1:1 w półfinale II ligi koszykarzy - Asta się nie poddała

Przed meczem z ŁKS kibice bydgoskiej KPSW/Astorii patrzyli z lękiem na kulejących Doriana Szyttenholma i Sebastiana Laydycha, którzy nie mogli zagrać. Po zwycięstwie tak osłabionych bydgoszczan uwierzyli, że ten zespół stać na wszystko. Nawet na awans do I ligi.


Na przedmeczowe sceny w hali Astorii w napięciu patrzyli nie tylko kibice. Tak samo zdenerwowany był trener Maciej Borkowski, któremu ze składu wypadli dwaj zawodnicy z pierwszej piątki - Nie mogło być inaczej, skoro okazało się, że mamy zagrać bez dwóch wysokich koszykarzy. Dorian skręcił nogę w czwartek na treningu już podczas ćwiczenia rzutów. W piątek okazało się, że Sebastian nie może wystąpić, bo ma bolesną kurzajkę na stopie - tłumaczy Borkowski.

Na szczęście mógł grać Jakub Dłuski, który w Łodzi popełnił drugie w sezonie a nie trzecie przewinienie techniczne (w takim przypadku czekałaby go odsunięcie od meczu). Do pomocy pod koszem miał tylko Marcina Kubackiego i niedoświadczonego Wojciecha Pagacza.

Dlatego gospodarze musieli zagrać z trzema niskimi zawodnikami w wyjściowej piątce (Paweł Lewandowski, Oliwier Szyttenholm i Przemysław Gierszewski), co powodowało, że łodzianie mieli już na starcie przewagę fizyczną.

Mecz rozpoczął się od celnego rzutu za trzy Tomasza Nogalskiego i na początku pierwszej kwarty ŁKS prowadził. Łukasz Bąk świetnie wykorzystywał przewagę wzrostu pod tablicami (9 pkt środkowego ŁKS w pierwszej kwarcie). Goście zbierali piłki po niecelnych rzutach Asty i udanie kontratakowali (11:16 w 6 min). Bydgoszczanie na szczęście wzmocnili obronę i zaczęli być skuteczniejsi w ataku. W 10 min po dobitce Macieja Dolota i trójce Gierszewskiego prowadzili 24:23.

Decydująca dla losów meczu była druga kwarta. To był popis gry KPSW/Astorii w defensywie, która wymuszała straty a po kontrach powiększała przewagę. Świetnie zagrali w tym czasie rezerwowi - Częste zmiany się udały, Chłopacy, którzy wychodzili na boisko z ławki byli szalenie zmobilizowani. Nie obniżali jakości gry. Wygrał zespół, a nie indywidualności - chwali swoich koszykarzy szkoleniowiec KPSW/Astorii.

Rezerwowi w bydgoskiej drużynie okazali się znacznie lepsi od łodzian. Zdobyli w meczu aż 26 punktów, a w ŁKS tylko 8. Na przerwę bydgoszczanie schodzili wygrywając 45:37.

Druga połowa zaczęła się identycznie jak pierwsza - Nogalski trafił za trzy z rogu boiska. Bydgoszczanie mieli znowu kłopoty ze zdobywaniem punktów. Przez 5 minut po przerwie nie dorzucili ani jednego. W 26 min po rzucie Krzysztofa Morawca ŁKS wygrywał 50:49. Koszykarze Asty obudzili się wreszcie i dzięki trafieniu Gierszewskiego w ostatniej sekundzie trzeciej kwarty mieli 5-punktową przewagę.

W ostatniej części gry walka rozgorzała na całego. Skuteczny był wreszcie Morawiec (12 pkt po przerwie).

Najważniejszy rzut oddał najskuteczniejszy w Aście Dłuski, który 1,5 min przed końcem (było wtedy tylko 73:69), w ostatniej sekundzie akcji, rzucił zza linii 6.25 i trafił. To jednak nie koniec emocji, których było wiele w końcowych fragmentach spotkania. 39 sekund przed ostatnim gwizdkiem, po niecelnym rzucie Morawca za trzy walczyli o piłkę Dłuski z Bąkiem i sędziowie zagwizdali piłkę sporną. Wszyscy spojrzeli na strzałkę, która pokazywała, komu należał się w takiej sytuacji wyrzut z auty - niestety to był ŁKS. Jednak Filip Kenig przez 5 sekund nie miał komu potem podać piłki i bydgoszczanie ją odzyskali. W kolejnej akcji faulowany Dłuski nie trafił obu wolnych ale szansy na akcję i punkty pozbawił łodzian Gierszewski, zbierając piłkę po drugim rzucie kolegi.

