Sport.pl

Memoriał jest, teraz ulica

Felieton Wiesława Pawłata
Tak się złożyło, że byłem ostatnim dziennikarzem, który zrobił obszerny wywiad ze Stanisławem Zalewskim. Kilka dni później ten niezwykle zasłużony dla polskiego i lubelskiego boksu zawodnik, trener i masażysta zmarł.

Pamiętam jednak, że do ostatnich dni nie opuszczał Go optymizm i poczucie humoru, bo w opowiadaniu przeróżnych kawałów i dykteryjek nie miał sobie równych. Miał to szczęście, że trafił na najlepsze lata polskiego boksu. Pracował z genialnymi trenerami Feliksem Stammem i Pawłem Szydło. Przygotował pięściarzy do pięciu igrzysk olimpijskich i 14 mistrzostw Europy. Był w Tokio, gdzie w 1964 roku nasi pięściarze odnieśli największy sukces w historii, a Józef Grudzień, Jerzy Kulej oraz Marian Kasprzyk zdobyli - i to po kolei - złote medale olimpijskie.

Bokserzy Go kochali, bo oprócz tego, że masował ich zbolałe mięśnie, był dla nich, jako to określił znakomity pięściarz Leszek Drogosz "lekarzem dusz". Poza tym wszyscy zapamiętali "Pana Stasia", bo tak Go nazywano, jako człowieka niesłychanie skromnego i skorego do pomocy.

Niedługo minie siódma rocznica Jego śmierci. W weekend rozegrano już piąty memoriał Stanisława Zalewskiego. Należy się cieszyć z tego, że wreszcie ta impreza powróciła do Lublina - rodzinnego miasta znakomitego trenera. Rozgrywanie takich zawodów to znakomita propaganda odradzającego się w naszym regionie boksu. Warto też się zastanowić, jak jeszcze uczcić pamięć tego niezwykłego człowieka. Wydaje mi się, że swoim całym życiem i dokonaniami sportowymi zasłużył na to, aby nadać jakiejś ulicy w naszym mieście Jego imię. Najlepiej, aby to było przy obiektach sportowych, a najlepiej hali. Już kiedyś padła propozycja nadania imienia nowej trasie obok hali MOSiR łączącej Klin z ul. Piłsudskiego. Myślę, że warto do tego pomysłu wrócić.