Banu Can: W polskich turniejach najlepsi są kibice

- W innych krajach taka impreza to po prostu turniej. W Rzeszowie z kolei to był spektakl. To jest coś więcej niż sport - mówi o turnieju Final Four Challenge Cup, który odbył się w Rzeszowie, Turczynka Banu Can, wiceprezydent europejskiej federacji siatkówki


Marcin Lew: Jak Pani ocenia rzeszowski turniej pod względem organizacyjnym i sportowym?

Banu Can: Wszystko było w jak najlepszym porządku. Nie znalazłam żadnych uchybień. Publiczność nie zawiodła, na hali cały czas były zabawa, muzyka, tańczące dziewczyny. Jeśli chodzi o zakwaterowanie nas, a także drużyn oraz transport z hali i na halę, też wszystko było dograne w najmniejszych szczegółach. Był również czas na zobaczenie waszego miasta.

Organizacja była perfekcyjna. Szkoda tylko, że wasz zespół zajął ostatnie miejsce. Wiadomo, że gdyby Resovia wygrała, wszystko byłoby super.

A jak wypadł ten turniej w porównaniu z innymi imprezami podobnego typu w Europie?

- Tydzień temu byłam na podobnym turnieju, tylko kobiecym, w Belgradzie [Final Four Pucharu CEV - przyp. red.]. Organizacyjnie też wszystko było w najlepszym porządku, tam jednak to jest tylko turniej. W Rzeszowie z kolei to spektakl. To jest coś więcej niż sport. Ja właśnie tak to widzę i tak to odczuwam. W Polsce najlepsi na turniejach są kibice. Gdzie indziej na mecze przyszłoby osiemset czy tysiąc kibiców. Tutaj hale są pełne.

To dlatego w tym roku aż dwa finały europejskich pucharów odbywają się w Polsce? Za nami Final Four Challenge Cup w Rzeszowie, a już w sobotę w Łodzi rozpocznie się finałowe starcie w Lidze Mistrzów.

- Tak, to miało duże znaczenie.

To pierwsza Pani wizyta w Polsce?

- Nie. Byłam już raz w zeszłym roku, na spotkaniu europejskiej federacji.

Miała Pani czas na zwiedzanie Rzeszowa? Jak się Pani podoba nasze miasto?

- Byłam w rzeszowskich podziemiach, a także zwiedzałam miasto podczas wycieczki, na którą zaprosili nas organizatorzy imprezy. Miasto mi się spodobało, ale akurat czas, w którym tutaj jesteśmy, nie był najlepszy na zwiedzanie, bo macie święta i dużo miejsc jest pozamykanych. Dodatkowo nie miałam zbyt wiele siły na zwiedzanie, bo byłam zmęczona.

A jak oceni Pani rzeszowską publiczność? W sobotę trybuny były pełne, ale w niedzielę przyszło już znacznie mniej kibiców.

- To jest tak jak wszędzie. Jeśli w sobotę wasza drużyna pokonałaby Modenę, to w niedzielę przyszłoby więcej kibiców. Poza tym trzeba pamiętać o świętach, które wypadły w trakcie turnieju.

Jak CEV zapatruje się na sprawę ograniczenia liczby obcokrajowców w klubach? Światowa federacja (FIVB) mówi o dwóch zawodnikach. Jakie jest stanowisko CEV i jak to będzie uregulowane w przyszłym sezonie w rozgrywkach organizowanych przez europejską federację?

- W każdym kraju trwa w tej chwili dyskusja na ten temat, bo jest to dość nurtujący problem. Jest propozycja, żeby dwa najbliższe sezony były przejściowe i wtedy mogliby grać zawodnicy z Unii Europejskiej i dwóch spoza niej. Wszyscy jednak mówią, że to jest nie fair dla takich krajów jak np. Turcja czy Serbia. W czerwcu podczas kongresu w Dubaju zapadnie ostateczna decyzja w tej kwestii.

W Polsce rozpoczęła się ostatnio dyskusja nad wprowadzeniem powtórek akcji dla sędziów, aby pomóc im w podejmowaniu kluczowych decyzji. Co o takim pomyśle sądzi centrala CEV? Czy taka pomoc jest potrzebna? Czy CEV zamierza też pójść w tym kierunku?

- Myślę, że sam pomysł pomagania sędziom w ten sposób jest bardzo dobry. Czasami bowiem zawodnicy mają pretensje o jedną czy dwie piłki. Oczywiście, trzeba pamiętać, że wszyscy jesteśmy ludźmi i możemy się mylić, ale gdy jakieś pomyłki mają miejsce w krytycznych momentach i decydują o tym, kto wygra, a kto przegra mecz, to jest duży problem.

Nawet w Rzeszowie rozmawialiśmy na ten temat z sędziami, którzy zgodnie stwierdzili, że jeśli chodzi o piłkę w boisku czy też aut, to przy opracowaniu odpowiedniego systemu kamer można to stwierdzić. Gorzej jednak z piłką po bloku, bo powtórki z kamer nie zawsze jednoznacznie pokazują, czy dotknięcie było, czy nie.

Jak to się stało, że tak młoda osoba jak Pani jest wiceprezydentem europejskiej federacji?

- Kiedy miałam 26 lat, zostałam wybrana na kongresie w Rzymie. Wcześniej grałam w siatkówkę, byłam rozgrywającą w drużynie z Ankary. Z racji tego, że mój tato był prezydentem federacji tureckiej, pomagałam jako wolontariuszka przy organizacji imprez w kraju. Nagle zaistniała potrzeba, żeby kogoś zgłosić do CEV, i ja akurat byłam pod ręką. Wybrano mnie w tajnych wyborach i od tego momentu zaczęłam funkcjonować w europejskich strukturach.

A jaka jest Pani prywatnie? Co Pani lubi, a czego nie?

- Jestem jak każda inna 30-latka. Po pracy lubię spotkać się z przyjaciółmi, wyjść gdzieś, napić się czegoś. Zazwyczaj dużo podróżuję po Europie na turnieje, mecze, konferencje, spotkania. Przed przylotem do Rzeszowa byłam w Belgradzie, później lecę do Liechtensteinu. W następny weekend z kolei jadę do Belgii. Jestem bardzo zajęta, bo wiele podróżuję, ale lubię to. Niestety, wtedy zostaje bardzo mało czasu na spotkania z przyjaciółmi.

*Banu Can - wiceprezydent CEV (europejskiej federacji siatkówki), 30-letnia Turczynka, była delegatem CEV na turniej Final Four Challenge Cup