Emocje bez dopingu

Dyskobolia Grodzisk - Ruch Chorzów 1:0 w pierwszym meczu ćwierćfinałowym Pucharu Polski


Pojedynek w Grodzisku stał na niezłym poziomie, ale obie drużyny rywalizowały wczoraj niemal w zupełnej ciszy.

Sympatycy gospodarzy nie wywiesili żadnych flag, a i w sektorze, z którego zawsze słychać doping - tak jak na całym stadionie - zdecydowanie więcej było miejsc pustych niż zajętych. Najwidoczniej kibice Dyskobolii uznali, że nie będą dopingowali drużyny, która walczy co prawda o Puchar Polski dla Grodziska, ale już o europejskie puchary dla Śląska Wrocław. Dopiero w 24. min, gdy Jarosław Lato spartaczył świetną okazję i z bliska strzelił obok słupka, część widowni uznała, że piłkarzom trzeba pomóc. Z sektora pod dachem zerwał się spontaniczny, ale niezorganizowany doping. Po chwili garstka najgłośniejszych zazwyczaj fanów krzyknęła "Dyskobolia to my!" i znów zamilkła.

Za moment padł jednak gol. Senna atmosfera udzieliła się stoperowi Ruchu Ireneuszowi Adamskiemu, który stracił piłkę przed polem karnym, a Filip Ivanovski lekkim strzałem po ziemi pokonał debiutującego w chorzowskim zespole Krzysztofa Pilarza.

To było zasłużone prowadzenie Dyskobolii, którą wyraźnie rozruszał powrót do składu Radosława Majewskiego. Młody pomocnik znów popisywał się sprytnymi podaniami, a w 31. min omal nie zaskoczył Pilarza potężnym strzałem. Przy Majewskim odżył Adrian Sikora i tuż przed przerwą omal nie zdobył gola - z bliska trafił jednak głową w bramkarza Ruchu.

Goście grali bardzo bojaźliwie. Nie posłużyły im liczne zmiany w składzie, których świetnie znany w Grodzisku Duszan Radolsky dokonał po wyczerpującym dla chorzowian boju ligowym z Lechem Poznań. Szansę dostał m.in. były gracz "Kolejorza" Marcin Sobczak, ale niezgrabny napastnik był dla Dyskobolii zupełnie niegroźny. W drugiej części Radolsky dał mu do pomocy w ataku Piotra Ćwielonga. Słowak uznał najwidoczniej, że nie warto wracać do Chorzowa bez zdobycia bramki.

Mecz wyraźnie się rozkręcił. Obejrzeliśmy kilkanaście ładnych akcji, a niektóre z nich powinny nawet skończyć się golami. Więcej szans mieli gospodarze, a najbliżej podwyższenia prowadzenia byli w 80. min, gdy Adamski omal nie strzelił samobója. Ponadto dwie okazje zmarnował Sikora, a Piotr Rocki uderzył bardzo ładnie pod poprzeczkę, tyle że Pilarz świetnie zareagował i odbił piłkę.

W ostatnich minutach znów było słychać żywiołowy doping, bo Dyskobolia znalazła się w tarapatach. Ruch nacierał coraz groźniej, a niewiele brakowało, by po strzałach Ćwielonga czy Łukasza Janoszki osiągnął bramkowy remis. - W drugiej połowie graliśmy lepiej niż w pierwszej, ale nie udało się strzelić gola. A w pucharach to się bardzo liczy. Powalczymy w rewanżu, jesteśmy w stanie odrobić tę stratę u siebie - stwierdził Radolsky.

- Mecz miał dwa oblicza, w pierwszej połowie było dobrze, mieliśmy sporo sytuacji. W drugiej Ruch groźnie kontratakował - analizował szkoleniowiec gospodarzy Jacek Zieliński. - Nie chwalę dnia przed zachodem słońca, ale mam nadzieję, że za tydzień obronimy tę zaliczkę.



Dyskobolia Grodzisk - Ruch Chorzów 1:0 (1:0)

Bramka: Ivanovski (26. min)

Dyskobolia: Przyrowski - Mynar, Kumbev, Jodłowiec, Sokołowski - Piechniak (74. Telichowski), Świerczewski, Majewski, Lato (67. Rocki) - Sikora, Ivanovski (62. Kaźmierowski).

Ruch: Pilarz - Jakubowski Ż, Golem, Adamski, Brzyski - Pulkowski (70. Grzyb), Baran - Domżalski (46. Ćwielong), Nowacki, Balaz (77. Janoszka) - Sobczak.

Sędziował Jarosław Żyro z Bydgoszczy

Widzów 800