Bytomianin chce rządzić polskim hokejem

Mariusz Wołosz zapowiada, że wystartuje w wyborach na prezesa Polskiego Związku Hokeja na Lodzie. 31-latek, były bokser, ma szansę zostać kandydatem klubów naszego regionu. Jeżeli wygra, to zwolni trenera kadry Rudolfa Rohaczka
Kilka tygodni temu pisaliśmy o wyborczych ambicjach działaczy ze Śląska, którzy planują przejęcie władzy w polskim hokeju. Choć potencjalnych kandydatów na zastąpienie Zenona Hajdugi było wielu, to jednak nikt nie chciał potwierdzić udziału w wyborach. Zaprzeczał także Wołosz, teraz zmienił jednak zdanie.

Maciej Blaut, Wojciech Todur: Co takiego stało się w ostatnich tygodniach, że postanowił Pan jednak walczyć o fotel prezesa PZHL-u?

Mariusz Wołosz: Z taką decyzją nie można wyrywać się zbyt wcześnie, bo kandydaturę łatwo spalić. Uważam, że teraz nastał dobry czas, by to ogłosić. Wiadomo już, kto opuszcza ekstraligę, a tym samym, kto będzie żądał, żeby ją powiększyć. Ale - co najważniejsze - jestem już po wielu rozmowach z osobami, które zadeklarowały mi pomoc. Jeśli wygram, to stworzę dobry zespół pracujący na rzecz hokeja. Nazwiska? Jeszcze nie teraz. Ale przed samymi wyborami nie będę robił z tego tajemnicy.

Kto stoi za Pana kandydaturą?

- Nie stoi za mną żadna grupa, co nie oznacza, że nie mam poparcia osób, na które w przypadku zwycięstwa mogę liczyć. Nie znam się na wszystkim, dlatego skorzystam z pomocy specjalistów.

Chce być Pan zawodowym prezesem związku?

- Tak. W hokeju jest tak dużo do zrobienia, że trzeba się temu całkowicie poświęcić. Nie mieszkam w Warszawie, ale dam sobie radę - to kwestia organizacji pracy i doboru odpowiednich ludzi. O przeprowadzeniu związku na Śląsk raczej nie ma mowy. Dodam, że wcale nie widzę potrzeby, aby PZHL wyczyścić do dna. Jest tam kilka osób, które dobrze pracują. Pewnie nikt nie słyszał o Annie Wytrychowskiej, a to jest kobieta, która - moim zdaniem - kieruje tym związkiem! Gdyby jej zabrakło, to PZHL znalazłby się w tarapatach.

Jakie są Pańskie kompetencje do bycia prezesem?

- Trudno mi mówić o sobie, nie zamierzam się chwalić. Ważniejsza jest opinia innych na mój temat. Mogę tylko powiedzieć, że czuję się zdolny i odpowiednio przygotowany pod każdym względem do rozwiązywania problemów polskiego hokeja.

Czy Pańska działalność polityczna nie jest przeszkodą?

- Chcę być w pełni przygotowany do pracy prezesa, dlatego przestanę działać w polityce, gdy przyjdzie na to czas. Jestem członkiem SLD, ale w swojej pracy zawsze dobierałem ludzi z różnych opcji.

Rozmawialiśmy z działaczami kilku klubów z naszego regionu. Dwóch powiedziało, że Pana poprze. Trzeci, że decyzję podejmie po zakończeniu sezonu. Czy ma Pan ambicje, żeby być jedynym kandydatem ze Śląska?

- Pewnie, że chciałbym mieć za sobą nasz region, ale przecież nie mogę się ograniczać tylko do Śląska. Tu przecież chodzi o polski hokej! Rozmawiam z wszystkimi. Mam pomysł na hokej i staram się innych do niego przekonać.

Jaki to pomysł?

- Nie ogranicza się tylko do ligi, reprezentacji. Ci, którzy tak mówią, nie dostrzegają, że za nimi jest już tylko spalona ziemia. Chcę w gruntowny sposób zmienić system szkolenia dzieci i młodzieży.

Zlikwiduje Pan Szkoły Mistrzostwa Sportowego?

- Szkoły zostaną. Jeżeli będę prezesem, to za dwa lata obie szkolne drużyny zostaną zgłoszone do czeskiej ligi juniorów i zaczną brać udział w międzynarodowych turniejach. Nasi zawodnicy będą tam grać tak długo, aż przynajmniej zbliżą się poziomem do zawodników z Czech. Dzisiejszy SMS to wyrzucanie pieniędzy w błoto. Nie podoba mi się to, że tak mało zawodników szkół trafia do reprezentacji, a przynajmniej stanowi o sile ligi.

