Radość i feta w Bytomiu po utrzymaniu się hokeistów

Hokeiści Polonii Bytom po raz czwarty pokonali Unię Oświęcim i utrzymali się w ekstralidze. Po dramatycznym meczu była taka feta, jakby zdobyli mistrzostwo.
- To był dla nas ciężki sezon. Ale najważniejsze, że udało nam się utrzymać. To należało się naszym kibicom - cieszył się Dariusz Puzio, jeden z najbardziej doświadczonych zawodników Polonii.

Przed meczem było bardzo nerwowo, czuło się wielkie napięcie. - Będzie to mecz, w którym ważniejsze będzie szczęście niż umiejętności. Mam nadzieję, że będzie dobrze - nie kryła zdenerwowania Anna Brabańska, prezeska Polonii.

Już pół godziny przed meczem Stodoła była zapełniona 2,5-tysięcznym tłumem kibiców. Tysiąc przyjechało z Oświęcimia. I to oni pierwsi cieszyli się z bramek. Po błędach bytomskiej obrony gole zdobyli Czesi Petr Valusiak i Martin Bućek.

Gospodarze dopiero w drugiej tercji zdołali opanować nerwy i po strzałach Jakuba Luśtinca i Pavla Urbana wyrównali. Po drugiej tercji zgłosili się sponsorzy, którzy zadeklarowali premie hokeistom Polonii za utrzymanie. Wśród nich był Piotr Koj, prezydent Bytomia. - Jaka kwota? Minimum 10 tys. zł - zdradził prezydent. To zmobilizowało bytomian, którzy siedem minut przed końcem, po strzale z dystansu Bartłomieja Kowalskiego, zdobyli zwycięskiego gola.

Potem było jeszcze bardziej gorąco! Najpierw kontuzja pachwiny odnowiła się bramkarzowi Zbigniewowi Szydłowskiemu, który ze łzami w oczach musiał opuścić lodowisko, a chwilę później... zgasło światło i przerwa w meczu trwała piętnaście minut.

Ostatnie dwie minuty to już prawdziwy dreszczowiec! Osiemdziesiąt sekund przed końcem na ławkę kar powędrował Błażej Salamon. Wtedy Andrzej Tkacz, trener Unii, wycofał bramkarza i wprowadził szóstego zawodnika. Minutę później gospodarze już grali trzech na sześciu, bo karę dostał Andrzej Banaszczak. Oświęcimianie bombardowali bramkę gospodarzy, ale bez efektu. Po ostatniej syrenie Stodoła omal nie eksplodowała. Lał się szampan, kibice śpiewali "Sto lat" i cieszyli się razem z hokeistami.

- Mecz się nam od początku nie układał, ale pokazaliśmy charakter i wygraliśmy - mówił po meczu szczęśliwy Szydłowski. - To był mecz, w którym było tyle emocji, że można byłoby nimi obdzielić kilka spotkań - dodał uśmiechnięty Krzysztof Kuźniecow, kapitan Polonii, który z bytomskim zespołem przed ponad 20 laty zdobywał mistrzostwa Polski.

Polonia Bytom - Unia Oświęcim 3:2 (0:2, 2:0, 1:0)

Bramki: 0:1 Valusiak - Hegegy (14.), 0:2 Bućek (16.), 1:2 Luśtinec - Kuźniecow - Tokoś (34.), 2:2 Urban - Kuźniecow (38.), 3:2 Kowalski - Salamon (43.).

Polonia: Szydłowski (43. Kowalczyk); Piecuch - Urban, Steckiewicz - Banaszczak - Zając - Kowalski; Tokoś - Lustiniec - Kuzniecow, G. Da Costa - Rutkowski - Puzio, Klaczyński - Kukulski - Salamon oraz Garbarczyk.

Unia: Szałaśny; Flaśar - Obstarczyk, Mazurek - Hegegy, Noworyta - Maj; Valusiak - Szewczyk - Bućek, Adamus - Modrzejewski - Ryczko, Zubek - Sękowski - Kwiatek.

Kary: 24 - 18. Widzów: 2 500.