W Grudziądzu przebili ekstraklasę

Mecz piłkarzy Zawiszy z Olimpią w Grudziądzu pokazał, że bydgoszczanie są w stanie skutecznie powalczyć o awans do nowej II ligi. Po raz kolejny zawiódł niestety inny faworyt Chemik/Budstol.


To, co stało się w Grudziądzu, jeszcze długo będzie komentowane prze fanów obydwu drużyn. Prawie pięć tysięcy kibiców na trybunach, to prawie dwa razy tyle, ile pojawiło się na pojedynku Orange Ekstraklasy Groclin Grodzisk Wielkopolski - Zagłębie Sosnowiec (było niecałe 1,5 tys.). - To coś niesamowitego grać dla takiej publiczności - mówił kapitan Zawiszy Marcin Łukaszewski.

Problem w tym, że niektórych graczy publiczność chyba usztywniła. Choć Zawisza dobrze rozpoczął wiosnę, zdobywając w dwóch meczach cztery punkty, to widać, że niektórzy zawodnicy dalecy są od swojej normalnej dyspozycji. W Grudziądzu cieniem samego siebie był przede wszystkim Abraham Loliga.

- Wpuściłem go w drugiej połowie, by wzmocnił zespół, a on tymczasem go osłabił. Nie może tak ważny zawodnik popełniać takich błędów. Będę musiał z nim poważnie porozmawiać - mówi Piotr Tworek, trener Zawiszy.

W pojedynku z Olimpią nie spisał się też atak bydgoszczan. Valentin Dah wypadł słabo, a Piotr Bajera pomimo asysty do Arkadiusza Kozłowskiego, powinien wykorzystać przynajmniej jedną z dwóch dogodnych sytuacji.

- Uważam, że Valentin dobrze wykonał swoją pracę. Wygrał bardzo dużo pojedynków w powietrzu, i takie było jego zadanie, choć rozumiem, że napastników rozlicza się za strzelone bramki. Szkoda też, że tak doświadczony piłkarz jak Piotr nie zachował więcej zimnej krwi i nie pokonał bramkarza Olimpii - dodaje Tworek.

Jeszcze więcej powodów do zmartwień ma szkoleniowiec innego bydgoskiego czwartoligowca Piotr Gruszka. Prowadzony przez niego Chemik/Budstol dopiero w ostatniej minucie uratował remis na własnym stadionie z Mienią Lipno. Jeśli piłkarze z Glinek w niedzielę w Kowalu nie pokonają Kujawiaka, to bardzo prawdopodobne jest, że stracą fotel lidera IV ligi.