Wybory na prezesa każdego sportowego związku to najczęściej konkurs na to, kto więcej obieca. Weźmie Pan w nim udział?

- Nie będą ścigał się na deklaracje. To nie w moim stylu. Na ostatnim spotkaniu prezesów klubów rozmawiano o milionie złotych, które zaproponował Zdzisław Ingielewicz - kandydat ustępującego prezesa Zenona Hajdugi. Dla mnie to kiełbasa wyborcza. Każdy, kto chociaż trochę zna się na hokeju, wie, że taki milion to kropla w morzu potrzeb. Zostanie przejedzony w oka mgnieniu. Nie będę podbijał bębenka, nie powiem, że załatwię dwa miliony. Czy reprezentacji jest potrzebny milion? Na pewno by się przydał. Jednak trzeba zacząć od podstawowych rzeczy - razi mnie na przykład brak wozu technicznego, takiego do napraw sprzętu. W całym hokejowym świecie to norma, a u nas takiego cudu nie ma. Zacznijmy od zmian możliwych od zaraz. W statucie związku jest zapis, że PZHL może prowadzić własną działalność gospodarczą. Do tej pory nikt z niego nie korzystał, ja zamierzam to zrobić.

Pieniądze jednak by się przydały. Znajdzie Pan sponsora dla ligi, dla kadry?

- Jeżeli znajdzie się człowiek, który powie, że na dzień dobry załatwi 10 milionów złotych, to już mnie nie ma. Jednak wszyscy wiemy, że takiej osoby, niestety, nie ma. Szukajmy więc ludzi, którzy będą chcieli takie pieniądze wypracować. Myślę, że jestem takim człowiekiem. Co nie oznacza, że nie rozmawiam z potencjalnymi sponsorami. Czasu jest mało, więc prowadzę takie rozmowy, nie czekając na wynik wyborów.

Koniunkturę na sporty zespołowe napędzają sukcesy reprezentacji. W hokeju pewnie przez najbliższych 20 lat niczego takiego nie należy oczekiwać.

- Jesteście, panowie, pesymistami. Nie musimy być skazani na stagnację. Choć przyznaję, że z dnia na dzień reprezentacja nie zacznie grać lepiej. Dlatego trzeba umieć sprzedać Polską Ligę Hokejową.

Ma Pan jakiś pomysł jak "wykorzystać" Mariusza Czerkawskiego?

- To niewątpliwie wielka postać. Naszego hokeja nie stać - i jeszcze długo nie będzie - by tego nie dostrzegać. Aż mnie trzęsie na samo wspomnienie, jak potraktował go ostatnio trener Rudolf Rohaczek, a przynajmniej jak zostało to przekazane.

Uciekł Pan od pytania... Ma Pan pomysł na Czerkawskiego?

- Chciałbym, żeby był po mojej stronie. Mariusz - z tego co wiem - jeszcze nikogo nie poparł. Chciałbym, żeby Mariusz promował hokej, szczególnie wśród dzieci. Mam też pomysł na program telewizyjny - myślę, że to też byłoby dla niego świetne miejsce. Co tu dużo mówić, jeżeli nawet pokazywałbym się codziennie w różnych telewizjach, to i tak nigdy nie przebiję Mariusza.

Wspomniał Pan o trenerze Rohaczku. Jeżeli zostanie Pan prezesem, to ta współpraca będzie kontynuowana?

- Nie. Trener kadry powinien się zmienić. Jest wiele pozytywnych elementów, które wprowadził do gry naszego zespołu, ale to już raczej szczyt możliwości. Ponadto rozwiązanie, że szkoleniowiec reprezentacji jest jednocześnie zatrudniony w klubie, jest dla mnie nie do przyjęcia.

To jaki jest Pana pomysł na nowego selekcjonera?

- Możliwości są dwie. Wybieramy polskiego trenera, który ma jednocześnie pieczę nad całym systemem szkolenia, lub obcokrajowca. W drugim przypadku pracę takiego trenera i tak nadzorowałby Polak. To on byłby odpowiedzialny za system.

Kandydaci?

- Podzielę się tą informacją przed samymi wyborami.

Co z ligą? Powiększamy, zmniejszamy, a może formuła open?

- Na dziś nie widzę możliwości zmiany kształtu ligi. Zresztą podobnie mówi większość klubowych działaczy. Zmiany nie są złe, ale nie z zaskoczenia, tuż po sezonie. O tym trzeba rozmawiać z minimum dwuletnim wyprzedzeniem.

