Cracovia - Widzew: emocje czy nuda?

Trenerzy Cracovii i Widzewa stawiają przede wszystkim na defensywę i zabezpieczenie własnej bramki. Czy to oznacza, że w sobotę w Krakowie będzie nudno i bez bramek? - Wbrew pozorom to może być bardzo ciekawe spotkanie - uważa Kazimierz Węgrzyn, były zawodnik obu klubów, a dziś piłkarski ekspert
Cracovia była ostatnim klubem prawie 41-letniego Węgrzyna. Z nim awansował do ekstraklasy, a pierwszoligowy sezon 2004/2005 był jego ostatnim w karierze, bogatej w występy (361 gier w pierwszej lidze) i przede wszystkim kluby. Zanim bowiem związał się z Cracovią, był graczem m.in. Hutnika Kraków, GKS Katowice, austriackiego SV Ried, Wisły Kraków, Pogoni Szczecin i Widzewa. W łódzkim klubie rozegrał 38 meczów i zdobył cztery gole. - Oczywiście do wszystkich klubów, w których występowałem, mam sentyment, ale żadnego z nich nie wyróżniam - twierdzi. - Nawet jak oglądam mecze moich byłych drużyn, to jestem neutralny i tak samo będzie w sobotę w Krakowie, bo chyba wybiorę się na mecz Cracovii z Widzewem. Zawsze kibicuję zespołowi, który lepiej gra w piłkę.

A w tym roku lepiej grają krakowianie - na pewno są skuteczniejsi od łodzian w zdobywaniu punktów. Drużyna Stefana Majewskiego, który nomen omen wprowadził Widzew do ekstraklasy, nie przegrała pięciu kolejnych meczów, z czego dwa wygrała. Za sukces Cracovii na pewno należy też uznać wyjazdowy remis z Groclinem Grodzisk Wielkopolski, który wcześniej wygrywał mecz za meczem. - Cracovia zrobiła postęp w porównaniu z rundą jesienną - uważa Węgrzyn. - Po zmianie ustawienia defensywy z trójki na czwórkę traci mało bramek i także dzięki temu wiosną jeszcze nie przegrała. Jest moim zdaniem faworytem meczu z Widzewem. Głównie ze względu na to, że gra u siebie, a ostatnio pokonała w Krakowie Górnika Zabrze aż 3:0. Piłkarze mają w pamięci tamten wynik i na pewno będą chcieli go powtórzyć.

Węgrzyn, który obecnie jest ekspertem i komentatorem stacji Canal+, widział w tym roku dwa mecze Widzewa. - W Krakowie z Wisłą łodzianie mi się podobali, grali agresywnie, atakowali rywali już na ich połowie. W Chorzowie z Ruchem było zupełnie inaczej, grali zachowawczo, mało odważnie. Z jednej strony rozumiem, że trener Marek Zub ustawia zespół defensywnie i liczy na zdobycie chociaż punktu na wyjeździe, ale to chyba nie do końca popłaca. Z boisk rywali Widzew przywiózł w tym roku tylko jeden punkt, a to trochę za mało. Lokalny rywal ŁKS jest coraz bliżej w tabeli i dla widzewiaków zaczyna się robić niebezpiecznie - mówi.

Drużyna Zuba rzeczywiście nie jest w najlepszej sytuacji. Nad strefą spadkową ma tylko trzy punkty przewagi. W przypadku porażki w Krakowie i wygranej ŁKS z Zagłębiem Lubin, drużyna z al. Unii może wyprzedzić Widzew w tabeli. Cracovia nie musi się o to martwić, ale też wciąż potrzebuje punktów. - Trenerzy obu drużyn stawiają zwykle na defensywę, chcą przede wszystkim nie dopuścić do straty gola, ale teraz muszą grać o zwycięstwo - uważa Węgrzyn. - Dlatego moim zdaniem ten mecz wcale nie musi być nudny.

O emocje zadbać mają przede wszystkim piłkarze. Widzew pojechał do Krakowa mocno osłabiony, bo bez dwóch piłkarzy podstawowego składu - kontuzjowanych Wojciecha Szymanka i Macieja Kowalczyka. Tego pierwszego w środku obrony zastąpi najprawdopodobniej Piotr Stawarczyk, a Kowalczyka - Łukasz Mierzejewski, chociaż w kadrze są także trzej inni napastnicy - Piotr Grzelczak, Gustavo i Krzysztof Sokalski.

Czy w pierwszej jedenastce znajdą się miejsca dla Łukasza Brozia, Piotra Kuklisa i Stefano Napoleoniego? - Każdy piłkarz, który jest w kadrze, ma szansę na grę - powtarza trener Zub.

Jesienią Widzew pokonał u siebie Cracovię 2:0 po golach Saszy Bogunovicia (znów nie ma go w meczowej kadrze) oraz Adriana Budki.