Maciej Bąbenek urwał się obrońcy, dośrodkował dokładnie na głowę Piotra Bagnickiego i piłka zatrzepotała w płockiej bramce.

- To była dziwna sytuacja, bo najwyższy zawodnik Kmity musiał się schylić do tego podania, podczas gdy moi obrońcy stali i się patrzyli - skomentował Leszek Ojrzyński. Szkoleniowiec Wisły nie mógł skorzystać w meczu z kontuzjowanych Wahana Geworgiana, Jarosława Krzyżanowskiego i Jacka Wiśniewskiego. Co było widać na boisku.

Tuż przed końcem pierwszej połowy kibice z Płocka zaczęli biegać po trybunie. Żarty nie trzymały się za to trenera gości, który już w przerwie zrobił dwie zmiany. Przede wszystkim wpuścił na plac gry Krzysztofa Kretkowskiego. W jesiennym meczu tych drużyn napastnik ten zapewnił trzy punkty Wiśle, strzelając gola na minutę przed końcem spotkania.

I tym razem mógł być bohaterem, gdy w jedynej groźnej sytuacji strzelił mocno z siedmiu metrów. Na posterunku był jednak Laskowski, który instynktownie wypiąstkował piłkę. Przez całą drugą połowę zespół z Płocka dyktował warunki gry. Tymczasem sędzia Michał Mularczyk sprawiał wrażenie, jakby chciał, ale nie umiał. Popełniał błędy rodem z klasy C, dwukrotnie przyznając przyjezdnym rzuty wolne z 20 metrów po wątpliwych faulach. Mimo to gospodarzom udało się dotrwać do ostatniego gwizdka równoznacznego z piątą wygraną na wiosnę.

A Wisła? Dariusz Zawadzki nie krył rozczarowania. - W tamtej rundzie Kmicie dokuczał pech, teraz sytuacja się zmieniła. Zagrali w pierwszej połowie z wiatrem, strzelili gola. Może są w formie? Ale to zespół z dołu tabeli, więc powinniśmy z nimi wygrać - podsumował były gracz Kmity.

- To był trudny mecz, ale udało nam się zdobyć ważne punkty. Warunki okazały się bardzo wymagające: boisko było grząskie, a w drugiej połowie graliśmy pod wiatr. Ale wygraliśmy - dodał trener Kmity Robert Moskal.

Kmita Zabierzów - Wisła Płock 1:0 (1:0)

Bramki

P. Bagnicki (36.)

Sędzia: Michał Mularczyk (Skierniewice)

Widzów: 500

Składy

Kmita: Laskowski - Makuch, Cios, Paknys, Szałek Ż (88. Detlaff) - Bębenek, Powroźnik (80. Borovicianin), Romuzga, Gawęcki - Bagnicki, Kurowski (85. Ankowski);

Wisła: Binkowski - Żytko, Jarczyk, Wyczałkowski, Lasocki Ż - Peszko, Rogalski (46. Kretkowski), Zawadzki Ż (75. Adamski), Sielewski - Wiśniewski, Mierzejewski (46. Tomczyk Ż)