Wielki talent z Suwałk uratuje Zagłębie?

Mieszkańcy Podlasia mówią, że ich ziemia lepszego piłkarza dotąd nie wydała. Małecki nie miał jeszcze 13 lat, gdy zainteresowały się nim najlepsze polskie kluby. Teraz poprowadził Zagłębie do zwycięstwa z Legią.
- Tym meczem udowodniliśmy, że stać nas na utrzymanie w lidze! Teraz czas na Jagiellonię Białystok - odgraża się piłkarz wypożyczony do końca sezonu z Wisły Kraków. - To świetny chłopak. Marzy mi się, że zostanie u nas na dłużej. To przecież przyszły reprezentant Polski - podkreśla Paweł Hytry, prezes sosnowieckiego klubu.

O wielkim talencie Małeckiego mówi się nie od dziś. - To było jeszcze dziecko, a drzwi jego domu już się nie zamykały. Do Suwałk przyjeżdżali skauci, działacze, trenerzy. Wisła, Legia, Widzew... - wspomina Artur Łabacz, pierwszy trener piłkarza. Wisłę pamiętają w Wigrach Suwałki - pierwszym klubie 20-letniego dziś napastnika - jak najgorzej. Jan Adamczewski, kierownik drużyny, z nerwów aż się trzęsie. - Za 500 zł nam go zabrali! Ech, szkoda gadać - macha ręką.

Piłkarza podobno namówili na transfer bracia Janusz i Bogdan Basałajowie - przed laty działacze i prezesi klubu spod znaku "Białej Gwiazdy", którzy także pochodzą z Suwałk. - To nie miało nic do rzeczy. Liczyło się, że Patryk idzie do mocnego, świetnie zorganizowanego klubu - zapewnia Łabacz. - Bez rodziny, kolegów czułem się na początku strasznie samotny. Miałem raptem 13 lat i przez pierwsze miesiące bardzo tęskniłem. Piłka pozwoliła mi jednak przyzwyczaić się do nowego miejsca i ludzi - wspomina zawodnik. Bo też piłka zawsze była dla Małeckiego najważniejsza. - Czasami wychodził przed blok, w którym mieszkał, już o piątej rano i kopał tak długo, aż dołączyli do niego koledzy. Mieszkaliśmy wtedy obok siebie, więc miałem go na oku. Każdy, kto chociaż trochę znał się na piłce, wiedział, że drzemie w nim olbrzymi potencjał - mówi Łabacz.

Małecki, chociaż opuścił Suwałki jako dziecko, to i tak zdołał zapaść w pamięci miejscowym kibicom. To bowiem typ piłkarza, któremu piłka klei się do buta, w juniorach wygrał wiele spotkań w pojedynkę. - Nie znosił przegrywać. Gdy już jego zespół stracił gola, to potrafił wyrwać piłkę z rąk bramkarza, przedryblować sześciu, siedmiu zawodników i zaraz doprowadzić do wyrównania - zapewnia Łabacz.

Kibice Zagłębia po raz pierwszy przekonali się o umiejętnościach Małeckiego podczas Memoriału im. Włodzimierza Mazura. Zawodnik momentami ośmieszał zagubionych rywali. - Proszę nie przesadzać. W juniorach to jednak było zupełnie inne granie. Wciąż uczę się dorosłej piłki - mówi skromnie.

Gdy półroczne wypożyczenie Małeckiego do Zagłębia stało się faktem, wśród kibiców zaraz pojawili się malkontenci, którzy przekonywali, że młokos przyjedzie do Sosnowca na trzymiesięczne wakacje i drużyna będzie mieć z niego marny pożytek. - Ile ja z nim problemów wychowawczych miałem, bo mi poobrażał kolegów z zespołu, że się nie dość starają. Będzie grał na maksa - podkreśla Łabacz.

- Liczyłem na ten transfer, bo wierzę, że wreszcie będę grał i strzelał bramki. Obiecałem trenerowi Maciejowi Skorży, że po trzech miesiącach do Krakowa wróci lepszy Małecki i nie mam zamiaru go zawieść. Będę robił wszystko, by Zagłębie wyszło poza strefę spadkową - kończy piłkarz, dla którego jak dotąd największym sukcesem była gra w ubiegłorocznych mistrzostwach świata w Kanadzie do lat 20.