Zimnoch: Buczyński mnie okłamał

W poniedziałek rozpoczął się ostatni z turniejów, podczas którego polscy bokserzy mogą wywalczyć kwalifikację olimpijską. W Atenach nie ma Krzysztofa Zimnocha z Hetmana, choć trener kadry Ludwik Buczyński zapewniał, że go tam zabierze. - Oszukał mnie, zrobił ze mnie dzieciaka i dopóki będzie selekcjonerem, ja na zgrupowania jeździł nie będę - oświadcza bokser.
Zimnoch na obozie kadry pod koniec stycznia nabawił się kontuzji. Wtedy jego miejsce w reprezentacji w wadze 91 kg zajął Artur Szpilka z Górnika Wieliczka. 20-letni bokser podczas turnieju kwalifikacyjnego w lutym we Włoszech był bardzo blisko sprawienia ogromnej niespodzianki. Nominację na igrzyska przegrał nieznacznie. Jednak już w marcu na międzynarodowym turnieju im. Feliksa Stamma w Warszawie, który był sprawdzianem kadry przed kolejnymi ważnymi zawodami, lepiej wypadł Zimnoch. Szpilka w półfinale przegrał gładko z Algierczykiem, którego w finale białostoczanin pokonał bez problemów. Wtedy też szkoleniowiec kadry stwierdził, że do Aten zabierze Zimnocha, bo wygrał z rywalem posiadającym już przepustkę na olimpiadę.

Jak się okazało, Buczyński co innego mówił, a co innego zrobił. Do Aten poleciał z kadrą Szpilka.

- Byłem w totalnym szoku, gdy dowiedziałem się o tej decyzji - mówi 26-letni Zimnoch. - Nie wiedziałem, co mam zrobić. Można powiedzieć, że w tym momencie moje osiem i pół roku poświęcone na boks poszło na marne. Nie po to ciężko trenowałem, żeby spotkało mnie coś takiego. Zastanawiam się, czy w ogóle nie rzucić tego wszystkiego. Przecież ja nie robię tego dla pieniędzy, więcej zarabiam, stojąc na "bramce" w klubach, niż zajmując się boksem. Nie wiem, co dalej. Na pewno dopóki Buczyński będzie trenerem, ja na zgrupowania jeździł nie będę.

Buczyński tłumaczy, że decyzja o wyborze kadry była bardzo trudna, ale nie ma sobie nic do zarzucenia.

- Długo zastanawiałem się, na kogo postawić, nie przespałem kilku nocy i ostatecznie zmieniłem wcześniejszą decyzję - mówi. - Postąpiłem tak, gdyż zrobiłem listę zawodników, z którymi wygrywali ostatnio obaj pięściarze, i wyszło, że Szpilka ma większą szansę na kwalifikację. To jest młoda nieobliczalna bestia, która naprawdę jest w stanie pojechać do Pekinu.

- Jaką większą szansę? Ja na Stammie pokonałem Algierczyka, który znokautował Szpilkę w drugiej rundzie, a więc o czym my mówimy - denerwuje się Zimnoch.

Buczyński w ramach rekompensaty zaproponował białostockiemu bokserowi wyjazd do Aten i start w kategorii superciężkiej (powyżej 91 kg).

- Taką samą propozycję miałem wcześniej przed turniejem Unii Europejskiej i niepotrzebnie się zgodziłem - wspomina Zimnoch. - Przegrałem przez KO w pierwszej rundzie. Moim zdaniem trener Buczyński powinien w końcu przestać być szkoleniowcem kadry. Jest już nim przecież osiem lat. Myślę, że jedyna właściwa decyzja po igrzyskach to powinna być jego rezygnacja. Ja nie będę jeździł na zgrupowania, na razie będę sobie trenował w klubie, bo tu przynajmniej się rozwijam. Do Stamma ćwiczyłem w klubie i efekty były bardzo dobre.



Łęgowski i Nowosada w Atenach

W liczącej osiem osób reprezentacji Polski, która uczestniczy w turnieju kwalifikacyjnym w Atenach, jest dwóch białostoczan: Marcin Łęgowski (64 kg) i Mirosław Nowosada (75 kg). Stawką greckich zawodów jest 25 wolnych miejsc na igrzyskach w Pekinie. W kategorii Łęgowskiego kwalifikację uzyska dwóch bokserów, a Nowosady - trzech. Wczoraj w Grecji miała odbyć się waga pięściarzy, losowanie i być może już wieczorem pierwsze walki.