Tomasz Jarzębowski: Serce żywiej bije

Chcę wrócić do Legii. Ale na razie zagram przeciwko niej. Nie po raz pierwszy. Może po raz ostatni? - mówi Tomasz Jarzębowski przed niedzielnym meczem GKS Bełchatów z Legią
Urodzony w Warszawie piłkarz jest wychowankiem Legii. Po ośmiu latach, w zimie 2005 roku musiał odejść ze względu na ciągłe kontuzje, w połowie sezonu zakończonego mistrzostwem Polski za kadencji Dariusza Wdowczyka (Jarzębowski nie zagrał jednak wtedy ani minuty). Nie dawano mu już szans na poważne uprawianie sportu, ale odbudował się w Bełchatowie. W ubiegłym sezonie niewiele brakowało, by jego klub nieoczekiwanie sięgnął po tytuł. W tym drużynie idzie znacznie gorzej. Jarzębowski chciałby wrócić do Warszawy, ale ma z GKS kontrakt do końca roku. W niedzielę jako zawodnik Bełchatowa o godz. 17 wyjdzie na boisko, by zmierzyć się z Legią.

Maciej Weber: Szykuje się pan już na Legię?

- Nie jest to mój pierwszy mecz przeciwko Legii. Może serce troszkę żywiej bije, ale staram się do tego spotkania podchodzić jak do każdego innego.

Przed rokiem był pan najważniejszą postacią meczu w Bełchatowie. Wygraliście 3:1, a bramka strzelona głową kandydowała do najpiękniejszych trafień całego sezonu. Przez jakiś czas zastanawiano się, czy w tym meczu nie strzelił pan nawet dwóch goli swojemu byłemu klubowi, bo kolejny padł w dość zagmatwanych okolicznościach.

- Wyszedł mi tamten mecz. Piłka świetnie odbiła się od głowy i faktycznie gol padł bardzo ładny. Ale tylko jeden, bo w drugim przypadku piłkę trącił Aco Vuković i trafiła jeszcze w głowę Dawida Nowaka. Może za to drugą bramkę uda się strzelić w niedzielę? Nie miałbym nic przeciwko temu.

Powiedział pan, że nie po raz pierwszy gra przeciwko Legii. Ale może po raz ostatni? Szykuje się powrót na Łazienkowską?

- Nie ukrywam, że chciałbym wrócić do Warszawy. Spędziłem tu wiele lat. Jestem wychowankiem. Zawsze mówiłem, że Legia to mój klub i pod tym względem nic się nie zmieniło. Kibicowałem mu i nadal kibicuję. Kontrakt w Bełchatowie mam do grudnia. Ale jest pomysł, bym wrócił już w lecie - tak mój, jak i Legii. Trener Urban powiedział, że jest zainteresowany moim przyjściem. To znaczy, ja z nikim z Legii nie rozmawiałem, natomiast rozmawiał mój menedżer. Jednak do powrotu jeszcze daleka droga.

Dostał pan także propozycję z Korony Kielce.

- Trzeba rozważać różne warianty. Wiem jednak, jaka jest tam sytuacja. Z klubu wycofuje się właściciel, pan Klicki. Nie wiadomo, czy Korony nie zdegradują do II ligi. Także ta opcja raczej już mnie nie interesuje.

Z Legią rozstał się pan ze względu na zły stan zdrowia. Czy teraz nie byłoby problemem wrócić i współpracować z osobami, które już pana skreśliły?

- To było dawno. Czas pokazał, że mogę jednak uprawiać futbol na wysokim poziomie. Z każdym można się dogadać. Brak istotnych argumentów, bym przy ewentualnej woli obu stron nie mógł tutaj wracać.

W Bełchatowie jak za dawnych czasów w Legii znowu grywa pan w obronie, a nie na pozycji defensywnego pomocnika.

- Moją sytuację w drużynie zmienił transfer Marcina Kowalczyka. Przy kontuzji Grzesia Fonfary brakowało zawodnika na prawą obronę. I w okresie przygotowawczym trener Lenczyk zaczął mnie tam ustawiać. Zresztą tak zdarzało się także jesienią, kilka meczów nam wyszło i tak zostało. Ostatnio jednak wróciłem na środek pola i uważam, że to moja optymalna pozycja.

Zawodnicy wszechstronni mają problem, bo choć ich się ceni, bywają miotani po całym zespole. Z drugiej strony na żadnej pozycji nie są wybitni, zawsze może znaleźć się lepszy.

- Tak, niektórzy narzekają, że muszą być takimi zapchajdziurami. Ale ja nie narzekam. Na przykład w Wiśle podobną rolę spełnia Darek Dudka. Spisuje się dobrze i jest przez wszystkich ceniony.

Legii przydałby się ktoś taki jak pan. Starsza córka pójdzie niedługo do szkoły.

- Starsza ma sześć lat, chodzi do zerówki. Nie ukrywam, że wolałbym, aby chodziła do szkoły w Warszawie. To kolejny argument, by wrócić.

Zanim jednak do tego dojdzie: Jak będzie wyglądał mecz w niedzielę?

- Każdy mecz może być inny. Teraz sytuacja jest odwrotna niż przed rokiem. To Legia zajmuje drugie miejsce w tabeli, a my jesteśmy daleko. Zobaczymy w niedzielę o 17, a tak naprawdę o 19, kiedy skończy się mecz. Chcemy wygrać, a potem zaczniemy myśleć co dalej. Najważniejsze, żeby zdrówko było.



TOMASZ JARZĘBOWSKI

Ur. 16 listopada 1978 r. w Warszawie

Wzrost/waga: 182 cm/78 kg

Pozycja na boisku: defensywny pomocnik, obrońca

Kluby: Legia Warszawa (do 1993 r.), Agrykola Warszawa (1993-97), Legia (1998-2005), GKS Bełchatów (2006-kontrakt do 31.12.2008)

W I lidze: 134 mecze/17 goli (w Legii 79/10, 55/7)

W Legii: 107 meczów/10 goli (Liga 79/10, Puchar Polski 14/0, Puchar Ligi 7/0, Puchar UEFA 7/0)

Pierwszy mecz w Legii: 25.04.1998 ze Stomilem w Olsztynie (1:1)

Ostatni mecz w Legii: 25.05.2005 z Polonią Warszawa przy Konwiktorskiej (5:0)

Sukcesy: mistrzostwo Polski i Puchar Ligi 2002 (z Legią), wicemistrzostwo 2004 (z Legią) i 2006 (z GKS), 3. miejsce 1999, 2001 i 2005 (wszystko z Legią), finalista Pucharu Polski 2000 i 2004

Reprezentacja: 2 A (w latach 2003 i 04)