Emocje rozgrzały widownię, która ostatnie minuty oglądała na stojąco - Dziękuję poprzez Gazetę Wyborczą wszystkim kibicom, którzy tak wspaniale nas dopingowali i obiecuję: w środę jedziemy do Łodzi na decydujący mecz i wygramy go.

Nie wiadomo jeszcze z kim bydgoszczanie zagrają w finale II ligi, po ewentualnym zwycięstwie. W drugim półfinale Bonduelle Gniewkowo przegrał w Toruniu z Sidenem i też potrzebne będzie w tej rywalizacji trzecie spotkanie.



Mówi Paweł Lewandowski

Wojciech Borakiewicz: Przed meczem można było zauważyć, że cały zespół i trener przeżywa wielkie napięcie. Tak zdenerwowanych was wcześniej nie widziałem.

Paweł Lewandowski, rozgrywający KPSW/Astorii: To było widać? Rzeczywiście dotknęły nas kłopoty. Dorian zupełnie niefartownie wypadł ze składu, a wiadomo, jaki to jest zawodnik i jak ważny dla zespołu. Ten uraz już go wyklucza niestety z gry do końca sezonu. Mam nadzieję, że drugi z kontuzjowanych, Sebastian będzie gotowy do gry w środę. Potwierdziło się, że takie nieszczęścia czasem konsolidują drużynę. Wiedzieliśmy, że wśród rezerwowych mamy zawodników, którzy może czasami nie dorównują tym z pierwszej piątki, ale zaangażowaniem i wolą walki można wszystkie te braki pokryć na boisku. Pomogła nam zespołowość. To było najważniejsze.

No i ambicja oraz wola walki. To było chyba decydujące.

- Zgadzamy się, że najbardziej istotne były właśnie te cechy wolicjonalne, a nie czyste umiejętności koszykarskie czy taktyka. Gramy z łodzianami już czwarty mecz w sezonie. Wiemy, jak oni grają. Znamy ich najsilniejsze strony. Trzeba więc dołożyć wzorową realizację założeń przedmeczowych, żeby na boisku wygrywać.

Nie było to łatwe, szczególnie w tym meczu z ŁKS.

- Kosztuje nas mnóstwo sił. Tak właśnie gramy, wkładając w każdą akcję w obronie i ataku maksimum. Nie ma odpuszczania i jak widać przynosi to wyniki. Dzisiaj zwyciężyliśmy tylko jednym punktem, ale najważniejsza jest wygrana.

Jak będzie w Łodzi?

- Jedziemy walczyć. Chyba już z Sebastianem, więc to już będzie wzmocnienie, szkoda, że bez Doriana. Jedno mogę obiecać - walkę do ostatniej sekundy. Poza tym już w pierwszym meczu w Łodzi niewiele nam zabrakło do zwycięstwa.

Dlatego kibice lubią was oglądać Jedno mają zapewnione - emocje do ostatnich sekund.

- Celowe to nie jest, bo szarpie nerwy nie tylko kibicom. Staramy się zawsze grać jak najlepiej umiemy.



Rozmawiał Wojciech Borakiewicz









KPSW/Astoria - ŁKS Łódź 79:78

Kwarty: 27:24, 18;13, 15:18, 19:23

KPSW/Astoria: Dłuski 20 (1), Gierszewski 17 (3), Lewandowski 8, O. Szyttenholm 4, Kubacki 4 oraz Szopiński 10, Dolot 10, Małkowski 5 (1), Pagacz 1

ŁKS: Trepka 19, Bąk 17, Nogalski 15 (3), Morawiec 12 (1), Exner 7 oraz Wojdar 2, Klocek 2, Rajkowski 2, Kenig 2, Kromer 0

Stan rywalizacji: 1:1



Drugi półfinał:

Siden Toruń - Bonduelle Gniewkowo 78:72 (19:13,21:20,17;19,21:20)

Bonduelle: Gliszczyński 18 (4), Wilangowski 17, Małecki 14, Sulima 8 (1), Wilczewski 7 (1), Tracz 4, Kowalewski 4, Plebanek 0, Tlałka 0.

Stan rywalizacji: 1:1