Olbrzymi problem polskiego hokeja to stan lodowisk. Jest Pan zwolennikiem wprowadzenia - wzorem piłki nożnej - systemu licencyjnego?

- Ależ ten system już powinien działać! To, że go jeszcze nie ma, to dowód słabości związku. Doskonale wiem, że obiekty to podstawa, bo jako prezes Polonii przeprowadziłem setki rozmów ze sponsorami i zawsze musiałam ich przygotowywać na widok, jaki zastaną na naszym lodowisku. Kiedyś chciałem zaprosić do Bytomia drużynę z rosyjskiego Dmitrowa. W klubie się ze mnie śmiano, że nasz obiekt mogliby uznać za magazyn.

Kolejny problem to sędziowie.

- Za dwa lata arbitrzy powinni przejść na garnuszek PZHL-u. Jestem w trakcie tworzenia systemu motywacyjnego, który będzie ich zachęcał do udziału w międzynarodowych szkoleniach, a tym samym podwyższania kwalifikacji.

Kibice narzekają na brak hokeja w telewizji.

- Nie mogę zrozumieć, dlaczego TVP nie podaje w wiadomościach sportowych wyników ligi hokejowej. Miałem okazję poznać Roberta Korzeniowskiego i wiem, że to tylko kwestia dogadania się. Jestem zwolennikiem obecności hokeja w telewizji publicznej, choć to oczywiście sprawa otwarta.

Kibicuje Pan Polonii Bytom?

- Oczywiście, ale obiecuję, że jako prezes nie będę jej sprzyjał. Mam nawet pewne obawy, że w moim mieście będę odbierany krytycznie za to, że Polonii nie foruję. Ja nawet nie mam pewności, że Polonia mnie w wyborach poprze! Słyszałem coś o szykujących się zmianach w zarządzie, dlatego nie wiem, kto będzie delegatem klubu na zjazd wyborczy. Doceniam sukces sportowy klubu, czyli utrzymanie się, ale organizacyjnie oceniam go negatywnie i mam obawy o jego przyszłość. Traktuję to zresztą jako swoją osobistą porażkę. W drugiej połowie sezonu, gdy zabrakło pieniędzy w klubowej kasie, pomagałem drużynie, o czym pewnie wie tylko dyrektor Adam Fras. Gdyby nie on, to sezon w Bytomiu skończyłby się już w styczniu.

Jak Pan ocenia swoje szanse na wygranie wyborów?

- Jeżdżę po Polsce, prowadzę wiele rozmów i wyczuwam, że jest olbrzymie oczekiwanie na przesilenie w hokeju. A ja jestem gwarantem poważnych zmian i dlatego to dobrze rokuje mojej kandydaturze.



Mariusz Wołosz

31 lat. Mieszka w Bytomiu. Ma żonę i 13-miesięcznego syna. Jest magistrem pedagogiki. Przez jedenaście lat uprawiał boks (Szombierki Bytom, Polonia Świdnica, GKS Jastrzębie). Od sześciu lat dyrektoruje Miejskiemu Ośrodkowi Sportu Młodzieżowego, jest też prezesem Szkolnego Związku Sportowego w Bytomiu. Sprawuje mandat radnego w Bytomiu.

Rywale Wołosza

Nowego prezesa PZHL-u mamy poznać 14 czerwca podczas zjazdu delegatów związku, ale już dziś wiadomo, że kandydatów będzie kilku. O reelekcję na pewno nie będzie się ubiegał Zenon Hajduga. Prezes PZHL-u ma jednak swojego kandydata - postawił na Zdzisława Ignielewicza, przed laty działacza Unii Oświęcim. Ambicje pokierowania związkiem mają też ludzie z Podhala Nowy Targ. Najpierw mówiono o Andrzeju Podgórskim, prezesie klubu, a teraz o Wiesławie Wojasie, jego sponsorze i właścicielu. W grę wchodzi też Jacek Chadziński, były sędzia hokejowy, który zabiega o poparcie. Jest jeszcze tzw. grupa tyska. Czy jej kandydatem będzie Andrzej Skowroński, prezes GKS-u? Z naszych informacji wynika, że "tyszanie" chcieli namówić do kandydowania biznesmena związanego z branżą budowlaną, ale ten się nie zgodził. W nieoficjalnych rozmowach pada jeszcze nazwisko Leszka Tokarza, prezesa hokeistów GKS-u Katowice. Nasz informator twierdzi jednak, że Tokarz poprze Wołosza...