Adam Mauks: To nie byli rugbiści

- Kompromitująca porażka Lechii w Olsztynie i poddanie się przed meczem w Łodzi zawodników Ogniwa wystawiają złe świadectwo przedstawicielom zasłużonych dla polskiego rugby klubów - pisze Adam Mauks z "Gazety"
Dwa najbardziej szokujące wyniki ostatniej kolejki I ligi rugby stały się, niestety, udziałem trójmiejskich drużyn. W sobotę z mistrzem Polski Budowlanymi mieli grać sopocianie. Mieli, ale nie zagrali, bo choć wyszli na boisko, oddali punkty za darmo. Gra w rugby to walka, a walka to najbardziej charakterystyczna cecha etykiety rugbisty. W Ogniwie o tym zapomnieli, albo nie chcieli pamiętać. To dziwne, tym bardziej że tydzień wcześniej chwaliłem sopockich rugbistów za ambitną grę przeciwko Arce. Dlaczego ogniwiacy nie chcieli być prawdziwymi rugbistami w Łodzi? Na to pytanie sami muszą sobie odpowiedzieć. Nieżyjący już twórca sukcesów Ogniwa z lat 80. i 90. Edward Hodura, którego nazwisko przez niemal wszystkich kibiców w Polsce kojarzone jest z sopockim rugby, musiał przewracać się w grobie, kiedy widział wyczyny swoich następców

Dzień później nie tylko trójmiejskich sympatyków rugby zszokowała informacja, która nadeszła z Olsztyna. Tam po zwycięstwo pojechała Lechia, a wróciła z... jednym punktem i porażką z ósmą drużyną ligi. Stało się tak dlatego, że gdańszczanie zlekceważyli przeciwnika. Popełnili tym samym grzech pychy, który w rugby jest najcięższym przewinieniem. Lekceważący stosunek do rywala zaprezentowali przede wszystkim trenerzy Janusz Urbanowicz i Marek Płonka, którzy nie wystawili najmocniejszego składu. Mało tego, Lechia na niecałą minutę przed końcem prowadziła 22:16. Biało-zieloni uwierzyli, że już wygrali, ale skazani na porażkę gospodarze pamiętali, że gra się do końca. Przyłożyli, podwyższyli i dokonali rzeczy wydawałoby się niemożliwej. Pocieszające jest tylko to, że obaj szkoleniowcy [Urbanowicz jest też zawodnikiem - red.] wiedzą, że nawalili.

W niedzielę obie drużyny staną przed szansą rehabilitacji. Ci, którzy przyjdą na ich mecze, będą chcieli zobaczyć w akcji prawdziwych rugbistów, a nie tych, którzy tylko się nimi mienią. Kibicom nie wystarczą deklaracje, nowe efektowne koszulki, głośna muzyka. Oni chcą widzieć sportowców, którzy zostawią serce na boisku.