Siatkarki z Dąbrowy Górniczej bliżej pozostania w ekstraklasie

Siatkarki MKS-u Dąbrowa Górnicza wygrały najważniejszy mecz podczas krótkiej, bo ledwie kilkumiesięcznej przygody w Lidze Siatkówki Kobiet. Zwycięstwo z Centrostalem Bydgoszcz znacznie przybliża beniaminka do utrzymania się w elicie.
Bój to był niezwykły - zespoły okładały się przed 135 minut. Dąbrowianki były już o krok od zwycięstwa za trzy punkty, ale cieszyły się dopiero po piątym secie. - Trochę na własne życzenie. Teraz jesteśmy na siebie bardzo złe - mówiła Ewelina Sieczka, najlepsza zawodniczka meczu.

Dąbrowianki jeszcze na dobre nie zaczęły grać, a już miały poważny kłopot. Pierwsza piłka nad siatką, pierwsze mocne zbicie i, niestety dla MKS-u, pierwsza kontuzja. Magdalena Piątek, pierwsza atakująca beniaminka, po ataku spadła na parkiet tak nieszczęśliwie, że skręciła kolano.

24-letnia zawodniczka przez chwilę leżała na parkiecie zanosząc się od płaczu. Kibice, którzy jeszcze kilka sekund wcześniej zdzierali gardła, obserwowali dramat Piątek w milczeniu. Zawodniczka już nie stanęła na kontuzjowaną nogę. Z parkietu znieśli ją trenerzy, dopiero gdy usiadła na podstawionym krześle.

W podstawowej szóstce Piątek zastąpiła Marzena Wilczyńska, która zmagała się z dodatkowym stresem - miała pogrążyć zespół ze swojego rodzinnego miasta. - Marzena dała fantastyczną zmianę, ale niestety nie wytrzymała do końca. Takie są prawa młodości - wzdychał Wiesław Popik, szkoleniowiec MKS-u.

Gdy siatkarki zaciekle walczyły punkt za punkt, swój pojedynek toczyli też trenerzy, którzy po udanych akcjach szukali wzroku przeciwnika. Do pierwszej próby sił doszło tuż przed pierwszym gwizdkiem. Maciej Kosmol na powitanie szarpnął ręką Popika tak mocno, że ten stracił równowagę.

Nie wiadomo, czy szkoleniowiec Centrostalu zna wyniki ostatnich badań brytyjskich naukowców, ale zgodnie z ich zaleceniem ubrał się na czerwono. A to według Brytyjczyków bardzo się w sportowej rywalizacji przydaje, bo oznacza: "Jestem groźny, nie masz szans!". Bydgoszczanki grały co prawda ubrane na granatowo, ale i tak sprawiły naszej drużynie masę problemów.

- To dlatego, że nie zagrałyśmy na naszym, dobrym poziomie. Powinnyśmy pójść za ciosem i wygrać za trzy punkty - martwiła się Ewa Cabajewska, kapitan zespołu. Piąty set dostarczył niecodziennych emocji. Sieczka kończyła nawet najtrudniejsze ataki, a Krystyna Tkaczewska podbijała piłki, po których kibice mieli dreszcze!

- Dąbrowianki podbiły masę piłek i to nawet tych niewyobrażalnie trudnych - chwalił Kosmol. - Przyjechałyśmy tutaj po trzy punkty, potem liczyłyśmy na dwa, a zostajemy z jednym. Trudno - kręciła głową Joanna Kuligowska.

Na dwie kolejki przed zakończeniem sezonu zasadniczego zespół z Dąbrowy Górniczej ma nad rywalem z Bydgoszczy punkt przewagi. Obie drużyny grają jeszcze z mocną Muszynianką (Centrostal na wyjeździe, MKS u siebie) i trudno przypuszczać, by urwały jej punkty. Jeżeli ten scenariusz się sprawdzi, beniaminkowi do utrzymania potrzeba zwycięstwa w wyjazdowym spotkaniu z najsłabszą drużyną LSK-em AZS Białystok. - Co robić... Dalej będziemy ciułać punkty, licząc na szczęśliwy koniec - rozłożyła ręce Cabajewska.

MKS Dąbrowa Górnicza3 (26, 25, 20, 21, 15)
Centrostal Bydgoszcz2 (24, 21, 25, 25, 13)
MKS: Wysocka, Matyjaszek, Sieczka, Czerwińska, Piątek, Lis, Tkaczewska (l) oraz Wilczyńska, Białobrzeska, Pazderska, Cabajewska

Centrostal: Kuczyńska, Łunkiewicz, Sciurka, Liniarska, Malinowska, Tsekova, Leśniewicz (l) oraz Kowalkowska, Naczk, Kuligowska, Gałkina