Z Gniewkowa: Toruń gra dla Harmattana

Wybrałem się w sobotnie popołudnie na mecz koszykarzy toruńskiego SIDEn z Harmattanem do maleńkiego Gniewkowa. Ma 7 tys. mieszkańców. To ok. 10 proc. toruńskiego osiedla Rubinkowo. Miasteczko II-ligową koszykówką żyje tak, jakby każdy mecz był wydarzeniem roku w gminie.
Miejsca w szkolnej sali sportowej zajęte już na dwie godziny przed startem spotkania. Później zajęty każdy wolny metr kwadratowy. Atmosfera świetna - czuć napięcie, wyczekiwanie na każdą udaną akcję, ogromną radość po celnych rzutach. Maleńka hala żyła meczem. Kiedy w przerwie rozmawialiśmy o fenomenie popularności basketu w Gniewkowie z przewodniczącym toruńskiej Rady Miasta, Waldemarem Przybyszewskim, zastanawialiśmy się, czego potrzebuje nasze miasto, by żyło koszykówką tak, jak chociażby przed dekadą, gdy w ekstraklasie grał zespół AZS.

Pieniądze? Na pewno. Ale również wizja sukcesu. Niewielkie Gniewkowo żyje perspektywą awansu do I ligi. Jest teraz jej bliżej niż Toruń. Ten sam Toruń, którego trenerzy wychowali najważniejszych obecnie graczy Harmattana - Krzysztofa Wilangowskiego, Tomasza Tracza, Radosława Plebanka, Tomasza Tlałkę. I ten sam Toruń, w którym owi zawodnicy na co dzień mieszkają, ale reprezentują już inne miasto.