Stefano Napoleoni ukarany

Stefano Napoleoni został ukarany za swoje zachowanie podczas meczu z Legią. - Miejscem pracy piłkarza jest boisko, szczególnie w trakcie meczu. Zobowiązuje go do tego kontrakt. Napoleoni opuścił samowolnie miejsce pracy, do tego zachował się nagannie uderzając w ławkę i drzwi - mówi Grzegorz Bakalarczyk, wiceprezes Widzewa odpowiedzialny za sprawy sportowe
W sobotę Napoleoni w ogóle nie wszedł na boisko. Kiedy Marek Zub, trener Widzewa, wykorzystał trzecią, ostatnią zmianę, zdenerwowany Włoch uderzył pięścią w ławkę rezerwowych i poszedł do szatni. Tam kopnął w drzwi robiąc w nich dziurę. - Nie chcę komentować tego, co się stało w sobotę - mówi Napoleoni. - Powiem tylko tyle, że byłem gotowy do gry i bardzo zależało mi na występie przeciwko Legii. Zdaję sobie sprawę, jak rywalizacja z tą drużyną jest ważna dla kibiców. Nie dostałem szansy, więc byłem bardzo smutny i rzeczywiście bardzo zdenerwowany. Ale chyba każdy, kto jest ambitny i komu tak bardzo zależy na zwycięstwach swojej drużyny, czułby się tak samo.

Zaraz po meczu Marek Zub zapowiedział ukaranie zawodnika. We wtorek zwrócił się do piłkarzy, by i oni ustalili, jaką karę powinien ponieść Napoleoni.

Rozmowa z Grzegorzem Bakalarczykiem przeprowadzona została we wtorek tuż po południu. Wieczorem wiceprezes Widzewa spotkał się z piłkarzem. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, Włoch będzie musiał zapłacić karę, nie większą jednak niż 3 tys. zł, czyli największą jaką przewiduje regulamin.

Rozmowa z Grzegorzem Bakalarczykiem*

Bartłomiej Derdzikowski: Czy Stefano Napoleoni poniesie karę?

Grzegorz Bakalarczyk: Na pewno. Mamy w klubie wewnętrzny regulamin. Na pewno z nim porozmawiam, potem zdecydujemy o ukaraniu go.

Za co? Za pójście do szatni w trakcie meczu, uderzenie pięścią w ławkę rezerwować czy kopnięcie w drzwi do szatni?

- Miejscem pracy piłkarza jest boisko, szczególnie w trakcie meczu. Zobowiązuje go do tego kontrakt. Napoleoni opuścił samowolnie miejsce pracy, do tego zachował się nagannie uderzając w ławkę i drzwi.

Drzwi da się naprawić?

- Na pewno trzeba je będzie wymienić. To chyba zrozumiałe, że Napoleoni musi ponieść karę. Gdyby pan poszedł do gabinetu szefa i zniszczył mu drzwi, też miałby pan chyba kłopot.

Grozi mu wyrzucenie z Widzewa?

- Kary w regulaminie są różne: od finansowej do rozwiązania kontraktu. Zobaczymy. Najpierw z nim porozmawiam.

Jesienią od pierwszej drużyny odsunięty został Joseph Oshadogan...

- Ale miał na sumieniu o wiele więcej. Trzy razy mieliśmy z nim problemy. Nie mogliśmy dojść z nim do porozumienia, jego zachowanie było naganne. Może to przez specyficzny charakter południowca.

Porozmawiajmy o meczu Widzewa z Legią. Jest pan zadowolony z gry drużyny?

- Pierwsza połowa w naszym wykonaniu była bardzo dobra. Piłkarze Legii nie mogli nic zdziałać, ale nie dlatego, że są w słabej formie, tylko że my na nic im nie pozwoliliśmy. Nie zdziałali nic skrzydłami, nasi pomocnicy odcięli napastników Legii od podań. Niestety jeden błąd i indywidualne zagranie Piotra Gizy zdecydowało o naszej porażce. Najpierw nie powinno się pozwolić Wawrzyniakowi podać do Gizy, potem Ugo Ukah mógł przeciąć lot piłki, a gdyby Piotrek Stawarczyk stał pół metra w innym miejscu, nie dopuściłby do strzału Gizę. Indywidualne zagrania zdecydowały więc o wyniku, ale cała drużyna grała dobrze, spełniła założenia.

Moim zdaniem o porażce zdecydowało to, że Widzew nie stworzył ani jednej bramkowej sytuacji, w ofensywie nie istniał. A Legia na pewno była do ogrania.

- To klasowy zespół, w ostatniej kolejce wygrał z Zagłębiem Lubin aż 3:0.

A wcześniej przegrał z Zagłębiem Sosnowiec, ostatnią drużyną w tabeli.

- Każdy mecz jest inny. Na pewno Legia jest teraz lepszą drużyną od nas.

Przestraszyliście się i dlatego Widzew zagrał tak bojaźliwie?

- To co, mieliśmy się odkryć? Iść z Legią na wymianę ciosów i przegrać 0:4? To byłoby samobójstwo. Nasi piłkarze grali dobrze, nie pozwolili Legii na dużo, starali się.

Czyli porażka tylko 0:1 to dobry wynik? Powinniśmy się cieszyć?

- Porażka nigdy nie jest dobra, więc na pewno nie można się cieszyć z przegranej 0:1. Będziemy analizować ten mecz, ale na pewno nie powiemy, że jest bardzo źle. Ukah zneutralizował Chinyamę, mieliśmy przewagę w środku pola. Gdyby poszła jedna dobra kontra, to moglibyśmy wygrać.

Ale nie poszła...

- Piłkarze są tylko ludźmi, starali się, ale nie wyszło. Nie najlepsza była zmiana Piotra Kuklisa. Liczyliśmy, że będzie miał tak dobre wejście jak w meczu z Odrą Wodzisław, że może odmieni losy meczu. Ale się nie udało.

Nie uważa pan, że Napoleoni i Kuklis powinni grać od początku. To najbardziej kreatywni piłkarze Widzewa?

- Co to znaczy kreatywni?

To tacy gracze, którzy strzelili dla drużyny najwięcej goli, potrafiący wygrać pojedynek jeden na jednego i podać na czystą pozycję do kolegów.

- To temat na dłuższą dyskusję.

Czyli jest jakieś drugie dno? Oni nie grają z jakiegoś powodu?

- Sztab szkoleniowy widzi piłkarzy na co dzień, wie, jakie mają problemy, jak trenują, czy się starają, czy nie. O nic więcej nie chodzi.

Dlaczego nie powie pan wprost, że Kuklisowi zarzucacie odpuszczenie meczu z Zagłębiem Lubin, a Łukaszowi Broziowi z PGE GKS Bełchatów?

- Są pewne przyczyny, dla których niektórzy piłkarze na razie nie grają. W kadrze jest ponad 20 piłkarzy, szanse mają wszyscy. Na pewno nie chcemy nikogo zniszczyć.

Trener Marek Zub może być pewny pracy bez względu na wyniki?

- A ma pan jakiegoś kandydata na jego miejsce?

Nie mam. Jestem dziennikarzem, więc pytam.

- Trener Zub ma ważny kontrakt. Budowanie drużyny nie trwa chwilę, a ja widzę, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Nie sądzę więc, by trener mógł stracić pracę.

* Wiceprezes Widzewa odpowiedzialny za sprawy sportowe

Czy Stefano Napoleoni zasłużył na karę?